niego. Ale sciana chyba lepiej to znosila, gdyz watpil, aby tez czula takie zimne, przebiegajace przez nia dreszcze.
Harry przelknal sline, gdyz nagle zaschlo mu w ustach. Ale obiecal sobie, ze nie bedzie zwracal na niego uwagi i tak tez uczynil. Nie popatrzyl juz w jego strone ani razu do konca sniadania, a zaraz po nim wstal i udal sie z pania Pomfrey do skrzydla szpitalnego, czujac na plecach odprowadzajace go spojrzenie hebanowych oczu. Pielegniarka uleczyla jego siniaki i posmarowala reke mascia. A sadzac po zapachu, byla to dokladnie ta sama masc, ktora Severus wysmarowal wtedy jego nogi. To wspomnienie bylo niezwykle przyjemne, ale w obecnych okolicznosciach przynioslo jedynie bol.
Nie, mial o tym nie myslec!
Kiedy tylko wyszedl ze szpitala, wydarzylo sie cos, czego po czesci sie spodziewal, ale z drugiej strony obawial. Poczul cieplo w kieszeni.
Wiadomosc od Severusa.
Przez chwile walczyl ze soba. Nie chcial jej odbierac. Prawde powiedziawszy, to juz wczesniej zastanawial sie nad tym, czy po prostu nie zostawic kamienia w dormitorium, ale tak jakos... nie potrafil tego zrobic. A gdyby wydarzylo sie cos waznego?
Ciekawosc jednak zwyciezyla. Siegnal do kieszeni i odczytal wiadomosc:
Potter, chcialbym, zebys przyszedl teraz do moich komnat. Czekam na ciebie. Przyjdz, dobrze?
Harry rozszerzyl oczy. Jak na Severusa, bylo to niemal blaganie.
Poczul, jak w jego sercu rozlewa sie przyjemne cieplo satysfakcji. Czyli Snape jednak zalowal tego, co zrobil... To dobrze, niech teraz on poczuje, jak to jest...
Zacisnal klejnot w dloni i odeslal:
Nie przypominam sobie, abym mial dzisiaj z panem szlaban, wiec nie wiem dlaczego mialbym do pana przychodzic, profesorze.
Nie potrafil powstrzymac usmieszku zadowolenia, ktory wyplynal mu na usta. Nawet jezeli w glebi siebie czul absolutna pustke.
Snape zranil go zbyt mocno. Minie troche czasu, zanim wszystko, co zostalo w nim rozerwane, zasklepi sie ponownie.
***
Snape'a nie bylo na obiedzie, co Harry przyjal z ulga. Po posilku McGonagall dala mu klucz i powiedziala, ze jego szlaban musi niestety trwac nie mniej niz dwie godziny, wiec jezeli zrobi juz wszystko, to niech sobie po prostu posiedzi i poczeka, az czas minie.
Harry skinal glowa i powoli ruszyl na drugie pietro. Prawde powiedziawszy jeszcze nigdy nie byl w tej sali. Wszystkie sciany zostaly przysloniete porozwieszanymi na nich wykresami i planszami z jakimis dziwnymi znaczkami. Kiedy spacerowal wzdluz nich, przygladajac im sie, przypomnial sobie o ksiazce, ktora zobaczyl w tajnym laboratorium Severusa. Moze, gdyby pamietal, jak wygladaly zamieszczone w niej znaki, to udaloby mu sie znalezc tutaj cos, co pomogloby mu zrozumiec znaczenie tamtych symboli. Przeszedl na tyl klasy, do znajdujacych sie tam szafek, w ktorych poukladane byly zwoje. Na kazdym z nich widnialy jakies literki i cyfry, ale z tego, co zauwazyl, wszystko bylo ze soba wymieszane. Wzial pierwszy lepszy zwoj i po kilku chwilach udalo mu sie odnalezc i wlozyc go do odpowiedniej przegrodki. Westchnal gleboko. Czekalo go jednak nieco pracy. Moze lepiej byloby po prostu wyrzucic je wszystkie na podloge i dopiero poukladac? Bo inaczej te dobrze ulozone wymieszaja sie z tymi pozostalymi i pozniej bedzie mial problem, aby je odroznic.
Tak wlasnie zrobil. Przez kilkanascie minut przenosil zwoje z szafek na najblizsza lawke, uwazajac, aby zadnego nie upuscic. Nie wiadomo, jak byly stare. Kiedy skonczyl, zaczal brac kazdy zwoj po kolei i probowal dopasowac zamieszczone na nim cyfry i litery do tych, ktore
