Ale wtedy Potter pomysli, ze wygral, a na cos takiego Severus nigdy nie pozwoli.
Jeszcze raz spojrzal na trzymany w reku klejnot i wcisnal go do kieszeni szaty.
Potter znowu to robil. Znowu zmuszal go do dzialania. Do... zaangazowania. Powinien przybiec do niego na kazde zawolanie, a nie nagle wyciagac swe male pazurki i warczec. Wymagal. Wymagal znacznie wiecej, niz Severus poczatkowo sadzil. A najgorsze bylo to, ze Severus musial te wymagania spelniac, aby chlopak nie przegryzl smyczy i nie odbiegl za daleko.
Och, tym razem mu nie popusci. Tym razem zacisnie ja tak mocno, by Potter nawet nie pomyslal o tym, zeby znowu sie szarpac... i ze warczenie na wlasciciela moze mu ujsc bezkarnie...
Severus byl juz w polowie korytarza, kiedy echo zatrzaskiwanych z hukiem drzwi w koncu ucichlo.
*
Drzwi, w ktore wpatrywal sie Severus, trawil ogien. Tak samo, jak jego cialo.
Wciaz nie byl w stanie pozbyc sie z glowy obrazu Pottera i... Weasleyowny. Wciaz nie mogl pozbyc sie wrazenia, jakby cos pozeralo od srodka jego wnetrznosci, kiedy zobaczyl ich razem w lazience, samych, smiejacych sie... i wciaz widzial jej usta na jego wargach i slyszal, jak mowi, ze Potter nalezy do niej... do niej!
Plomienie zamienily sie w pozoge, pozerajac ciemne drewno i odziana w czern sylwetke.
Potter stanowil jego wlasnosc. Jego miejsce bylo tutaj. W komnatach Severusa. W jego dloniach. Nikt inny nie mial prawa go dotykac. Myslec o nim. Bezczescic go. Tylko on.
Severus przymknal na chwile powieki i oblizal wargi, starajac sie ugasic ten szalejacy pozar, ktory rozpalal sie w jego zylach za kazdym razem, gdy przypominal sobie skamlenie wczepionego w jego szate Pottera i jego gorace zapewnienia:
Jestem tylko twoj. Zawsze bede tylko twoj. Nikt inny mnie nie interesuje. Naleze tylko do ciebie!
Och, jakaz mial wtedy ochote zgniesc go w swoich rekach. Pogruchotac jego kosci, rozszarpac go na malenkie kawaleczki... wbic sie w niego swym pulsujacym szalenczo penisem tak gleboko, by poczul w gardle jego sperme, rozerwac go nim na strzepy i zostawic swoj slad w kazdej komorce jego ciala i duszy... aby juz nigdy nie zapomnial, gdzie jest jego miejsce i zeby juz wiecej nie pozwalal na to, by ktokolwiek sie do niego zblizyl.
Severus wzial gleboki oddech. Jego ciezka erekcja napierala na material spodni, sprawiajac mu bol. Probowal choc na chwile sie opanowac, ale bylo to niemozliwe. Niech no tylko Potter przekroczy te drzwi... niech tylko pojawi sie przed nim, rownie drzacy i nienasycony jak wtedy, kiedy zostawil go w lazience... juz on mu udowodni, jak potrafi byc spontaniczny. Spontanicznie wgniecie go w te drzwi i...
Komnata rozblysla szkarlatem, kiedy uslyszal kroki... klamka poruszyla sie i Severus zdazyl zauwazyc jedynie zielone, rozszerzajace sie oczy, wilgotne, drzace wargi i wlasne, wyciagajace sie po Pottera i zagarniajace go drapieznie rece, zanim wszystko utonelo w czerwieni i ogniu oraz spowijajacej wszystko, gestej mgle, przez ktora przebijaly sie dwie, przycisniete do siebie sylwetki. Dzwiek poruszajacych sie w szalenczym tempie bioder uderzajacych w nagie posladki mieszal sie z glosnymi jekami i ciezkim sapaniem.
Jednak w pewnym momencie sposrod tych dzwiekow wylonil sie zachrypniety od krzykow szept:
- Severusie... jestem tylko... twoj.
I wtedy wszystko zalal blask.
***
Obudz sie, ty glupi chlopaku! Twoj kociolek zaraz eksploduje!
