- Wiesz, ze to mnie zawsze przypadaja w udziale najbardziej niewdzieczne zadania - prychnal mezczyzna, kopiac stojacy mu na drodze przewrocony fotel. - Ale mam przynajmniej satysfakcje z wyobrazania sobie, co zrobilby jego plugawy ojciec, gdyby widzial, jak zabawiam sie z jego jedynym synem.
- Albo ten jego nedzny ojciec chrzestny. Och, juz wyobrazam sobie jego mine, gdyby zobaczyl, ze z jego chrzesniaka wyrosla taka mala dziwka - chichotala dalej kobieta, wyrzucajac na podloge szuflady.
- Czyzbys zalowala, ze go zabilas? - zapytal kpiaco Severus, kierujac rozdzke w strone podlogi.
- Nigdy! - parsknela Bellatriks. - Nigdy, chociazby dla samego widoku tego malego gowniarza, zdruzgotanego i wdeptanego w ziemie. Wciaz pamietam, jak gonil mnie po calym Ministerstwie, zeby pomscic smierc swojego kundelka. Biedny skrzywdzony chlopczyk, ktory stracil swojego ukochanego wujcia... I co? I bylo go stac tylko na jakas godna pozalowania parodie Crucio - prychnela, otwierajac przewrocona na sciane szafe i przegladajac jej zawartosc. Mezczyzna spojrzal na nia z ironicznym usmiechem na cienkich wargach.
- Nie od dzisiaj wiadomo, ze Potter jest imbecylem. Zawsze myslalem, ze jest calkowicie pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ale ostatnio musialem zweryfikowac swoj poglad...
- Tak? - zapytala z zaciekawieniem kobieta, odwracajac glowe w jego strone.
- Potter ma niezrownany talent do obciagania.
Ta uwaga doprowadzila Bellatriks do kolejnego wybuchu dzwiecznego smiechu.
- Och, Sevciu, Sevciu... Uracz mnie jeszcze jakims pikantnym szczegolem. Wiesz, jak uwielbiam sluchac o upokarzaniu tego parszywego mieszanca. Powiedz mi... - Przestala przeszukiwac szafe i znieruchomiala, wpatrujac sie w mezczyzne zmruzonymi oczami i z blakajacym sie na czerwonych wargach pelnym okrutnej radosci usmiechem. - Powiedz mi, jak glosno jeczy i skamle o wiecej, wijac sie przed toba na kolanach...
Tym razem to Severus sie rozesmial.
- Przeciez wiesz juz niemal wszystko, Bello. Tak, Potter na kolanach to cudowny widok. Wlasnie tam jest jego miejsce. U moich stop, skowyczacy i skamlacy jak suka w rui. - Jego czarne oczy blyszczaly, kiedy to mowil. Bellatriks poslala mu porozumiewawczy usmiech.
- Widze, ze nasz maly Zloty Chlopczyk zamienil sie przy swoim profesorze w prawdziwa wywloke - parsknela, powracajac do przeszukiwania szafy i znajdujacych sie w niej kufrow i walizek. - Zapewne znakomicie go juz wytresowales, Sevciu. Pojdzie za toba bez wahania?
Mezczyzna poslal jej spojrzenie pod tytulem 'za kogo ty mnie masz, kobieto?'.
- Podejrzewam, ze w tej chwili Potter bylby nawet w stanie zaatakowac ktoregos ze swoich drogich przyjaciol, gdybym tylko nim odpowiednio pokierowal.
Bellatriks spojrzala na niego uwaznie.
- To musi byc rewelacyjne uczucie. Miec nad nim taka wladze... Nad twoim najwiekszym wrogiem. W sumie to nie jest az takie zle zadanie, Sevciu. Nie powinienes tak narzekac.
- Nigdy na nie nie narzekalem, Bello - odparl gladko mezczyzna, przeszukujac rozdzka sufit. - Jedynym jego mankamentem jest fakt, ze dotyczy ono Pottera.
- Mam! - krzyknela nagle kobieta, wyjmujac z jednej z walizek niewielkie zawiniatko. Zerknela do srodka i usmiechnela sie szeroko. - Zadanie wykonane. Mozemy stad spadac.
Severus skinal glowa, schowal rozdzke do kieszeni szaty i podszedl do niej. Po chwili dwie sylwetki odziane w szaty Smierciozercow zniknely z glosnym trzaskiem i w
