- A co z chlopcem? - zapytal nagle Dumbledore, zmieniajac temat. - Czy Voldemort wspomnial cos o nim, albo o jakichkolwiek planach z nim zwiazanych?

Mezczyzna pokrecil nieznacznie glowa, patrzac wprost w przygladajace mu sie lustrujaco blekitne oczy starca.

- Ani slowem. Jest zbyt pochloniety planowaniem atakow i organizowaniem sil, aby zawracac sobie teraz nim glowe.

Dumbledore spogladal mu w oczy jeszcze przez jakis czas, po czym rozluznil sie i westchnal ciezko, odwracajac glowe.

- To dobrze uslyszec przynajmniej jedna dobra wiadomosc. Wiem, ze spedzasz ostatnio duzo czasu z Harrym. Dobrze zrobiles, biorac na siebie odpowiedzialnosc za wymierzenie mu tych wszystkich szlabanow. Niech tak zostanie. Chron go, Severusie. Wiesz, jaki jest dla nas wazny.

Mezczyzna przytaknal, ponownie zaciskajac usta.

- Jezeli to juz wszystko, dyrektorze, to chcialbym wrocic do siebie i odpoczac.

- Tak, to wszystko. Dobranoc, chlopcze - odparl stary czarodziej, odchylajac sie w swoim przypominajacym tron krzesle i usilujac przywolac na twarz podnoszacy na duchu usmiech, ale wydawal sie on tak samo blady, jak jego blekitne spojrzenie. Bylo w nim znacznie wiecej zgryzot niz wsparcia.

Severus podniosl sie i skinal mu glowa.

- Dyrektorze - powiedzial uprzejmie, odwrocil sie i wyszedl.

Przemierzal mroczne, opustoszale korytarze Hogwartu w rownych, wywazonych krokach, ktore odbijaly sie echem od scian pograzonego we snie zamku. Czarna peleryna powiewala za nim, a cien jego dumnej, wyprostowanej sylwetki przeslizgiwal sie po kamieniach pomiedzy jedna, a druga umieszczona na scianie pochodnia.

W pewnym momencie mezczyzna zatrzymal sie nagle. Kroki ucichly, a w powietrzu unosila sie jedynie gesta cisza, w ktorej nieme trzaskanie plonacych pochodni bylo jedynym ruchomym elementem rzeczywistosci.

Severus powoli siegnal do kieszeni i wyciagnal z niej zielony kamien. Kamien, ktory jarzyl sie w tej chwili zlotym blaskiem. Przysunal go do skrytej w cieniu twarzy i odczytal jaskrawy napis:

Dobranoc, Severusie.

Cisza przybrala na sile. Wydawala sie wchlaniac wszystkie dzwieki.

Na usta mezczyzny wyplynal ledwie widoczny usmiech. Ukryte w mroku oczy rozblysly czyms nieokreslonym. Niepokoj i ukojenie wydawaly sie w tej chwili jednym i tym samym. Padajace na surowa twarz cienie rysowaly na niej swoje wlasne historie. I tylko wpatrujacy sie w kamien i zaciskajacy go w swojej dloni mezczyzna, wiedzial, ktore z nich sa prawdziwe.

***

- Crucio! - Glos Bellatriks wydawal sie wyzszy, kiedy zadawala cierpienie. Nieludzki. Pozbawiony jakichkolwiek przejawow uczuc. Tak jakby kierowalo nia uosobione okrucienstwo, a ona byla jedynie jego marionetka.

Cialo starszej czarownicy zaczelo drgac, rozrzucone czlonki uderzaly o podloge, wykrecajac sie pod nienaturalnymi katami, a z ust wydobywal sie zachrypniety, niepowstrzymany wrzask, ktory wwiercal sie w umysl i pozostawal w nim jeszcze na dlugo.

Severus stal z boku, przygladajac sie tej scenie z obojetnym wyrazem twarzy. Sprawial wrazenie kogos, kto widzial podobne sceny juz zbyt wiele razy, by robily na nim jakiekolwiek wrazenie.

- Nie zmarnuj na nia calej swojej mocy. Nie bede cie pozniej aportowal z powrotem do kwatery glownej, tak jak ostatnim razem - mruknal cicho,

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату