skrzywila sie, piesc uderzyla z wsciekloscia w brzeg misy, a z jego ust wyrwalo sie ciche przeklenstwo. Odetchnal jednak kilka razy i powrocil do przerwanej czynnosci. Jednak po pewnym czasie ponownie uderzyl piescia w mise i tym razem potrzebowal dluzszej chwili odpoczynku, podczas ktorej stal nad myslodsiewnia ze spuszczona glowa, opierajac sie o nia obiema rekami, oddychal ciezko i zaciskal powieki.
W koncu, kiedy do myslodsiewni opadla juz ostatnia zlota wstega, Severus otworzyl oczy i w tym samym momencie zachwial sie i musial cofnac kilka krokow i oprzec o sciane, aby sie nie przewrocic. Przez chwile mial problem ze skupieniem wzroku, ale kiedy juz mu sie to udalo, jego brwi zmarszczyly sie, twarz wykrzywila w wyrazie niezadowolenia, a do oczu naplynal gniew.
Nie wyszlo tak, jak chcial. Czesc byla jeszcze w miare logiczna, ale cala reszta? Nieuporzadkowany, infantylny belkot. Niektorych wspomnien w ogole nie udalo mu sie dotknac, a co dopiero probowac je zmienic. Powinien to wszystko poprawic, sprobowac na spokojnie od nowa, ale nie mial na to czasu. A poza tym byl juz wykonczony. Jego umysl ledwie juz dyszal od wysilku. Musi to zostawic tak, jak jest. Ale czy Potter w to uwierzy? Przeciez tyle rzeczy sie nie zgadzalo, pojawilo sie tak wiele sprzecznych sygnalow... Jedyna jego nadzieja bylo to, ze Potter okaze sie wystarczajaco naiwny, aby sie na to nabrac... ze da sie poniesc emocjom i nie bedzie zastanawial sie nad logicznym rozwiazaniem. Nie bedzie zawracal sobie glowy interpretacja gestow Severusa, a skupi sie jedynie na tym, co zobaczy i uslyszy i przepelniony poczuciem zdrady, zapomni o wszystkim, co Severus kiedykolwiek mu ofiarowal.
Pozostala jeszcze jedna kwestia...
Severus siegnal na polke po jedna ze swiec i rzucil na nia szybkie zaklecie, a nastepnie Lumos i swieca zaplonela na zielono.
Sygnal. Wystarczajaco jasny i przyciagajacy wzrok.
Ustawil ja na blacie i jeszcze raz spojrzal na wypelniona po brzegi myslodsiewnie.
Zacisnal usta i po raz ostatni skierowal rozdzke w strone zlotych wsteg. Wystarczyl jeden rozblysk, by wspomnienia zawirowaly i na powierzchni zaczely formowac sie przeplatajace sie ze soba obrazy: twarz Harry'ego, Czarnego Pana i fiolki eliksiru.
Przyneta. Wystarczajaco zachecajaca, by zanurzyc sie w nieznanym.
Mezczyzna odwrocil sie i ruszyl do wyjscia. Kiedy scianka zasuwala sie za nim, wysunal stope, zatrzymujac regal w miejscu, dzieki czemu powstala waska szczelina, przez ktora saczylo sie zielone swiatlo, jednak dostatecznie niewielka, by nie bylo jej widac golym okiem.
Odsunal sie i kilka razy przeszedl wzdluz salonu, obserwujac ja z kazdego kata.
Idealnie.
Teraz wystarczylo tylko wyjsc i poczekac, az uruchomi sie alarm.
***
Kolejne wezwanie nadeszlo szybciej, niz sie spodziewal. Ramie zaczelo bolec go juz wczesnym popoludniem, podczas lekcji Eliksirow z pierwszorocznymi Krukonami i Puchonami. Z najwiekszym wysilkiem udalo mu sie doprowadzic lekcje do konca, ale kiedy tylko drzwi klasy zamknely sie za ostatnim uczniem, zgial sie wpol, przyciskajac dlon do rwacego ramienia i spedzil tak pietnascie minut, probujac wyciszyc swoj umysl i przetrwac atak.
Na szczescie byla to ostatnia juz lekcja.
Severus przez caly dzien omijal swoje komnaty szerokim lukiem. Musial znajdowac sie jak najdalej od nich, by Potter odwazyl sie do nich wejsc.
Kiedy bol odrobine ustal, ruszyl wiec do gabinetu Dumbledore'a z wiadomoscia o
