co takiego powiedzial.
— Panie Kilzer, podczas tego odwrotu zaliczylismy wiecej zestrzelen niz jakakolwiek SheVa w calej swojej karierze. A wiec jesli ktos z nas „zachowuje sie jak dziecko”, prawdopodobnie ma powody.
— Nie mowie, ze trzeba w nich wjechac, plujac ogniem — sprzeciwil sie Paul — ale…
— Nie — warknela Indy.
— Dobrze, dobrze, ale damy wsparcie dywizji, ktora juz nawiazala kontakt z wrogiem, zneutralizujemy wrogie sily przechodzace przez Rocky Knob Gap, a potem ruszymy skokami razem z dywizja. Wiekszosc brygady naprawczej, ktora wlasnie sie formuje w jednostki naziemne, pojedzie za wami.
— A Rocky Knob?
— Kiedy spaliscie, posiedzialem troche nad mapami — powiedzial cywil, wywolujac trojwymiarowy plan okolicznych gor. — Nie mozecie przejechac przez Rocky Knob; ta droga jest nam potrzebna do przerzucania wsparcia i sil bojowych…
— Mowimy na to „chrupki” — wtracil Pruitt.
— Dobra, droga jest potrzebna dla chrupkow. Musicie znow przejechac przez Betty Gap.
— Nie — powiedzial Reeves, wstajac. — Predzej zdezerteruje!
— To nie bedzie wygladalo tak samo, jak ostatnim razem — powiedzial Paul. — Mam kilka pomyslow, ktore dopracuje po drodze.
— Ja tam nie jade — oznajmil Pruitt. — Nie bede znow sie slizgal w SheVie.
— Cos wymysle — powiedzial ostro Paul. — Umiem rozwiazywac problemy. Ja sie tym zajme, a wy bedziecie zestrzeliwac posleenskie okrety. A moze wy rozwiazecie problemy i wtedy sie zamienimy; calkiem niezle daje sobie rade z celownikiem. Rocky Knob jest dla nas zamknieta.
— Czy ktos ma jakis inny pomysl, jak dojechac do Franklin na czas? — Mitchell popatrzyl na ponure twarze zgromadzonych, a potem pokrecil glowa. — Polacze sie z generalem Keetonem, zebysmy mogli sie zgrac z chrupkami na drodze. Czy sa jakies uwagi albo pytania?
— Tylko jedna rzecz — powiedzial Pruitt. — Pan Kilzer ma chyba problemy z zaimkami. Caly czas powtarza „my”.
— No bo ja jade z wami — powiedzial Paul. — Wszystkie te systemy sa calkowicie eksperymentalne. Jesli cos nawali, bede na miejscu, zeby to naprawic.
— O cholera.
6
Tommy podniosl wzrok znad odczytow stanu amunicji, kiedy major przeskoczyl nad bocznymi umocnieniami stanowiska bojowego Kosiarzy.
Znajdowalo sie ono okolo stu metrow za glowna linia obrony, niedaleko okopu dowodztwa batalionu. Podobnie jak reszta zolnierzy, Kosiarze wykopali szesciometrowej szerokosci row, nieco plytszy z tylu.
Jesli tylko dysponowali amunicja, mogli atakowac roznego rodzaju ciezka bronia; mieli 75-milimetrowe mozdzierze do ognia posredniego i ciezkie dzialka fleszetkowe do walki z bliska, nie mieli tylko systemow przeciwladownikowych.
Niestety w ciagu ostatnich dziewieciu godzin wystrzelali cala amunicje, jaka mieli, a potem zebrali wiekszosc uzupelnien i rowniez je zuzyli. Dwa razy podchodzili pod glowna linie obrony, zeby wesprzec ja fleszetkami, atakowali ladowniki i odpalali mozdzierze, az wreszcie zostaly im tylko puste skrzynie po amunicji.
Tommy mial jeszcze dwadziescia kilka magazynkow, ale nie pasowaly one do broni Kosiarzy, a poza tym dwadziescia kilka magazynkow i tak nie moglo powstrzymac Posleenow. Nie byla to pocieszajaca mysl, zwlaszcza ze zapasy amunicji calego batalionu w blyskawicznym tempie topnialy.
— Poruczniku — powiedzial Mike, zsuwajac sie w bloto na dnie okopu. Lekki deszcz przestal juz padac, ale zdazyl wypelnic wszystkie okopy kilkoma centymetrami sliskiego pomaranczowego blota, slynnej „georgijskiej czerwonej gliny”. Batalion tracil energie miedzy innymi na to, by pancerze nie ugrzezly w blocie.
— Panie majorze — odparl Tommy.
— Ogladal pan odczyty batalionu? — spytal dowodca.
— Aha.
— Mam pomysl na kontynuowanie tej misji.
— Jaki to pomysl, sir?
— W pana glosie slychac zlosc, poruczniku.
Chociaz z powodu pancerza nie bylo tego widac, Tommy przysiaglby, ze O’Neal jest rozbawiony.
— Coz, sir, lubie zabijac Posleenow, ale nienawidze dawac im sie zabic tylko dlatego, ze skonczyla mi sie amunicja. Tego rodzaju sytuacje zawsze mnie irytuja.
— W takim razie mam dla pana dobra wiadomosc. Pan i pana ludzie uratujecie nam wszystkim tylki.
— To swietnie, sir. Czy to sie laczy z zabijaniem Posleenow?
— Mozliwe, ale glownie z dzwiganiem ciezarow. Pana oddzial uzywal standardowej amunicji, wiec macie najwiecej energii z calego batalionu. Chce was wyslac po amunicje. I po zasilanie.
Tommy rozlozyl rece.
— Ten, kto nosi amunicje, takze sluzy. Przysylaja nam uzupelnienia?
— Nie, ale przypadkowo niedaleko stad znajduje sie dosc duzy magazyn z wyposazeniem pancerzy wspomaganych.
— Aha.
— To nieoficjalny magazyn, a wiec do chwili, kiedy zaczelismy o tym rozmawiac, Posleeni nie powinni o nim wiedziec.
Tommy skrzywil sie, nie mogac z powodu zelu pokrecic glowa.
— Nieoficjalny?
— Coz, wolalbym, zeby nikt sie o nim nie dowiedzial, ale jesli mam do wyboru stanac przed sadem za stworzenie magazynu na rodzinnej farmie albo stracic caly batalion, nie bede sie dlugo zastanawial.
— Aha.
— To nie koniec dobrych wiadomosci. Pana dziewczyna jest na farmie wraz z grupa cywilow i wojskowych. Moze ja pan zaprzac do noszenia amunicji.
Tommy zacisnal zeby i policzyl do dziesieciu.
— Mam przyprowadzic tutaj Wendy?! Co ona, do cholery, robi w tym gownie?
— To samo, co moja corka. Probuje przezyc — powiedzial O’Neal, zdradzajac tonem glosu rozbawienie.
— Pana corka?
— Najwyrazniej przezyla atomowke, ktora zabila mojego ojca. — Mike wskazal na polnocny zachod. — Sa jakies dziesiec kilometrow w tamta strone. Tam sie wychowalem.
— O cholera, sir, ja…
— Niech sie pan o to nie martwi. — Mike machnal reka. — Powiedzmy po prostu, ze obaj mamy dobry powod, zeby utrzymac te pozycje. I przezyc. — Przerwal na chwile, a potem bezradnie rozlozyl rece. — Ale… jesli nawet uda nam sie odbic przelecz po tym, jak sie wycofamy, prawdopodobnie juz stad nie wyjdziemy. Cholera, nawet nas pewnie nie wyniosa…
— Wysylaja do nas SheVe, sir.
— Tak. Jedna SheVa i milion Posleenow. Przepraszam bardzo, ale, bez urazy, nie sadze, zeby nawet Dziesiec Tysiecy dalo rade, a co dopiero SheVa bez wsparcia. Chodzi mi o to… ze kiedy zobaczy pan moja corke… niech jej pan po prostu powie, ze ja kocham. Dobrze?
— Dobrze, sir. — Tommy chcial cos powiedziec, ale powstrzymala go uniesiona reka majora.
— Podalem pana przekaznikowi wszystkie informacje, jakich potrzebuje, na temat magazynu i punktu zbornego — ciagnal O’Neal. — Mamy bardzo malo czasu, wiec niech pan natychmiast rusza, jeszcze przed reszta