Sztuka miala byc wystawiona w ten piatek oraz w sobote i zrobilo sie o tym glosno. Panna Garber byla zachwycona gra Jamie i moja i powtarzala wszystkim, ze to bedzie najlepsza inscenizacja, jaka kiedykolwiek przygotowano w naszej szkole. Odkrylismy tez, ze posiada prawdziwy talent do promocji. Mielismy w miasteczku jedna stacje radiowa i przeprowadzono tam z nia wywiad na zywo, nie raz, lecz dwa razy. „ To bedzie cos cudownego – oznajmila. – cos absolutnie cudownego”. Zadzwonila rowniez do gazety i zgodzili sie napisac artykul, glownie z powodu rodzinnych koneksji Jamie – Hegbert, chociaz wszyscy w miasteczku i tak o nich wiedzieli. Panna Garber nie spoczela jednak na laurach i wlasnie tego dnia oznajmila nam, ze w teatrze zamierzaja ustawic dodatkowe krzesla, aby pomiescic tlum, jakiego sie spodziewali. W klasie rozlegly sie ochy i achy, jakby to bylo cos wielkiego, choc wlasciwie dla niektorych moze rzeczywiscie tak bylo. Pamietajcie, mielismy wsrod nas ludzi takich jak Eddie, ktory uwazal pewnie, ze tego dnia po raz jedyny w zyciu wzbudzi czyjes zainteresowanie. Co najsmutniejsze, prawdopodobnie sie nie mylil.

Sadzicie pewnie, ze mnie tez udzielilo sie ogolne podniecenie, ale to nieprawda. Przyjaciele nadal dokuczali mi w szkole i nie pamietalem juz, kiedy ostatnio mialem wolne popoludnie. Jedyna rzecza, ktory podtrzymywala mnie na duchu, byla swiadomosc, ze „ postepuje slusznie”. Wiem, ze to nie wiele, ale szczerze mowiac, nie mialem na podoredziu nic innego. Czasem odczuwalem nawet cos w rodzaju satysfakcji, ale nikomu o tym nie mowilem. Wyobrazalem sobie niemal stojace w niebianskim kregu anioly, ktore spogladaly na mnie ze lzami w oczach i powtarzaly, jaki to jestem wspanialy i jak bardzo poswiecam sie dla ogolu.

Myslalem o tym wszystkim, odprowadzajac Jamie tamtego wieczoru po raz pierwszy do domu.

– Czy to prawda, ze twoi przyjaciele chodza czasami w nocy na cmentarz? – zapytala mnie nagle.

Bylem zdumiony, ze sie tym interesuje. Chociaz w gruncie rzeczy nie bylo to tajemnica, nie sadzilem, ze moze to ja w ogole obchodzic.

– Tak – odparlem, wzruszajac ramionami. – Czasami.

– Co tam robicie poza jedzeniem orzeszkow?

O tym tez najwyrazniej wiedziala.

– Nie wiem…Rozmawiamy, opowiadamy kawaly. Lubimy po prostu chodzic w to miejsce.

– Nigdy sie nie boicie?

– Nie – odparlem. – Dlaczego? Ty bys sie bala?

– Nie wiem – powiedziala. – Moglabym sie bac.

– Dlaczego?

– Obawiam sie, ze moge zrobic tam cos zlego.

– Nie robimy nic zlego. To znaczy, nie przewracamy niczyich grobow i nie zostawiamy naszych smieci – oswiadczylem.

Nie chcialem opowiadac jej o naszych rozmowach na temat Henry’ego Prestona, poniewaz wiedzialem, ze Jamie na pewno nie bedzie chciala o tym sluchac. W zeszlym tygodniu Eric zastanawial sie, jak szybko taki facet moglby wskoczyc do lozka i… no, wiecie sami.

– Czy nasluchujecie czasami roznych dzwiekow? – zapytala. – cykania konikow polnych albo szmeru lisci, kiedy zawieje wiatr? A moze lezycie po prostu na plecach i patrzycie na gwiazdy?

Mimo ze sama od czterech lat byla nastolatka, nie miala o nastolatkach najmniejszego pojecia, a proba zrozumienia przez nia nastolatkow plci meskiej przypominala probe rozszyfrowania teorii wzglednosci.

– Niezupelnie – odparlem.

Kiwnela lekko glowa.

– Chcialam powiedziec, ze gdybym tam w ogole poszla, to robilabym wlasnie cos takiego. Rozgladalabym sie dookola, zeby naprawde dobrze poznac to miejsce. Siedzialabym cicho jak myszka i nasluchiwala.

Cala rozmowa wydala mi sie dziwna, ale nic nie powiedzialem i przez kilka chwil szlismy w milczeniu. Poniewaz zapytala mnie o moje sprawy, czulem sie zobligowany zrobic to samo. Nie zaczela jeszcze swojej gadki o Bozych zamyslach ani o czyms podobnym, nic wiec nie przeszkadzalo, zebym to zrobila.

– A ty czym sie zajmujesz? – zapytalem. – To znaczy poza praca z sierotami, pomaganiem zwierzakom i czytaniem Biblii?

Zabrzmialo to troche smiesznie, nawet dla mnie, przyznaje, ale tym wlasnie przeciez sie zajmowala.

– Robie mnostwo rzeczy. Odrabiam lekcje, spedzam duzo czasu z tata. Czasami gramy w karty. Tym sie zajmuje.

– Nie wychodzisz nigdzie z przyjaciolmi, zeby sie poszwendac?

– Nie – odparla i ze sposobu, w jaki to powiedziala, poznalem, ze zdaje sobie swietnie sprawe, ze nikt nie chcialby sie z nia szwendac.

– Zaloze sie, ze jestes podniecona tym, ze w przyszlym roku pojdziesz na studia – powiedzialem, zmieniajac temat.

Chwile trwalo, nim odpowiedziala.

– Nie sadze, zebym poszla na studia – stwierdzila rzeczowym tonem.

Kompletnie zbilo mnie to z tropu. Jamie byla jedna z najlepszych uczennic w klasie i mogla skonczyc szkole z pierwsza lokata. Robilismy nawet zaklady, ile razy w swojej mowie wspomni o Bozych zamyslach. Ja twierdzilem, ze czternascie, ze wzgledu na to, ze mowa miala trwac tylko piec minut.

– A Mount Vernon? Myslalem, ze chcesz tam studiowac. Na pewno by ci sie spodobala ta uczelnia – powiedzialem.

Spojrzala na mnie z ukosa.

– Chcesz powiedziec, ze swietnie tam pasuje, prawda?

Te jej podkrecone pilki trafialy czasami czlowieka prosto miedzy oczy.

– Zle mnie zrozumialas – odparlem szybko. – Obilo mi sie po prostu o uszy, ze zaczniesz tam w przyszlym roku studia i bardzo sie z tego cieszysz.

Wzruszyla ramionami, nic na to nie odpowiadajac, i szczerze mowiac, nie bardzo wiedzialem, co mam o tym sadzic. Tymczasem doszlismy do jej domu i zatrzymalismy sie na chodniku. Z miejsca, w ktorym stalem, widzialem przez zaslony w salonie cien Hegberta. Lampa byla zapalona, pastor siedzial na sofie przy oknie. Mial pochylona glowa, jakby cos czytal. Przypuszczam, ze to Biblia.

– Dziekuje, ze mnie odprowadziles, Landon – powiedziala Jamie, ale zanim odeszla alejka, przez chwile mierzyla mnie wzrokiem.

Patrzac jak odchodzi, nie moglem oprzec sie wrazeniu, ze to najbardziej niezwykla rozmowa, jaka dotychczas odbylismy. Mimo dziwnych odpowiedzi na niektore moje pytania, Jamie wydawala sie calkiem normalna.

Kiedy odprowadzalem ja nazajutrz wieczorem, spytala o mojego ojca.

– Chyba wszystko u niego w porzadku – odparlem. – Ale nie bywa w Beaufort zbyt czesto.

– Nie zalujesz tego? Ze dorastasz praktycznie bez ojca?

– Czasami.

– Mnie tez brakuje mojej mamy – powiedziala. – Mimo ze jej w ogole nie znalam.

Po raz pierwszy dopuscilem do swiadomosci mysl, ze mnie i Jamie moze cos laczyc. Przez chwile sie nad tym zastanawialem.

– To musi byc dla ciebie trudne – stwierdzilem szczerze. – Moj ojciec jest dla mnie kims obcym, ale przynajmniej zyje.

Zerknela na mnie, kiedy szlismy, a potem ponownie spojrzala prosto przed siebie i pociagnela delikatnie za wlosy. Zauwazylem juz, ze robi to, kiedy jest zdenerwowana albo nie wie co powiedziec.

– Tak, czasami jest to trudne – przyznala. – Nie zrozum mnie zle… kocham mojego ojca z calego serca, ale zdarzaja sie chwile, gdy zastanawiam sie, jak by to bylo, gdybym miala przy sobie matke. Mysle, ze moglybysmy rozmawiac o roznych rzeczach w sposob, w jaki nie moge tego robic z ojcem.

Doszedlem do wniosku, ze ma na mysli rozmowy o chlopcach. Dopiero pozniej przekonalem sie w jakim jestem bledzie.

– Jak wyglada twoje zycie z ojcem? Czy jest taki sam jak w kosciele? – zapytalem.

– Nie. Wlasciwie ma bardzo duze poczucie humoru.

– Hegbert? – parsknalem.

Nie potrafilem sobie tego wyobrazic. Jamie byla chyba troche wstrzasnieta, slyszac, ze mowie o nim po imieniu, ale nie robila mi wyrzutow i nie zareagowala na moj komentarz.

– Nie badz taki zdziwiony – powiedziala. – Kiedy go blizej poznasz, na pewno go polubisz.

Вы читаете Jesienna Milosc
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату