Co on tu robil? Po co tu za nim przyszedl?
- Odejdz - wydusil po chwili, kiedy udalo mu sie juz przelknac drapiaca gule w gardle. - Nie chce cie widziec! Wyjdz stad! Natychmiast!
- Nie. - Glos Snape'a byl dziwnie zduszony, ale jednoczesnie niezwykle zdecydowany. - Zaden z nas stad nie wyjdzie, dopoki nie wysluchasz tego, co mam do powiedzenia.
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie. To bylo... to bylo... takie w jego stylu! Znowu warunki! Znowu dyktowanie rozkazow!
- Skoro ty nie chcesz wyjsc, to ja to zrobie! - Z determinacja ruszyl w strone drzwi, starajac sie jak najszerszym lukiem ominac zagradzajaca mu droge wysoka sylwetke mezczyzny, ale kiedy wyciagal reke, zeby zlapac za klamke, drzwi nagle rozblysly metalicznym blaskiem i... zniknely. Na ich miejscu pozostala jedynie pusta, gola sciana. Harry odwrocil sie gwaltownie, z wsciekloscia spogladajac na trzymajacego rozdzke Snape'a. - Co zrobiles z drzwiami? Natychmiast mnie stad wypusc! Nie bede cie sluchal! Nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia! Chce, zebys stad wyszedl! Chce, zebys zostawil mnie w spokoju!
Mezczyzna opuscil rozdzke i przekrzywil glowe. Jego oczy zmruzyly sie jeszcze bardziej.
- A ja sadze, ze jednak mnie wysluchasz...
- Nie! - Harry zamknal powieki i przycisnal dlonie do uszu.
Nie, nie, nie! Nie pozwoli na to! Nie pozwoli mu ponownie wedrzec sie do swojego swiata! Nie pozwoli skruszyc tego muru, nawet jezeli przez cale dwa tygodnie Snape krok po kroku usilowac zrobic w nim wyrwe wystarczajaca do tego, aby w odpowiednim momencie moc sie przez nia przebic.
Wtedy wlasnie wydarzylo sie cos, czego sie nie spodziewal. Jego twarz musnal delikatny powiew i w tej samej chwili dlugie, szczuple ramiona owinely sie ciasno wokol Harry'ego, zakleszczajac go w odbierajacym dech uscisku, tak mocnym, iz Harry mial wrazenie, ze Severus probuje wchlonac go w siebie. Mezczyzna przywarl do niego, nie pozwalajac mu sie poruszyc. W nozdrza uderzyl go intensywnie ziolowy aromat i sam ten zapach wystarczyl, by ugiely sie pod nim kolana, ale gniew i zal byly silniejsze. To one kazaly mu otworzyc oczy i z calej sily odepchnac Snape'a od siebie. Mezczyzna zrobil kilka krokow do tylu, ale nie wygladal na zaskoczonego. Raczej na jeszcze bardziej zdeterminowanego.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknal Harry, cofajac sie pod sciane. Krecilo mu sie w glowie. Nie mial pojecia, co robic. Uciekac? Wyciagnac rozdzke? Trzasl sie tak bardzo, iz mial wrazenie, ze za chwile rozpadnie sie na kawalki. - Nie zblizaj sie do mnie! - wykrzyczal, kiedy Severus ponownie ruszyl w jego strone. Ale tym razem Harry nie pozwolil mu zrobic tego ponownie. Zamachnal sie i zaczal sie bronic, uderzajac piesciami w ramie i klatke piersiowa mezczyzny. - Nie masz prawa! Ty lajdaku! - krzyczal w amoku, uderzajac w oslaniajacego sie ramieniem mezczyzne. - Jestem dla ciebie nikim! Nic dla ciebie nie znacze! Sam tak powiedziales! Jestem tylko... nic nieznaczacym zerem!
- Dobrze wiesz, ze to nie jest prawda!
- A wlasnie, ze tak! Podly, klamliwy bydlak! - Zaczal uderzac jeszcze mocniej. - Zostaw mnie! Nigdy wiecej mnie nie dotkniesz!
- Tak, zasluzylem na to - powiedzial nagle Snape, zmieniajac linie frontu. - Jestem bydlakiem. Podlym draniem.
- Zamknij sie!
Snape wykorzystal chwilowe zaskoczenie Harry'ego i zlapal go mocno za prawy nadgarstek. Ale Harry nie mial zamiaru ustapic. Wczepil sie paznokciami w szate na piersi mezczyzny, probujac wyszarpnac reke.
- Pusc mnie! Nie
