zaszylby sie na caly dzien w swoim dormitorium, byle tylko nie byc zmuszonym do ogladania tych rozesmianych twarzy, zakochanych spojrzen i slodkiego do bolu zebow wystroju zamku.
I tak tez zrobil. Od razu po lekcjach pobiegl do dormitorium, wskoczyl na lozko, przykryl sie koldra i zaszyl w ciemnosci i ciszy.
Ten dzien mial wygladac zupelnie inaczej. Pamietal, jak go planowal. Pamietal, jak wyobrazal sobie mine Severusa, kiedy da mu prezent, ktory przygotowal dla niego juz dwa tygodnie temu, jeszcze zanim to wszystko...
Zacisnal oczy.
Prezent.
Odrzucil koldre, wstal i podszedl do kufra. Otworzyl go i przez chwile przekopywal. Znalazl! Siegnal w glab kufra i wyciagnal male, czerwone pudeleczko. Zatrzasnal wieko i usiadl na lozku, sciskajac pudelko w dloni i przypatrujac mu sie niewidzacym wzrokiem. Pamietal, jak planowal ten dzien ze wszystkimi szczegolami. Jak dlugo wymyslal wiarygodna wymowke dla Rona i Hermiony, dlaczego w Walentynki bedzie musial zniknac na cale popoludnie. Z jakim podekscytowaniem myslal o chwili, w ktorej Severus otrzyma prezent, zobaczy co jest wewnatrz - Harry uniosl wieczko - wyjmie to, marszczac w zamysleniu swoje czarne brwi i zastanawiajac sie, co tez znajdzie w srodku - Harry otworzyl niewielka, czarna kartke i przesunal wzrokiem po wypisanych na niej czerwonym atramentem literach i jego oblicze przeszyl nagly, bolesny skurcz - i przeczyta to, a pozniej spojrzy na Harry'ego i... - zamknal kartke i westchnal gleboko, majac wrazenie, jakby jego serce zamienilo sie w kamienny, zakonczony ostrymi krawedziami blok, ktory go rani, uciska w piersi i nie pozwala swobodnie oddychac.
Ale wszystkie te plany legly w gruzach. Rownie dobrze moglby potargac te kartke i wyrzucic ja do kosza, ale nie zrobil tego. I nie chcial tego robic. Byla czyms w rodzaju... kotwicy. Ostatniej liny zburzonego mostu, ktora wciaz wisiala nad przepascia. Malego, otwartego okienka na strychu, podczas gdy wszystkie drzwi, okna i wejscia zostaly zatrzasniete i zaryglowane. Zapomnianym, lezacym pod lozkiem zdjeciem, podczas gdy pozostale zostaly doszczetnie spalone.
Wstal i chwiejnie podszedl do swojej torby. Wyjal z niej peleryne niewidke, otulil sie nia szczelnie i polozyl na lozku, zwijajac sie w pozycji embrionalnej i przyciskajac do siebie karteczke. Zamknal oczy.
Kilka godzin pozniej do dormitorium wszedl Ron, wolajac go na specjalna, walentynkowa kolacje, ale widzac, ze Harry'ego nie ma, wzruszyl ramionami i wrocil do czekajacej na dole Hermiony. Wszyscy byli dzisiaj zbyt zapatrzeni w siebie, by zwracac uwage na jego nieobecnosc. To dobrze.
Otworzyl oczy i wpatrywal sie w pograzony w ciemnosciach pokoj. Musi zajac czyms mysli. Mial juz dosyc lezenia tutaj i... i... To do niczego go nie doprowadzi. Musi... musi wstac i pojsc do biblioteki. Teraz, poki wszyscy sa zajeci walentynkowa zabawa, zorganizowana przez Tonks. Zerwal sie z lozka, ostroznie wlozyl kartke do pudelka i umiescil ja na samym dnie kufra, z powrotem odkladajac ja w zapomnienie, a nastepnie rozlozyl Mape Huncwotow, zeby sprawdzic, czy na pewno nikogo nie ma teraz w bibliotece.
Mial racje, wszyscy byli w Wielkiej Sali, lacznie z pania Pince - przeciez nikt nie bedzie sie uczyl w walentynkowy wieczor. Jego wzrok mimowolnie powedrowal do znajdujacych sie w lochach komnat. Snape byl u siebie. Chyba tylko oni dwaj nie brali udzialu w zabawie. Nawet Filch i pani Norris stali razem w kacie Wielkiej Sali. Mial droge wolna.
Wysliznal sie z dormitorium i bez zadnych problemow dotarl do biblioteki. Nie obchodzilo go to, ze Dumbledore dowie sie o tym, ze Harry znowu odwiedzil Dzial Ksiag Zakazanych. Najwyrazniej dyrektor nie mial zamiaru nic w tej sprawie robic, a to oznaczalo przyzwolenie. Zreszta... niewazne.
Rzucil na drzwi zaklecie otwierajace, wsliznal sie do pustej biblioteki i skierowal prosto do zakazanego dzialu, ale jakiez bylo jego zdziwienie, kiedy nagle, tuz po przekroczeniu progu, natrafil na jakas niewidzialna bariere, ktora odrzucila go do tylu i Harry wpadl na sciane za soba. Otrzasnal sie, nieco oszolomiony, i spojrzal na migajaca teraz wsciekla czerwienia przestrzen pomiedzy regalami. Na polyskujacej barierze
