Tym razem musial sie zabezpieczyc i uzyc wszelkich srodkow ostroznosci.
Czarodziej nie wahal sie.
- Pokaz mi ich - wysapal, lapiac go za ramie. Swiat zawirowal i zniknal w glosnym trzasku, pozostawiajac za soba pokryta blotem i kaluzami alejke Nokturnu, i po chwili pojawil sie znowu. Znalezli sie tuz obok niewielkiego budynku stojacego na zupelnym pustkowiu, wsrod wysokich traw, kolysanych swiszczacym wiatrem. Swiatlo gwiazd stanowilo jedyny jasniejszy punkt w gestym mroku.
Severus wyciagnal rozdzke, rzucajac niewerbalnie „Lumos” i pchnal drzwi, ktore zaskrzypialy i otworzyly sie opornie, po czym odsunal sie na bok, gestem zapraszajac mezczyzne do srodka.
Czarodziej wszedl i juz od progu z jego gardla wydobylo sie glosne, przypominajace bulgotanie westchnienie.
- Idealni.
Severus wszedl za nim i zamknal drzwi, spogladajac na trzy lezace pod sciana, zwiazane i zakneblowane osoby, wsrod ktorych znajdowaly sie dwie kobiety i jeden mezczyzna: cala trojka miala piekne i dlugie, niemal zlote wlosy.
- Az mi slinka cieknie... urzadze sobie krolewska uczte. Spisales sie doskonale.
Severus zmarszczyl brwi.
- Rog! - rozkazal, wyciagajac reke. Mezczyzna, nie odrywajac spojrzenia od wpatrujacych sie w niego z przerazeniem ofiar, siegnal w glebiny swej obszernej szaty i wyciagnal z niej zawiniatko, ktore niemal machinalnie podal Severusowi. Wystarczylo mu jedno zerkniecie.
Byl prawdziwy. Prawdziwy srodkowy rog buchorozca trojrogiego. Niemal z czcia przesuwal palcami po prawie niewyczuwalnych pierscieniach i gladkiej niczym szklo kosci rogu. Blyskawicznie ukryl go w faldach swej szaty i spojrzal na stojacego przed nim mezczyzne.
Odczuwal gleboka pogarde wobec wilkolakow i najchetniej wykonczylby go jednym, szybkim zakleciem... ale jego uslugi mogly mu sie jeszcze przydac. Mial szeroka siec kontaktow wsrod wilkolakow na calym swiecie. Gdyby okazalo sie, ze znowu bedzie potrzebowal... niewielkiej pomocy z jego strony... nierozwaznie byloby sie tej pomocy pozbawiac.
- Sa twoi – wyszeptal i odwrocil sie, wychodzac na zewnatrz. Jeszcze raz siegnal do szaty i wyciagnal z niej polyskujacy lekko rog. Przesunal palcami po jego gladkiej powierzchni, rozkoszujac sie jego faktura i wibrujacym cieplem magii, ktora z niego emanowala. Zza chmur wylonil sie ksiezyc, oswietlajac wszystko srebrnobiala poswiata, ktora odbila sie w powierzchni rogu. Severus spojrzal w gore w tym samym momencie, w ktorym z wnetrza budynku dobieglo przejmujace wycie, a zaraz po nim przeszywajacy wrzask.
Nareszcie go zdobyl. Zdobyl najwazniejszy skladnik.
Jego oczy rozswietlil gleboki blask, nie majacy jednak nic wspolnego ze swiatlem ksiezyca. Blask ow zgasl jednakze, gdy Mroczny Znak na jego przedramieniu zapiekl bolesnie, wciagajac go ponownie w mrok.
Severus przymknal powieki i zacisnal zeby.
Wiedzial, gdzie ma sie udac. I co zrobic. Dzisiaj czekala go pracowita noc. I wyjatkowo dluga...
*
W komnacie panowal polmrok. Ogien rozpalony w kominku przez skrzaty domowe juz prawie wygasl. Ostatnie jezyki plomieni lizaly drewno i tworzyly drzace cienie na stojacych wzdluz calej sciany polkach z ksiazkami. Wszechogarniajaca cisze przerwalo ciche skrzypienie otwierajacych sie drzwi. Do pomieszczenia wkroczyla odziana w czern, wysoka postac. Kiedy podeszla do kominka, swiatlo ostatnich plomieni wydobylo
