zarysowaly sie blekitne zyly.
Co ty wyprawiasz, do jasnej cholery? Opanuj sie! Nie spieprz wszystkiego, co osiagnales! Zdus to, zdepcz, zgniec! Na te jedna chwile. Zaraz bedzie po wszystkim. Tylko kilka lykow i bedzie po wszystkim...
Jego oczy pochlonal ogien, kiedy patrzyl, jak chlopak ponownie podnosi filizanke do ust.
Zacisnal wargi z taka sila, ze bylo to niemal bolesne
On nic dla ciebie nie znaczy. Jest tylko przyneta, odskocznia, srodkiem do zrealizowania celu... Nie potrzebujesz go. Nie potrzebujesz jego smiechu, zapachu, jego entuzjazmu, oddania, ciepla... Nie potrzebujesz jego obecnosci! Nie potrzebujesz!
Filizanka ponownie zetknela sie z wargami Harry'ego. I wszystko nagle zamarlo. Lacznie z oddechem Severusa. Ale nawet pomimo braku powietrza, pomimo niekonczacego sie krzyku w umysle, jego usta otworzyly sie, wyrzucajac z siebie slowa:
- Nie tylko byl zalosnym prostakiem, ale rowniez najgorsza kanalia, jaka kiedykolwiek spotkalem na swojej drodze. Razem z Blackiem zasmiewali sie ze swych marnych dowcipow i w tych swoich mikroskopijnych mozdzkach uroili sobie, ze sa ponad reszta, ze nie dotycza ich zadne zakazy ani reguly, ze na zawsze pozostana lepsi od innych... a teraz obaj nie zyja. Jakiez to przykre...
TRZASK!
Filizanka wyladowala na stole, a jej zawartosc na blacie. I Severus mial jednoczesnie wrazenie, jakby tonal, nie mogac zaczerpnac tchu, i jakby wyplynal na powierzchnie i w koncu mogl nabrac powietrza.
- Dosyc! Odwolaj to! Natychmiast to odwolaj! Nic nie wiesz o moim ojcu! To ty jestes zalosnym prostakiem, a nie on! Mowisz te wszystkie rzeczy teraz, kiedy juz go nie ma i nie moze sie obronic. Dlaczego wtedy mu sie nie postawiles? Dlaczego nie wyzwales go na pojedynek, skoro tak go nienawidziles?
Severus zdawal sobie sprawe, ze Potter stoi nad nim, wykrzykujac te wszystkie, pelne dzieciecej zlosci slowa, ale nie byl w stanie zareagowac. Wpatrywal sie tylko w rozlana ciecz, czujac, jak wszystko, co budowal, sypie mu sie w palcach. Kazdy kamien, ktory z takim wysilkiem ukladal, rozsypywal sie w proch.
I dlaczego? Tylko dlatego, ze dal sie pokonac tej pieprzonej slabosci! Temu niewdziecznemu smarkaczowi, ktory stal teraz przed nim i osmielal sie podnosic na niego glos, tak jak osmielil sie wedrzec w jego zycie i wszystko mu pokrzyzowac, wszystko zniszczyc! Wszystko!
Zerwal sie z fotela, kierujac ku niemu kipiace wsciekloscia spojrzenie.
- Poniewaz byl tchorzem - wysyczal mu prosto w twarz, targany od srodka jatrzacym sie gniewem. - Nigdy nie przyjalby mojego wyzwania na pojedynek sam na sam. Zawsze zaslanial sie swoimi durnymi przyjaciolmi, gral odwaznego tylko w otoczeniu swojego fanklubu. Bez nich byl jak kaleka, ktory nie trafilby w cel, nawet gdyby dac mu mape. Bez nich byl nikim!
- Mowisz tak, bo mu zazdrosciles!
Uderzyl go z calej sily. Trzasnal go w twarz, wkladajac w to uderzenie cala swoja frustracje i gorycz. Najchetniej starlby go na proch. Usunal ze swego zycia. Ukaral za wszystko, co mu odebral. Zniszczyl tak samo, jak on zniszczyl jego...
Ale wtedy Harry odwrocil twarz i Severus ujrzal bol przepelniajacy zielone oczy i zaczerwieniony policzek i nagle uswiadomil sobie, co zrobil.
I po prostu stal, wpatrujac sie w swa wlasna dlon i w plecy Harry'ego, wiedzac, ze jezeli chlopak teraz stad wyjdzie, jezeli go tu zostawi, w samym srodku tego niszczacego wszystko cyklonu, jezeli zabierze mu teraz siebie... to tak, jakby zabral mu oddech.
- Spojrz na mnie - wyszeptal, nie potrafiac powstrzymac drzenia wlasnego glosu. Ale
