znajdowaly sie nad przegrodkami. Po wyjatkowo kaprysnym pergaminie, dla ktorego miejsca szukal chyba przez trzy minuty, odwrocil sie, aby wziac nastepny i... upuscil go z powrotem na blat, odskakujac do tylu jak oparzony.

Tuz obok lawki stal Severus, przygladajac mu sie tym nieodgadnionym, swidrujacym spojrzeniem. Wygladal niczym posag, dumny i wyprostowany, wyrzezbiony z czarnego marmuru albo hebanu.

Jak to mozliwe, ze nie uslyszal jego wejscia? Mezczyzna musial najwyrazniej rzucic zaklecie wyciszajace na drzwi.

Harry szybko uciekl wzrokiem, wbijajac go w stos lezacych na blacie pergaminow. Jego serce przyspieszylo gwaltownie. Bal sie tego spotkania. Nie chcial widziec Severusa, jeszcze nie teraz, to wszystko bylo za swieze... Dlaczego musial tutaj przyjsc? Dlaczego chociaz raz nie mogl go zostawic w spokoju? Dlaczego zawsze podazal za nim...?

- Potter... - Glos Snape'a byl nieco chrapliwy, chociaz Harry wciaz slyszal w nim ostre brzmienie. Tak, jakby slowa, ktore mezczyzna zamierzal wypowiedziec, nie chcialy mu przejsc przez gardlo. - Moje wczorajsze zachowanie bylo nieodpowiednie i naganne. Troche za duzo wypilem i... powiedzialem pewne rzeczy, ktore mogly cie urazic.

Nieodpowiednie? Urazic? Coz za eufemistyczne okreslenia...

- Nie udawaj, ze cie to obchodzi - wymamrotal cicho Harry, nie podnoszac wzroku. - Nie wierze w ani jedno twoje slowo. Jestem pewien, ze z przyjemnoscia zrobilbys to ponownie tylko po to, aby ugodzic mnie tam, gdzie najbardziej zaboli, a pozniej odczuwac satysfakcje z powodu tego, ze po raz kolejny udalo ci sie mnie wdeptac w ziemie! - Na koncu juz niemal krzyczal. Podniosl glowe i wbil w mezczyzne urazone, drzace od tlumionego gniewu spojrzenie. Severus nie wydawal sie byc jednak poruszony jego wybuchem. Spogladal na niego w niezmiennie pasywny sposob, jakby badal go i ocenial.

- Coz za dramatyzm - powiedzial w koncu, poruszajac sie i robiac krok w strone Harry'ego. Chlopak cofnal sie, przestraszony. Nie chcial, aby Snape go dotykal. Z pewnoscia nie teraz, kiedy mial wrazenie, ze zaraz eksploduje. - Coz za przedstawienie... Uwielbiasz robic z siebie ofiare, Potter - kontynuowal niskim, wibrujacym glosem, podchodzac wolno w strone cofajacego sie coraz bardziej Harry'ego. - Uwielbiasz odgrywac role skrzywdzonego, nierozumianego chlopca. Wyolbrzymiasz wszystko do takiego stopnia, ze sam nie potrafisz juz potem nad tym zapanowac. Uwielbiasz plawic sie w swoim zalu i rozgoryczeniu, przezywac wszystko wciaz i wciaz od nowa, za kazdym razem odczuwajac jeszcze wiekszy bol.

- To nieprawda! - krzyknal Harry, poniewaz mial wrazenie, jakby kazde slowo Snape'a trafialo prosto w jego dusze, obdzierajac ja ze wszelkich oslon. Musial sie zatrzymac, kiedy poczul za plecami znajdujaca sie po drugiej stronie sali sciane.

- Cos ci powiem, Potter... - Severus nie przestawal mowic i nie zatrzymal sie. - Ty nie potrafisz zyc bez tego bolu. Bez tego wszechogarniajacego zalu, ktory ciagnie sie za toba niczym cien. Zawsze go poszukujesz, a kiedy nadejdzie, owijasz sie nim jak kokonem i zamykasz na wszystko, przezywajac go kazdym nerwem swojego ciala, wydychajac w kazdym oddechu, w kazdym wypowiedzianym slowie. - Severus byl juz przy nim. Tak blisko, ze niemal sie dotykali. - Chcialbym jednak, abys teraz, w tej chwili, zapomnial o zalu. - Pochylil sie nad nim, otaczajac go swoim zapachem i chowajac w swym cieniu. - Chcialbym, zebysmy byli tutaj sami, bez niego. Tylko ty i ja.

Harry wpatrywal sie w skupiona, sciagnieta twarz mezczyzny tak blisko swojej wlasnej. Widzial iskry w czarnych oczach. I zadrzal, kiedy poczul, jak Severus lapie jego dlon i prowadzi ja ku swoim szatom. Jego palce dotknely goracego, gladkiego ciala i Harry nabral gwaltownie powietrza, kiedy zrozumial, co to takiego. Zacisnal reke wokol na wpol twardej erekcji, czujac naplywajaca do gardla gorycz.

- No dalej - uslyszal wibrujacy szept tuz przy swoim uchu. Przelykajac zolc, zaczal powoli poruszac dlonia. Penis Snape'a twardnial coraz bardziej pod wplywem jego dotyku, Harry czul bijacy od niego zar i krew, przeplywajaca ciagnacymi sie wzdluz trzonu zylkami. Pulsowal i rosl w jego malej dloni. Tak samo, jak rozprzestrzeniajace mu sie w sercu rozgoryczenie.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату