Ale to wciaz jestem ja, Potter...
Harry wzdrygnal sie, kiedy poczul lagodne musniecie czarnych kosmykow na swojej brodzie. Snape pochylil sie nad nim, niemal dotykajac czolem jego czola. Harry czul jego oddech na swojej twarzy. Spogladal prosto w te dwa mroczne tunele i mial wrazenie, ze zaraz go pochlona.
- Pomimo ze starasz sie wyprzec te dobre wspomnienia, to wciaz je pamietasz... wciaz pamietasz mnie. - Reka Snape'a uniosla sie i spoczela na sercu Harry'ego, ktore w tym samym momencie zaczelo bic jeszcze szybciej niz dotychczas. - Czujesz mnie? Wiem, ze tak. - Severus przesunal twarz i wyszeptal mu wprost do ucha. - To ja jestem tym mezczyzna, ktory zna kazde zaglebienie twojej skory, ktory potrafi odczytac kazda zmiane wyrazu twojej twarzy... ktory poznal calego ciebie.
Harry ponownie przymknal powieki. Te slowa... Snape wiedzial, jak to robic. Wiedzial, jak uwodzic slowami. Jak spowodowac, ze nawet najchlodniejsze bariery... zaczynaly sie roztapiac.
- Mozesz mnie nienawidzic, ale w glebi serca wiesz, ze to nie jest nienawisc. Nie do konca - kontynuowal mezczyzna tym samym przyciszonym, lagodnym glosem. - Teskniles za mna. Teskniles za tym...
Harry pragnal pokrecic glowa, ale nie byl w stanie. Nie mogl juz dluzej... to bylo niemal jak tortura.
- Nie chce juz tego sluchac - powiedzial niewyraznie.
- Nie musisz sie tego wstydzic. Tego, ze mnie potrzebujesz, nawet po tym, jaki zadalem ci bol. Nie musisz sie wstydzic... - Dlugie palce musnely twarz Harry'ego i chlopak poczul ciarki na plecach oraz unoszace sie wloski na karku - ... ze wciaz drzysz pod moim dotykiem. Nie musisz sie tego wypierac. Nawet jezeli probujesz, nie potrafisz zapanowac nad biciem wlasnego serca. Slysze je teraz. - Wargi zblizyly sie do ucha i Harry mial wrazenie, ze ten niski glos rozbrzmiewa wprost w jego glowie. - Slysze jak glosno bije. Coraz glosniej. Coraz szybciej. Wystarczy, ze zrobie tak... - Goracy jezyk wsliznal sie do wnetrza ucha Harry'ego i chlopak mial wrazenie, ze w jego ciele nastapilo gwaltowne wyladowanie elektryczne. Poczul dreszcze nawet w palcach u nog.
- Przestan - wyszeptal, probujac zlapac oddech, ktory nagle ulecial mu z pluc.
- Widzisz? Myslisz, ze kogos oszukasz? Myslisz, ze oszukasz siebie? Obserwowalem cie wnikliwie przez te dwa tygodnie. Widzialem, jak sie miotales. Jaki byles zagubiony. Przybity. Samotny. Myslisz, ze udalo ci sie to ukryc? Ani razu nie widzialem na twojej twarzy usmiechu. Przypominales wysuszony kwiat, ktory potrzebuje wody, aby dalej zyc. A ja... pragne znowu zobaczyc ten usmiech. Taki... bezczelny, irytujacy i glupkowaty. Czasami zadziorny i zuchwaly - mruczal Severus, przesuwajac wargami po szyi Harry'ego. - A nawet mozna powiedziec, ze... ujmujacy.
Harry poczul bolesne uklucie, kiedy te slowa przedarly sie przez lodowata bariere otaczajaca jego serce, roztopily ja i cos w nim zlamaly. Ale to nie byl koniec. Byl jeszcze mur. Mur, ktory jednak coraz bardziej sie kruszyl.
Nie chcial mu wierzyc. Ale czy mial jakis wybor? Czy mogl dalej probowac sie opierac i wmawiac sobie, ze te wszystkie spojrzenia, kazdy dotyk, kazdy pocalunek... ze to nic nie znaczylo? Ze to wewnetrzne rozdarcie, ktore odczuwal przy kazdym spotkaniu ze Snape'em, bylo tylko imaginacja?
Nie.
Poniewaz to byl jego Severus. Severus, ktory zachowywal sie irracjonalnie, ktory jednym gestem i slowem potrafil rozbic misterna konstrukcje zaufania, a pozniej nieudolnie probowal ja poskladac, nie majac do tego zadnych predyspozycji poza wyuczona przez lata sklonnoscia do zaciskania piesci i zadawania ciosow. Jezeli nie mozesz czegos naprawic, uderzaj tak dlugo, dopoki nie zacznie dzialac. Ale Severus sie przelamal. Nie uderzal, nie atakowal. Przesuwal sie kazdego dnia o kilka cali, precyzyjnie ukladajac kamienie i czekajac na szanse, by moc polozyc najwyzszy.
Wargi Severusa docieraly coraz dalej. Blyskawicznie odpial kolnierzyk i kilka gornych guzikow koszuli Harry'ego i zaczal calowac jego ramie.
