zwolnilo. Domyslam sie, ze wlasciciel potrzebowal czegos od mojego ojca, a moze po prostu nie chcial go urazic, wiedzac, ze moj dziadek zyje jeszcze i ma sie dobrze.
Wlasciwie to mama wpadla na pomysl, zeby zaprosic Jamie w jakies wyjatkowe miejsce. Dwa dni wczesniej, w jeden z tych dni, kiedy Jamie nosila wlosy zwiazane w kok, rozmawialem z mama o tym, co sie ze mna dzieje.
– Mysle tylko o niej, mamo – wyznalem. – Wiem, ze mnie lubi, ale nie mam pojecia, czy czuje do mnie to samo, co ja do niej.
– To ma dla ciebie az tak wielkie znaczenie? – zapytala.
– Tak – odparlem cicho.
– Czego dotychczas probowales?
– O co ci chodzi?
Mama usmiechnela sie.
– Chodzi mi o to, ze mlode dziewczeta, nawet Jamie, lubia byc traktowane wyjatkowo.
Nieco zmieszany, chwile sie nad tym zastanawialem. Czyz nie to wlasnie staralem sie robic?
– Codziennie chodze z wizyta do jej domu – powiedzialem.
Mama polozyla mi dlon na kolanie. Mimo ze nie byla zbyt dobra gospodynia i czasami gorzko sie o tym przekonywalem, miala, jak juz wspomnialem, naprawde zlote serce.
– To bardzo milo, ze skladasz jej wizyty w domu, ale nie jest to najbardziej romantyczna rzecz pod sloncem. Powinienes zrobic cos, dzieki czemu naprawde zdalaby sobie sprawe, co do niej czujesz.
Zasugerowala, zebym kupil jej jakies perfumy, ale nie wydawalo mi sie to najlepszym pomyslem, chociaz wiedzialem, ze Jamie przyjelaby je prawdopodobnie z radoscia. Hegbert nie pozwalal jej sie malowac – chyba ze grala w przedstawianiu – i nie sadzilem w zwiazku z tym, by mogla uzywac perfum. Wyjasnilem to mamie i wtedy wlasnie zaproponowala, zebym zabral ja na kolacje.
– Nie mam juz ani centa – oswiadczylem ze smutkiem.
Choc moja rodzina byla zamozna i dostawalem kieszonkowe, nigdy nie dawano mi wiecej, jesli wydawalem je zbyt szybko. „ To uczy odpowiedzialnosci”, wyjasnil mi kiedys ojciec.
– Co stalo sie z pieniedzmi, ktore miales w banku?
Westchnalem i opowiedzialem mamie, co zrobilem. Wysluchala mnie w milczeniu, a kiedy skonczylem, na jej twarzy odmalowala sie satysfakcja, tak jakby i ona uznala, ze w koncu doroslem.
– Pozwol, ze ja sie tym zajme – powiedziala cicho. – Dowiedz sie tylko, czy chce z toba isc i czy zgodzi sie na to wielebny Sullivan. Jesli bedzie mogla przyjac zaproszenie, znajdziemy jakis sposob, zeby doprowadzic cala rzecz do skutku.
Nastepnego dnia poszedlem do kosciola. Wiedzialem, ze Hegbert bedzie w zakrystii. Nie zapytalem jeszcze Jamie, bo wiedzialem, ze i tak bedzie potrzebowac jego zgody, a z jakiegos powodu sam chcialem sie do niego zwrocic. Milo to chyba cos wspolnego z faktem, ze Hegbert nie przyjmowal mnie raczej z otwartymi ramionami, kiedy skladalem im wizyte. Za kazdym razem, gdy widzial, jak ide alejka – podobnie jak Jamie, odznaczal sie przy tym szostym zmyslem – zerkal zza zaslony, a potem szybko cofal glowe, myslac, ze go nie zauwazylem. Musialem bardzo dlugo czekac, nim otworzyl drzwi, tak jakby szedl az z kuchni. Stojac w progu, przygladal mi sie przez dluzsza chwile, gleboko wzdychal, potrzasal glowa i dopiero wtedy mowil dzien dobry.
Drzwi do zakrystii bylo niedomkniete i zobaczylem, ze siedzi przy biurku, z okularami zsunietymi na czubek nosa. Przegladal jakies papiery – chyba wykazy finansowe – i doszedlem do wniosku, ze pewnie sleczy nas budzetem kosciola na nastepny rok. Nawet duchowni maja do zaplacenia rachunki.
Zapukalem do drzwi i Hegbert podniosl natychmiast wzrok, jakby spodziewal sie czlonka swojej kongregacji. Na moj widok zmarszczyl brwi.
– Dzien dobry, wielebny – powitalem go grzecznie. – Czy ma pan wolna chwile?
Wydawal sie jeszcze bardziej zmeczony niz zwykle i odnioslem wrazenie, ze zle sie czuje.
– Dzien dobry, Landon – odparl bez entuzjazmu.
Na spotkanie z nim wystroilem sie, swoja droga, w krawat i marynarke.
– Moge wejsc?
Skinal glowa i kiedy wszedlem do gabinetu, wskazal mi krzeslo po drugiej stronie biurka.
– Czym moge sluzyc? – zapytal.
Poruszylem sie nerwowo na krzesle.
– Chcialem pana o cos zapytac – oswiadczylem.
Hegbert przygladal mi sie przez dluzsza chwile badawczym wzrokiem.
– Czy ma to zwiazek z Jamie? – zapytal w koncu.
Wzialem gleboki oddech.
– Tak, prosze pana. Chcialem zapytac, czy nie ma pan nic przeciwko temu, zebym zabral ja na kolacje w sylwestra.
– To wszystko? – zapytal wzdychajac.
– Tak, prosze pana. Odwioze ja do domu, o ktorej godzinie pan sobie zyczy.
Hegbert zdjal z nosa okulary, wytarl je chusteczka i zalozyl z powrotem. Widzialem, ze potrzebuje chwili, zeby sie zastanowic.
– Czy beda ci towarzyszyc twoi rodzice? – zapytal.
– Nie, prosze pana.
– W taki razie nie sadza, zeby to bylo mozliwe. Ale dziekuje, ze zapytales mnie najpierw o zgode – powiedzial, po czym schowal nos w papiery, dajac mi do zrozumienia, ze moga odejsc.
Wstalem z krzesla i ruszylem do drzwi, jednak w progu odwrocilem sie ponownie w jego strone.
– Prosze pana…
Podniosl wzrok, zdziwiony, ze wciaz tam stoje.
– Przepraszam za te rzeczy, ktore robilem, kiedy bylem mlodszy, i przepraszam, ze nie zawsze traktowalem Jamie tak, jak powinienem ja traktowac. Ale teraz wszystko sie zmieni, obiecuje to panu.
Patrzyl na mnie, jakbym byl powietrzem. Wszystko to bylo za malo.
– Kocham ja – wyznalem w koncu i kiedy to powiedzialem, ponownie sie mna zainteresowal.
– Wiem, ze ja kochasz – odparl ze smutkiem. – Ale nie chce, zeby stala sie jej krzywda.
Moze mi sie tylko wydawalo, ale odnioslem wrazenie, ze w oczach stanely mu lzy.
– Nigdy bym jej nie skrzywdzil – oswiadczylem.
Hegbert odwrocil sie ode mnie, wyjrzal przez okno i przez chwile obserwowal zimowe slonce, ktore probowalo przebic sie przez pokrywe chmur. To byl szary dzien, chlodny i ponury.
– Odwiez ja do domu o dziesiatej – oznajmil w koncu takim tonem, jakby zdawal sobie sprawe, ze podjal zla decyzje.
Usmiechnalem sie i mialem zamiar mu podziekowac, lecz nie zrobilem tego. Wiedzialem, ze chce zostac sam. Kiedy wychodzac na zewnatrz, obejrzalem sie przez ramie, z zaskoczeniem zobaczylem, ze ukryl twarz w dloniach.
Godzine pozniej zaprosilem Jamie. W pierwszej chwili odparla, ze nie sadzi, by mogla ze mna pojsc, ale poinformowalem ja, ze rozmawialem juz z jej ojcem. To ja zaskoczylo i jak sadze, mialo pewien wplyw na to, jak mnie postrzegala. Nie powiedzialem jej tylko, ze wychodzac, mialem wrazenie, ze Hegbert placze. Nie tylko kompletnie tego nie rozumialem, ale takze nie chcialem jej martwic. Tej nocy jeszcze raz rozmawialem z mama, ktora starala sie mi to wytlumaczyc, i szczerze mowiac, to, co mowila, wydalo mi sie calkiem sensowne. Hegbert musial uswiadomic sobie, ze jego corka dorasta i ze powoli traci ja na moja rzecz. Mialem nadzieje, ze to prawda.
Odebralem ja zgodnie z planem. Chociaz nie prosilem, zeby rozpuscila wlosy, zrobila to dla mnie. W milczeniu minelismy most i podjechalismy bulwarem do restauracji. Przy wejsciu przywital nas wlasciciel i osobiscie zaprowadzil mnie i Jamie do stolika, jednego z najlepszych w calym lokalu.
Kiedy sie tam zjawilismy, sala byla juz pelna i wszyscy swietnie sie bawili. Ludzie wystroili sie zgodnie z najnowsza moda. Bylismy tam jedynymi nastolatkami, nie rzucalismy sie jednak specjalnie w oczy.
Jamie nigdy dotad nie byla „ U Flauvina” i w pierwszej chwili zaniemowila z wrazenia. Wydawal mi sie jednoczesnie podenerwowana i szczesliwa i od razu wiedzialem, ze mama podsunela mi wlasciwy sposob.