mezczyzna wydawal sie zupelnie nie przejmowac, ze wszystkie spojrzenia oderwaly sie od Harry'ego i spoczely na nim.
- Severusie, na Merlina, moglbys troche uwazac - mruknal skrzekliwie profesor Flitwick, siedzacy tuz obok niego. - Nastepnym razem wbijesz mi go w oko.
Mistrz Eliksirow nie odpowiedzial. Wydawal sie go zupelnie nie slyszec. Z trudem oderwal kasajace spojrzenie od Harry'ego, ktory dostrzegl w jego ciemnych teczowkach, wyrazny, ostry rozblysk gniewu, kiedy mezczyzna odwrocil glowe i wbil wzrok w odlegla sciane, zsuwajac ze stolu swoje zdecydowanie zbyt mocno zacisniete i... drzace piesci.
Harry zamrugal, zastanawiajac sie, czy sie nie przewidzial i co tez moglo to oznaczac? Czyzby Snape nadal byl na niego wsciekly? Ale to przeciez on powinien byc wsciekly na mezczyzne! A tymczasem wygladalo na to, ze ten nadety, tlustowlosy dupek... nie potrafi nawet wytrzymac pieciu minut przy tym samym stole, co Harry Potter!
Niech go...!
Harry zacisnal zeby, probujac opanowac nagly przyplyw zlosci i zalu.
Nie, nie bedzie zwracal na niego uwagi. Nie moze pozwolic, aby Severus Snape odebral mu apetyt. Siegnal lewa reka po polmisek z omletami zapiekanymi z bekonem i z ogromnym trudem przelozyl jeden na swoj talerz. Siedzaca obok niego Luna usmiechala sie do niego przyjaznie, ale wyczuwal, ze za jej usmiechem czai sie niepokoj. Probowal prowadzic z nia mila, typowa pogawedke, ale zwyczajnie nie potrafil. Nie w tej chwili. Nie w obecnosci siedzacego tak sztywno, jakby polknal kij od miotly i najwyrazniej nie zamierzajacego juz dokonczyc swojego rozpoczetego posilku Snape'a, ktory znajdowal sie zaledwie dwa metry dalej po drugiej stronie stolu.
Harry naprawde probowal nie zwracac na niego uwagi, ale nic nie potrafil poradzic na to, ze jego wzrok co jakis czas biegl w strone mrocznej sylwetki, nawet jezeli za kazdym razem mial wrazenie, jakby cos nieprzyjemnego drgalo mu w zoladku.
Krojenie twardego jak skala bekonu nie bylo zbyt latwym zadaniem, szczegolnie, gdy mialo sie do dyspozycji tylko jedna reke. Harry probowal jakos ulozyc noz w prawej, obandazowanej zakrwawionym bandazem dloni, ale za kazdym razem jedynie krzywil sie z bolu. Widelec byl z kolei zbyt tepy, aby mu pomoc. Po kolejnej nieudanej probie, sapnal z frustracji i juz mial zamiar odsunac bekon na bok, pogodziwszy sie z faktem, ze juz go prawdopodobnie nie sprobuje, kiedy jedzenie na jego talerzu, nagle, w zupelnie nieprawdopodobny sposob, rozpadlo sie na mozliwe do pogryzienia kawalki. Zamrugal, calkowicie zaskoczony i rozejrzal sie po stole w poszukiwaniu swojego cichego pomocnika, ale wszyscy wydawali sie calkowicie pochlonieci albo jedzeniem, albo rozmowami.
Poza jedna osoba.
Severus szybko odwrocil wzrok i wykonal taki ruch, jakby chowal cos do kieszeni, po czym ponownie wbil spojrzenie w sciane.
Harry zagryzl warge i spojrzal na swoj talerz. Sam nie wiedzial co ma o tym myslec.
Czy Severus pomogl mu, poniewaz naprawde chcial mu pomoc, czy dlatego, aby okazac mu swoja pogarde i wysmiac jego ograniczone zdolnosci manualne?
Coz, obie mozliwosci byly na tyle prawdopodobne, by brac je pod uwage.
Harry westchnal. Zamiary zamiarami, ale postanowil w tej chwili nie zaprzatac sobie nimi glowy, poniewaz byl naprawde glodny.
Pod koniec sniadania McGonagall pochylila sie do niego i powiedziala:
- Prosze przyjsc do mnie po obiedzie, panie Potter, to dam panu klucz do klasy Starozytnych Runow.
Harry skinal glowa i niemal natychmiast poczul na sobie intensywne spojrzenie Snape'a, ktore mezczyzna oderwal od sciany i wbil w
