dzieki czemu mial pewnosc, ze jego oczy nadal pozostaja otwarte, oraz wsluchiwac w dochodzace z lazienki odglosy.
Po pewnym czasie, ktory wydawal mu sie wiecznoscia, szmer wody ucichl. Chwile pozniej drzwi do lazienki otworzyly sie i do sypialni wpadlo jasne swiatlo. Zbyt jasne. Harry zacisnal powieki. Teraz juz mogl.
Uwaznie wsluchiwal sie w miekkie kroki Severusa, ktore stawialy jego bose stopy. Materac po drugiej stronie lozka ugial sie nagle, a cienkie, gladkie przykrycie zaszelescilo w ciemnosci niczym ocierajace sie o siebie sowie skrzydla. I Harry nic nie mogl poradzic na to, ze kiedy tylko Severus polozyl sie za nim, natychmiast poczul przemozna chec, aby odwrocic sie i go dotknac. Pozostal jednak na miejscu, lezac bez ruchu i starajac sie oddychac gleboko i rownomiernie. Teraz, kiedy wiedzial, ze lezy z nim w jednym lozku, sennosc zdawala sie, przynajmniej czesciowo, wypuscic go ze swych szponow. To bylo zbyt niesamowite przezycie, aby mogl tak po prostu zasnac.
W panujacej wokol ciszy slyszal spokojny oddech Severusa i zastanawial sie, czy powinien cos powiedziec, poruszyc sie, dac mu znak, ze jeszcze nie spi. Ale co moglby zrobic? Co bedzie, jezeli odwroci sie do niego, probujac nawiazac z nim kontakt, a Snape odsunie sie i przewroci tylem do niego?
Lezal tak przez jakis czas, zastanawiajac sie nad tym, co zrobic i nie potrafiac sie zdecydowac, kiedy nagle uslyszal za soba krotki szelest. Poczatkowo nie zwrocil na to wiekszej uwagi, przekonany ze Snape zapewne zmienil pozycje. Jednak po chwili szelest powtorzyl sie, a materac za nim ugial sie mocniej, tak jakby Severus... przysunal sie.
Serce Harry'ego natychmiast przyspieszylo i poczul mrowiaca w zylach nadzieje, ale nadal nie wykonal zadnego gestu, czekajac w milczacym napieciu na kolejny ruch mezczyzny i zastanawiajac sie, czy czasami nie wmawia sobie czegos, co wcale nie ma miejsca.
Ale nie! Kolejny szelest, tym razem dluzszy, i Harry wyraznie poczul lagodne musniecie na plecach. Severus najwyrazniej przysunal sie juz na tyle blisko, ze dotykal go swoim ramieniem.
Harry walczyl ze soba. Tak bardzo pragnal sie odwrocic, iz mial wrazenie, ze az drzy z tego pragnienia, ale z drugiej strony obawial sie, ze wtedy Snape wycofa sie z powrotem na swoje miejsce, a wtedy wszystko...
O cholera!
Z trudem zapanowal nad zaskoczonym westchnieniem, kiedy ponownie uslyszal szelest i poczul na swoim wystajacym spod przykrycia, nagim ramieniu lagodny dotyk palcow Severusa, ktore powoli zaczely przesuwac sie wzdluz jego reki, gladzac ja z taka delikatnoscia, jakby mezczyzna obawial sie, ze w kazdej chwili moze go obudzic. Harry nie smial nawet przelknac sliny, zmuszajac swoj oddech do spokojnej, rytmicznej pracy, chociaz mial wrazenie, ze bicie jego serca jest wyraznie slyszalne w gestej ciszy.
Jego skora wydawala sie ozywac w miejscach, w ktorych dotknely jej palce Sverusa, i Harry westchnal w duchu, kiedy mezczyzna zabral dlon. Jednak bardzo szybko o tym zapomnial, kiedy poczul poruszenie za swoimi plecami i... Severus przysunal sie jeszcze blizej, przywierajac chlodnym cialem do plecow Harry'ego i obejmujac go w pasie.
Nienienie, on tego nie zrobil. To z pewnoscia musi byc sen. Zasnal i teraz sni mu sie, ze Severus go przytula. Przeciez to niemozliwe, zeby Snape... zeby on... sam... i do tego... och! ...do tego przyciagnal go lagodnie do siebie, ukladajac sie za nim tak, aby ich ciala idealnie do siebie pasowaly i... i wtulil twarz w jego kark, owiewajac go tym niesamowicie goracym oddechem, ktory sprawil, iz Harry byl niemal pewien, ze zaczal drzec. Ale najwyrazniej drzal jedynie w srodku, poniewaz Snape nie odsunal sie, nie odepchnal go, tylko przesunal twarz nieco w dol, przyciskajac cieple, wilgotne usta do jego ramienia i... i Harry byl pewien, ze uslyszal cichy, tak cichy, iz niemal nieslyszalny, zachrypniety szept:
- Nie moge tego zmienic... - Severus przesunal rozgrzane wargi na jego szyje i zlozyl na niej lagodny pocalunek. - Nie moge... - powtorzyl jeszcze ciszej, a ciezkie westchnienie, ktore
