Za oknem sypal snieg. Drobne platki powoli splywaly z nieba, ladujac miekko na parapecie. Bylo w tym widoku cos uspokajajacego. Cos, co odciagalo mysli Harry'ego od tych ciemnych rejonow, w ktore zdecydowanie nie powinien sie zapuszczac. Obserwowal je. Obserwowal, jak platek za platkiem opada na stos sniegu, powiekszajac go. Byly miekkie, kruche i bardzo male. Ale bylo ich tak wiele, ze juz prawie nie utrzymywaly sie na parapecie. Kto by pomyslal, ze takie drobiny potrafia stworzyc cos takiego? Beda sypac i sypac niezauwazenie, az w koncu parapet sie przepelni i wszystko... runie. Prosto na sam dol.

Tak jak on.

Otrzasnal sie, czujac jakies znajome mrowienie. Czul je juz od jakiegos czasu, ale byl zbyt pochloniety myslami i wpatrywaniem sie w okno, aby to zauwazyc.

Ale tym razem mrowienie nie wedrowalo mu po karku, tylko po ramieniu i policzku. Opuscil reke, na ktorej opieral brode, i nie musial nawet przesuwac glowy, aby go dostrzec.

Snape. Stal pomiedzy polkami, zaledwie pare metrow na lewo od niego, czesciowo ukryty za ksiazkami. Wysoki i mroczny. Przy nim nawet otaczajacy go cien wydawal sie wyblakly.

Musial przygladac mu sie juz od jakiegos czasu.

Dlaczego mu to robil? Dlaczego nie zostawi go w spokoju? O co mu chodzi? W co on pogrywa?

Wiedzial, ze Snape nie szuka kontaktu z nim. Tu musi chodzic o cos innego...

Jak ma o nim zapomniec, skoro bez przerwy czuje na sobie jego wzrok? Jak ma zapomniec, skoro Snape stal sie niemal jego cieniem?

Zagryzl warge i wbil wzrok w otwarta ksiazke.

Nie, nie da mu sie pokonac! Nie da sie zastraszyc! Nie ucieknie i nie ukryje sie, chociaz to byloby najprostsze rozwiazanie. Pokaze Snape'owi, ze moze sobie chodzic za nim, ile chce, moze mu sie przygladac, jak dlugo chce, ale Harry nie da sie zlamac. Nie tym razem!

Wzial gleboki oddech, blyskawicznie przekartkowal rozdzial o eliksirach niewidzialnosci i dotarl do zaklec zmieniajacych wyglad. Pochylil sie nad ksiazka i zaczal czytac.

Snape'a tu nie ma, powtarzal sobie w myslach co jakis czas. Snape'a tu nie ma.

Ale byl. Przez caly czas. Ukryty za polkami. Nie poruszyl sie. Tylko mu sie przygladal.

Harry zacisnal powieki.

Chyba lepiej bedzie pouczyc sie w Pokoju Zyczen. Tu jest zbyt... glosno. Tak, zbyt glosno. Nie moze sie skupic. I za jasno.

Podniosl sie, zgarnal ksiazki i, ani razu nie spogladajac na ukryta w cieniu postac, ruszyl prosto do stanowiska pani Pince. Wypozyczyl ksiazki i wyszedl z biblioteki, odprowadzany spojrzeniem sledzacych go, czarnych oczu.

Kiedy znalazl sie na korytarzu, pozwolil sobie na glebokie westchnienie.

Od razu lepiej. Jakos tak wiecej powietrza...

Wzial jeszcze jeden wdech i ruszyl prosto na siodme pietro.

***

Na piatkowym obiedzie nie bylo Snape'a. Hermiony rowniez, poniewaz oswiadczyla wczesniej, ze nie przyjdzie, bo musi napisac wyjatkowo trudne wypracowanie na Numerologie. Harry siedzial pochylony nad talerzem i probowal przelknac chociaz maly kawalek pieczonego kurczaka. Nie udawalo mu sie to. Byl zbyt przerazony tym, co czekalo go po obiedzie...

- Harry, to dla ciebie.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату