zanim staly sie grozne.
— Niech mi pan powie, dlaczego pan uwaza, ze siec przekaznikow zostala naruszona — powiedzial general, usmiechajac sie i nie odrywajac wzroku od sciany.
— Jak juz mowilem, sir, byly pewne oznaki, jeszcze z czasow walk jedenastej dywizji pancerzy wspomaganych w Nebrasce, ze Posleeni albo sa wszechwiedzacy, albo czytaja jej poczte — odparl pulkownik. — Darhelowie gwarantuja, ze lacznosc przekaznikowa jest nie do zlamania, i z tego, co wiem, zadna ludzka grupa dotad jej nie zlamala. Ale gwarantowali tez, ze bedziemy wspierani zaopatrzeniem. Udzielili nam wielu gwarancji, ktore okazaly sie nic niewarte. Nie mam zadnych konkretnych dowodow, sir. To wlasciwie tylko przeczucie, ale…
— Sily O’Neala najwyrazniej wpadly przy ladowaniu w zasadzke. Posleeni namierzali konkretnie promy z zaopatrzeniem.
— To moglby byc dowod, sir — powiedzial pulkownik i zmarszczyl czolo, zerkajac na urzadzenie na nadgarstku generala.
— Zdaje sobie sprawe, pulkowniku — general skrzywil sie — ze oni wiedza, ze my wiemy, iz oni wiedza.
— Tak jest, sir.
— Ograniczenie emisji prawdopodobnie nic nie da, ale tak wlasnie zrobimy. Prosze sie tego pozbyc. — Podal pulkownikowi swoj przekaznik. — Prosze to schowac w jakims sejfie daleko stad i podac mi telefon. Musze zadzwonic w kilka miejsc.
— Co zrobimy w sprawie piechoty mobilnej, sir? — spytal Nix.
— Nie bedziemy tego omawiac w obecnosci przekaznika — powiedzial Horner i usmiechnal sie z zacisnietymi ustami. — To pierwsza rzecz, jaka zrobimy dla piechoty.
— Tak jest, sir. A druga?
— Prosze mnie polaczyc z SheVa.
— Wstajemy, Pruitt, wstajemy.
Pruitt byl nowy, kiedy zaloga obejmowala SheVe Dziewiec, ale szybko zauwazyl pewien defekt jej budowy. Chociaz kwatery zalogi byly niemal luksusowe w porownaniu z warunkami piechociarzy czy czolgistow, znajdowaly sie w polowie wysokosci wiezy. Aby zajac swoje stanowisko, trzeba bylo gnac trzydziestometrowym korytarzem, a potem zejsc po dwoch drabinach. Zwykle nikomu to nie przeszkadzalo, ale teraz, po dwoch dniach walki z posleenskimi okretami, ktore pojawialy sie bez ostrzezenia, byla to niemal katastrofa.
Ponadto Pruitt nie mogl spac w swoim fotelu. Z sobie tylko znanych powodow sily naziemne Stanow Zjednoczonych nie pomyslaly o rozkladaniu foteli. Pruitt slyszal plotki, ze niektorzy je wykrecali, ale nie mial na cos takiego ani czasu, ani checi. Wpadl za to na lepszy pomysl.
Odwiedzil jeden ze sklepow „zaopatrzenia wojskowego”, ktore pojawialy sie jak grzyby po deszczu dookola kazdej bazy, i kupil kilka rzeczy, ktore wedlug niego mogly sie przydac. Jednej z nich wlasnie uzywal.
Obrocil sie w polowym hamaku na drugi bok i jeknal.
— Zostaw mnie.
— Szybko, Pruitt. — Indy szturchnela go mocno w zebra. — Ladowniki na horyzoncie.
Zareagowal, jakby dzgnela go poganiaczem bydla; wyskoczyl ze spiwora i dopiero w polowie drabinki dzielacej go od centrum dowodzenia uswiadomil sobie, ze w ogole wstal. I ze ktos sie z niego smieje.
— Zartowalam, spiochu. Ale musimy jechac.
— Co znowu? — Pruitt spojrzal na zegarek i potrzasnal glowa. — Szesc godzin? Naprawy juz skonczone?
— Nie wszystkie, ale to nie bedzie mialo znaczenia, jesli sie stad nie ruszymy.
— Dlaczego?
— Powiedzmy po prostu, ze sluzba w piechocie mobilnej to syf.
— W porzadku, general Keeton mnie tez obudzil.
Major Mitchell wygladal tak, jakby w ogole nie spal. Ale po dwoch dniach ciaglych dzialan bojowych nie bylo w tym niczego dziwnego.
Spotkanie majace na celu przedyskutowanie planu kontrataku SheVy odbywalo sie w centrum dowodzenia; bylo to jedyne odpowiednio duze miejsce, ponadto byly tu ekrany do rzutnikow i dosc krzesel i podwyzszen, zeby wszyscy mieli gdzie usiasc.
Oprocz zalogi SheVy byli major Chan, jej najstarszy podoficer i pan Kilzer. Wszyscy poza tym ostatnim, ktory miotal sie jak fretka na cukrowym haju, wygladali, jakby jeszcze spali.
Mitchell ziewnal i wskazal wyswietlona mape.
— Piechota mobilna zostala zaatakowana przy ladowaniu i konczy sie jej zasilanie. Za dwie godziny beda musieli wycofac sie z Gap i zdobyc uzupelnienia. Potem beda musieli zdobyc Gap na nowo, a zeby to zrobic, potrzebuja atomowek. Zgadnijcie, kto ma jedyne atomowki w promieniu osmiuset kilometrow?
Reeves podniosl reke.
— Panie majorze, nawet gdyby miedzy nami a nimi nie bylo Posleenow…
— Jest ich w przyblizeniu jeden koma dwa miliona.
Spokojny zazwyczaj kierowca przelknal sline i pokiwal glowa.
— Tak, sir, ale nawet gdyby ich nie bylo, nie dalibysmy rady zajechac az tak daleko w… Ile mamy czasu?
— Musimy byc we Franklin… — major spojrzal na zegarek — za szesc i pol godziny.
— To niewykonalne — warknal Pruitt. — Jechalismy tutaj z Franklin prawie caly dzien. Sir — dodal po chwili.
— Mimo to… — Mitchell usmiechnal sie lekko do zgromadzonych w centrum dowodzenia.
— W porzadku, sir — powiedziala Indy. — Trudne rzeczy robimy od reki. Dzieki panu Kilzerowi — kiwnela glowa projektantowi, ktory odpowiedzial jej tym samym — i brygadzie jestesmy juz niemal naprawieni i znaczaco przezbrojeni. Ale potrzebujemy czasu. Musimy przejechac przez Rocky Knob Gap albo Betty — niech Bog ma nas w swojej opiece, jesli to bedzie Betty — zeby dotrzec do miejsca bitwy. A raczej nie jestesmy w stanie smigac po tych wzgorzach.
— Jak rozumiem, macie pewne doswiadczenie w zjezdzaniu z nich — powiedzial projektant, usmiechajac sie wesolo.
— Bez zartow — prychnal Pruitt. — Pana tam nie bylo, inaczej by sie pan nie smial. Poza tym, sir, jest jeszcze drobna przeszkoda w postaci jednego koma dwa miliona Posleenow.
— Wciaz mamy zgode na uzycie broni jadrowej — powiedzial powaznie major Mitchell. — I dostalismy dodatkowe pociski.
— Dobrze, mozemy ostrzelac zgrupowania, ktore nie sa w kontakcie z silami ludzi, sir — powiedzial rozsadnie Pruitt — ale co z tymi, ktore sa? — Wskazal miejsce na mapie, gdzie niebieskie i czerwone linie spotykaly sie w polowie drogi do Rocky Knob Gap. — Tych Posleenow nie mozemy ostrzelac.
— Nie, ale mozemy ich zaatakowac — rzucil Kilzer.
— Jasne, swietny pomysl!
— Ja mowie powaznie. Po to macie ulepszenia. Przedni pancerz jest grubszy niz M-1A4; praktycznie jestescie odporni na ogien dzialek plazmowych, wytrzymacie tez wiekszosc trafien hiperszybkimi rakietami…
— „Praktycznie”? — przerwala mu Indy. — „Wiekszosc”?
— Do tego dochodzi spryskiwacz — ciagnal projektant. — To powinno wam dac co najmniej o dziesiec procent wieksza szanse przezycia…
— Co?! — Pruitt zrobil wielkie oczy.
— Och, nie zachowujcie sie jak dzieci! — powiedzial Paul. — To najlepiej opancerzona rzecz na ziemi; pora, byscie to sobie wreszcie uswiadomili!
Mitchell zlapal Pruitta za kolnierz, zanim zdazyl zerwac sie z fotela, ale cywil najwyrazniej nie mial pojecia,