uslyszal przepelniony potrzeba, rozkazujacy glos tuz przy swoim uchu, ktory trafil prosto w jego ledzwie i podpalil znajdujacy sie tam arsenal eksplodujacej przyjemnosci. Harry doszedl, jeczac rozdzierajaco i skamlac, a jego cialo drzalo tak bardzo, iz obawial sie, ze jeszcze troche i rozpadnie sie na kawalki.
Po kilku chwilach obezwladniajacego uczucia, ktore rozpuscilo jego miesnie, a umysl zamienilo w wyjaca z euforii papke, poczul jak kolano Snape'a wysunelo sie spomiedzy jego ud, a on sam opadl do przodu na mezczyzne, dyszac ciezko i probujac odzyskac kontrole nad swoim cialem. Severus wypuscil z uscisku jego nadgarstki, a Harry uniosl glowe, z trudem otwierajac oczy. W momencie, kiedy spojrzal w to promieniujace zadowoleniem, znajdujace sie pare centymetrow od jego twarzy oblicze, mogl zrobic tylko jedna, jedyna rzecz.
I tak w tej chwili bylo mu juz wszystko jedno.
Rzucil sie do przodu, owinal ramiona wokol szyi Snape'a i desperacko przywarl ustami do jego waskich, zacisnietych warg. Przylgnal do niego calym cialem z taka sila, jakby pragnal w tym uscisku zlamac wszystkie bariery, ktore mezczyzna rozciagnal wokol siebie. Nie myslal nad tym, co robi, chcial jedynie odcisnac na nim swoj slad. Ssal i przygryzal wargi, pomimo iz usta pozostawaly zamkniete. Kasal je i przygniatal swoimi. Pozeral je, mruczac i pojekujac w nie cicho. A kiedy tylko Severus probowal odsunac glowe, napieral na nie jeszcze mocniej, jeszcze zachlanniej, duszac go w swoim uscisku.
W koncu jednak, kiedy pulsujaca mu w glowie krew nieco opadla, a serce przestalo wyrywac sie z piersi i przez jego zamroczony umysl powoli zaczely przebijac sie pierwsze promienie swiadomosci... oderwal swoje piekace usta od rownie zmaltretowanych warg mezczyzny i zaczerpnal tchu. Powoli otworzyl oczy i spojrzal w strzelajace plomieniami, znajdujace sie milimetry od jego wlasnych oczy. Nie potrafil dokladnie odczytac ich wyrazu, ale widzial w ich bezdennej glebi blask. Daleki, odlegly blask, ktory przyblizal sie z kazda sekunda, rozrastal, stawal coraz jasniejszy.
Wokol panowala aksamitna cisza. Dwa nierowne oddechy szeptaly pomiedzy soba. Twarz Harry'ego owiewaly cieple podmuchy. I cos sie poruszylo. Jedna z dloni Severusa wplotla mu sie we wlosy i przechylila jego twarz nieco na bok. Kiedy serce juz niemal podeszlo mu do gardla, poczul w kaciku ust delikatny pocalunek. Wargi Severusa byly cieple, pulsowaly. I byly takie gladkie...
Po chwili oderwaly sie, przesunely nieco w gore i zlozyly kolejny pocalunek tuz pod prawym okiem. Harry pozwolil, aby jego powieki opadly, a z ust wyrwalo sie ciche westchnienie.
Nastepny pocalunek dotknal prawej skroni. Zatrzymal sie tam na dluzej, jak gdyby smakowal rozgrzana, tetniaca w tym miejscu skore.
Severus oderwal wargi i przesunal je jeszcze wyzej, by pocalowac... blizne. Lagodnie i niemal z wahaniem, ale doznanie bylo tak niesamowite, iz Harry sam nie wiedzial, czy odczuwa to naprawde, czy byl to jedynie wytwor jego wyobrazni, poniewaz dokladnie w tej samej chwili poczul rozprzestrzeniajacy sie od niej zar. Jego cialo zaczelo drzec w niekontrolowany sposob, mial wrazenie, jakby przeplywal przez nie prad. I na jeden, niewielki ulamek sekundy poczul bolesne uklucie i zobaczyl serie migajacych obrazow. Nie byl w stanie ich zatrzymac albo zapamietac, ale wydawalo mu sie, ze chyba zobaczyl jakis ciemnozielony plyn, twarz Voldemorta, Dumbledore'a, Snape'a i swoja wlasna.
Wszystko zniknelo jednak tak blyskawicznie, jak sie pojawilo i juz po chwili Harry zastanawial sie, czy widzial to naprawde, czy tez cos mu sie przewidzialo. Wciaz czul gorace wargi Severusa przycisniete do swojej blizny i mial wrazenie, ze zaraz roztopi sie pod wplywem tego dotyku.
Westchnal cicho, kiedy mezczyzna oderwal w koncu usta od jego skory, owiewajac ja lagodnym, rozgrzanym oddechem. Zacisnal mocniej powieki i pozwolil, aby dlon Severusa, przyciagnela jego twarz do otoczonego czernia torsu. Poczul, jak mezczyzna oplata jego szyje druga reka i zamyka go w cieplym uscisku, wtulajac swoja twarz w jego wlosy.
