panna Garber zmusila mnie do wszystkiego. Mialem nadzieje, ze uszlo to ich uwagi.
– Twoi przyjaciele powinni byc z ciebie dumni – dodala Jamie, chcac by lepiej zapadlo im w pamiec.
– Alez tak, jestesmy – mruknal Eric. – Jestesmy z niego bardzo dumni. Landon to zloty chlopak. Sam sie zglosil i w ogole.
Och, nie…
Jamie usmiechnela sie do niego, a potem, jak zawsze pogodna, odwrocila sie z powrotem do mnie.
– Chcialam ci rowniez powiedziec, ze jesli potrzebujesz pomocy, mozesz zawsze wpasc do mnie. Mozemy usiasc, tak jak wtedy, i przecwiczyc twoje kwestie.
Zobaczylem, ze Eric mruga do Margaret i wymawia bezglosne slowa „ tak jak wtedy”. To wszystko naprawde zmierzalo w zlym kierunku. Supel w moim zoladku przybral rozmiary kuli do kregli.
– Nie trzeba – mruknalem, zastanawiajac sie, jak z tego wybrnac. – Moge sie uczyc swoich kwestii w domu.
– Czasami lepiej jest, kiedy czyta sie z kims tekst sztuki, Landon – wtracil Eric.
Mowilem wam, ze chociaz byl moim przyjacielem, lubil mi czasem wbic szpile.
– Niekoniecznie – odparlem. – Sam naucze sie swoich kwestii.
– Moze kiedy juz opanujecie juz tekst troche lepiej – dodal z usmiechem Eric – powinniscie przecwiczyc go w sierocincu. Cos w rodzaju proby generalnej, rozumiecie? Jestem pewien, ze dla sierot to bedzie wielka frajda.
Widac bylo niemal, jak na slowo „ sieroty” umysl Jamie zaczyna pracowac na szybszych obrotach. Wszyscy wiedzieli, jaki jest jej slaby punkt.
– Tak sadzisz? – zapytala.
Eric zrobil powazna mine i pokiwal glowa.
– Jestem tego pewien. Co prawa to Landon pierwszy wpadl na ten pomysl, ale wiem, ze gdybym sam byl sierota, cos takiego bardzo by mi sie spodobalo. Nawet jesli mialaby byc to tylko proba.
– Mnie tez by sie spodobalo – zawtorowala Margaret.
Jedyna rzecza, ktora przychodzila mi w tym momencie na mysl, byla scena z Juliusza Cezara, kiedy Brutus wbija tytulowemu bohaterowi sztylet w plecy. Et tu, Eric?
– To byl pomysl Landona? – zapytal Jamie.
Przyjrzala mi sie bacznie i wiedzialem, ze wciaz analizuje tez informacje.
Eric nie mial jednak zamiaru dac mi tak latwo urwac sie z haczyka. Teraz, gdy lezalem na deskach, pozostalo mu tylko mnie wypatroszyc.
– Chcialbys to zrobic, prawda, Landon? – zapytal. – Mam na mysli, sprawic radosc sierotom.
Nie bylo to pytanie, na ktore czlowiek moze odpowiedziec przeczaco.
– Chyba tak – wyszeptalem, mierzac wzrokiem mego najlepszego przyjaciela. Eric, mimo ze z niektorych przedmiotow musial brac korepetycje, mial zadatki na fenomenalnego szachiste.
– Swietnie, w takim razie sprawa zalatwiona – stwierdzil. – Oczywiscie, jesli ty tez sie zgodzisz, Jamie.
Jego usmiech mial w sobie tyle cukru, ze mozna byloby nim oslodzic polowe RC coli w calym hrabstwie.
– No coz… tak – odparla. – musialabym chyba porozmawiac z panna Garber i dyrektorem sierocinca, ale jesli nie beda mieli nic przeciwko, uwazam, ze to dobry pomysl.
Szczytem wszystkiego bylo to, ze sprawilo jej to najwyrazniej autentyczna radosc.
Szach mat.
Nastepnego dnia przez czternascie godzin wkuwalem na blache swoje kwestie, przeklinajac przyjaciol i probujac dociec, w ktorym momencie moje zycie wymknelo mi sie spod kontroli. Z cala pewnoscia nie tak wyobrazalem sobie swoja ostatnia klase, ale jesli mialem wystapic przed gromada sierot, zdecydowanie nie chcialem wyjsc na durnia.
Rozdzial 6
Nasz pomysl, aby zagrac przed sierotami, przedstawilismy w pierwszej kolejnosci pannie Garber, ktora uznala, ze jest cudowny. „Cudowny” bylo jej ulubionym slowem i uzywala go nader czesto, gdy juz pozdrowila go sowim „ Witaj”. Kiedy w poniedzialek zorientowala sie, ze znam na pamiec swoje kwestie, zawolala „cudownie!” – i przez nastepne dwie godziny powtarzala to po kazdej scenie, w ktorej bralem udzial. Do konca proby uslyszalem to slowo mniej wiecej cztery tryliony razy.
Panna Garber w zasadniczy sposob wzbogacila nasz pomysl. Poinformowala klase, co mamy zamiar zrobic, i zapytala, czy inni czlonkowie obsady chca wystapic razem z nami. Pytanie postawione zostalo w taki sposob, ze uczniowie praktycznie nie mieli wyboru; panna Garber rozejrzala sie po klasie, czekajac, az ktos kiwnie glowa, by mogla ostatecznie przypieczetowac sprawe. Nikt nie poruszyl ani jednym miesniem – z wyjatkiem Eddiego, ktoremu wlasnie w tym momencie mucha wpadla do nosa i donosnie kichnal. Mucha wypadla mu z nosa, przeleciala przez lawke i wyladowala na podlodze tuz obok nogi Normy Jean. Norma zerwala sie z krzesla i glosno wrzasnela.
– Fuj… co za swinia! – krzyczeli ludzie siedzacy po jej obu stronach.
Wszyscy zaczeli sie rozgladac i wyciagac szyje, zeby zobaczyc, co sie stalo, i przez nastepne dziesiec minut w klasie zapanowalo pandemonium. Panna Garber uznala to za wystarczajaca odpowiedz na postawione pytanie.
– Cudownie – oznajmila, zamykajac dalsza dyskusje.
Jamie byla bardzo podniecona perspektywa wystepu przed sierotami. Podczas przerwy wziela mnie na strona i podziekowala, ze o nich pamietalem.
– Nie mogles o tym wiedziec – oznajmila konspiracyjnym szeptem – ale juz wczesniej zastanawialam sie, co w tym roku zrobic dla dzieciakow w sierocincu. Modlilam sie w tej sprawie kilka miesiecy, bo chcialam, zeby swieta Bozego Narodzenia byly dla nich naprawde wyjatkowe.
– Dlaczego te swieta sa dla ciebie tak wazne? – zapytalem, a ona usmiechnela sie cierpliwie, jakbym zadal malo istotne pytanie.
– Po prostu sa – odparla.
Nastepnym krokiem byla rozmowa z dyrektorem sierocinca, panem Jenkinsem. Nigdy przedtem sie z nim nie spotkalem, poniewaz sierociniec znajdowal sie w Morehead City, po drugiej stronie mostu, a ja nigdy nie mialem tam zadnej sprawy do zalatwienia. Kiedy nazajutrz Jamie zaskoczyla mnie, mowiac, ze wieczorem spotkamy sie z panem Jenkinsem, zmartwilem sie troche, ze nie jestem dosc elegancko ubrany. Wiem, ze to byl tylko sierociniec, ale mezczyzna zawsze chce zrobic dobre wrazenie. Nie bylem tak podniecony jak Jamie (nikt nigdy nie byl tak podniecony jak Jamie), lecz z drugiej strony nie chcialem, zeby postrzegano mnie jak Grincha, ktory popsul sierotom Boze Narodzenie.
Najpierw jednak musielismy pojsc do mojego domu, zeby pozyczyc samochod. Przy okazji mialem przebrac sie w lepsze ciuchy. Droga zabrala nam jakies dziesiec minut i Jamie raczej sie nie odzywala, przynajmniej dopoki nie znalezlismy sie w mojej okolicy. Domy byly tutaj duze i dobrze utrzymane i zaczela pytac, kiedy zostaly zbudowane i kto gdzie mieszka. Odpowiadalem jej bez zastanowienia, lecz otwierajac drzwi mojego domu, zdalem sobie nagle sprawe, jak odmienny jest ten swiat w porownaniu z jej wlasnym. Rozgladala sie po salonie z lekko zszokowanym wyrazem twarzy.
Bez watpienia byl to najbardziej elegancki dom, jaki kiedykolwiek zdarzylo jej sie odwiedzic. Chwile pozniej zobaczylem, jak jej oczy wedruja ku wiszacym na scianie obrazom. Podobnie jak u wieli poludniowych rodzin, cale moje drzewo genealogiczne mozna bylo przesledzic na kilkunastu ozdabiajacych sciane obrazach. Jamie przygladala sie im, szukajac, jak sadze podobienstwa, a potem skupila uwage na umeblowaniu, ktore nawet po dwudziestu latach uzytkowania w dalszym ciagu wygladalo jak nowe. Meble byly recznie wykonane z wisniowego drewna i zaprojektowane specjalnie do kazdego pokoju. Wnetrze bylo mile, przyznaje, ale nigdy specjalnie sie nad tym nie zastanawialem. Dla mnie byl to zwyczajny dom. Najbardziej lubilem w nim okno w moim pokoju, ktore wychodzilo na werande na pietrze. To byl moj luk ratunkowy.
Tak czy inaczej, oprowadzilem Jamie szybko po salonie, bibliotece, gabinecie i bawialni. W kazdym kolejnym pokoju otwierala coraz szerzej oczy. Moja mama siedziala na werandzie, popijajac koktajl mietowy i czytajac.