Grubo opatulona Jamie stala obok mnie na skraju Przystani Parostatkow, gdy zaczal sie ten idealny wieczor. Wskazalem reka w dal i powiedzialem, zeby chwile zaczekala. Widzialem nasze oddechy: jej dwa przypadaly na jeden moj. Musialem ja podtrzymywac – wydawala sie lzejsza od lisci, ktore spadajac jesienia z drzew – lecz wiedzialem, ze warto bylo tu przyjechac.

W pewnym momencie jarzacy sie, poryty kraterami ksiezyc zaczal wylaniac sie z morza, rzucajac snop swiatla na ciemniejace powoli wody rozszczepiajac sie na tysiac fragmentow, kazdy piekniejszy od poprzedniego. Dokladnie w tej samej chwili slonce zetknelo sie po drugiej stronie z horyzontem, zabarwiajac go na czerwono, zolto i zloto, tak jakby niebiosa nad naszymi glowami otworzyly nagle podwoje i pozwolily splynac na ziemie calemu swemu pieknu. Ocean przeistoczyl sie w plynne srebro, woda iskrzyla sie odbitym, zmieniajacym barwy swiatlem i widok byl naprawde wspanialy, niemal jak u zarania czasu.

Slonca nadal sie obnizalo, roztaczajac wszedzie, gdzie okiem siegnac swoj blask, i w koncu powoli znikalo pod falami. Ksiezyc kontynuowal swoja migotliwa wedrowke w gore, przybierajac tysiace roznych odcieni zolci, kazdy bledszy od poprzedniego, az w koncu upodobnil sie barwa do gwiazd.

Podtrzymywana przeze mnie Jamie ogladala to wszystko w milczeniu. Jej oddech byl plytki i slaby. Kiedy wreszcie niebo poczernialo i na poludniu pojawily sie pierwsze iskierki gwiazd, wzialem ja w ramiona i pocalowalem delikatnie w oba policzki, a potem w usta.

– Wlasnie cos takiego do ciebie czuje – powiedzialem.

Tydzien pozniej wizyty Jamie w szpitalu staly sie bardziej regularne, chociaz nalegala, zeby nie kazano jej zostawac tam na noc.

– Chce umrzec w domu – mowila.

Lekarze nie mogli jej w zaden sposob pomoc i nie mieli wyboru: musieli uwzglednic jej zyczenie.

Przynajmniej na razie.

– Myslalem o kilku ostatnich miesiacach – wyznalem jej.

Siedzielismy w salonie, trzymajac sie za rece i czytajac Biblie. Jej twarz stawala sie coraz chudsza, wlosy tracily blask. Ale oczy, te lagodne blekitne oczy, byly tak samo cudowne jak zawsze.

Chyba nigdy jeszcze nie widzialem kogos tak pieknego.

– Ja tez o nich myslalam – odparla.

– Juz pierwszego dnia zajec u panny Garber wiedzialas, ze zagram w tej sztuce, prawda? Wtedy, gdy spojrzalas na mnie i usmiechnelas sie?

Jamie pokiwala glowa.

– Tak.

– A kiedy zaprosilem cie na bal, kazalas mi przyrzec, ze sie w tobie nie zakocham, ale wiedzialas, ze i tak mnie to czeka?

W jej oczach pojawil sie figlarny blysk.

– Tak.

– Skad wiedzialas?

Wzruszyla ramionami, nie odpowiadajac i przez kilka chwil siedzielismy razem, obserwujac siekacy o szyby deszcz.

– A o czym, twoim zdaniem, myslalam, kiedy oswiadczylam, ze sie za ciebie modle? – powiedziala w koncu.

Choroba nadal sie rozwijala, z nadejsciem marca coraz szybciej. Jamie brala wiecej lekow przeciwbolowych i fale mdlosci powodowaly, ze nie mogla nic utrzymac w swoim zoladku. Bardzo oslabla i wygladalo na to, ze wbrew swoim checiom bedzie musiala zostac w szpitalu.

Maja matka i ojciec sprawili, ze do tego nie doszlo.

Ojciec przyjechal do domu, w pospiechu opusciwszy stolice, chociaz trwala wlasnie sesja Kongresu. Matka najwyrazniej zadzwonila do niego i oznajmila, ze jesli natychmiast nie wroci, rownie dobrze moze pozostac w Waszyngtonie na zawsze.

Kiedy opowiedziala mu, co sie dzieje, ojciec stwierdzil, ze Hegbert nigdy nie przyjmie od niego pomocy, ze urazy sa zbyt glebokie i za pozno juz, zeby cos zrobic.

– Tu nie chodzi o twoja rodzine ani nawet o wielebnego Sullivana i o to co zdarzylo sie w przeszlosci – odpowiedziala, nie przyjmujac do wiadomosci jego tlumaczen. – Tu chodzi o naszego syna. Tak sie sklada, ze kocha te dziewczyne, a ona potrzebuje naszej pomocy. Musisz znalezc jakis sposob, zeby jej pomoc.

Nie wiem, co takiego moj ojciec powiedzial Hegbertowi, jakie obietnice musial zlozyc i ile to wszystko kosztowalo. Wiem tylko, ze juz wkrotce sprowadzono do domu Jamie kosztowny sprzet, dostarczono jej wszystkie potrzebne lekarstwa i od tej pory dyzurowaly przy niej na zmiane dwie pielegniarki, a kilka razy dziennie zagladal lekarz.

Mogla pozostac w domu.

Tej nocy po raz pierwszy w zyciu plakalem na ramieniu ojca.

– Czy jest cos, czego zalujesz? – zapytalem ja.

Lezala w lozku z igla na ramieniu. Kroplowka dostarczala jej leki, ktorych potrzebowala. Jej twarz byla blada, cialo lekkie jak piorko. Nie mogla juz prawie chodzic; kiedy to robila, trzeba bylo ja bez przerwy podtrzymywac.

– Wszyscy czegos zalujemy, Landon – odparla – ale uwazam, ze mialam wspaniale zycie.

– Jak mozesz tak mowic? – zawolalem, nie mogac ukryc swojej udreki. – Biorac pod uwage to, co cie spotkalo.

Jamie scisnela mnie za reke, niezbyt mocno, i poslala mi czuly usmiech.

– Jesli o to chodzi, rzeczywiscie moglo byc lepiej – stwierdzila, rozgladajac sie po sypialni.

Rozesmialem sie przez lzy i natychmiast poczulem wyrzuty sumienia. To przeciez ja mialem ja wspierac, nie odwrotnie.

– Poza tym jednak bylam szczesliwa – dodala. – Naprawde, Landon. Mialem, wyjatkowego ojca, ktory przyblizyl mi Boga. Kiedy spogladam wstecz, wiem, ze nie moglabym pomoc innym ludziom bardziej, niz to czynilam. – Przerwala i spojrzala mi prosto w oczy. – Zakochalam sie nawet w kims i ten ktos odwzajemnia moje uczucie.

Pocalowalem jej reke, gdy to powiedziala, i przycisnalem jej dlon do policzka.

– To nie w porzadku – mruknalem.

Nie odpowiedziala.

– Nadal sie boisz? – zapytalem.

– Tak.

– Ja tez sie boje – przyznalem.

– Wiem. I jest mi przykro.

– Co moge zrobic? – zapytalem zdesperowany. – Nie wiem juz w ogole, co mam robic.

– Poczytasz mi?

Skinalem glowa, chociaz nie wiedzialem, czy glos nie zalamie mi sie, nim doczytam do konca strone.

Prosze Boze, powiedz mi, co robic!

– Mamo? – odezwalem sie tego samego dnia wieczorem.

– Tak?

Siedzielismy na sofie w gabinecie, przy plonacym kominku. Wczesniej tego dnia Jamie zasnela, gdy czytalem jej Biblie, i wiedzac, ze potrzebuje odpoczynku, wyslizgnalem sie z jej sypialni. Przed wyjsciem pocalowalem ja w policzek. Byl to niewinny pocalunek, lecz w tym samym momencie do pokoju wszedl Hegbert i widzialam na jego twarzy sprzeczne emocje. Wiedzial, ze kocham jego corke, ale mial rownoczesnie swiadomosc, ze naruszam jedna z nie spisanych regul obowiazujacych w tym domu. Zdawalem sobie sprawe, ze gdyby Jamie czula sie lepiej, nigdy juz nie wpuscilby mnie do srodka. Teraz jednak jego dezaprobata ograniczyla sie do tego, ze nie odprowadzil mnie do drzwi.

Naprawde nie moglem go za to winic. Dzieki temu, ze spedzam z Jamie tyle czasu, nie czulem sie juz

Вы читаете Jesienna Milosc
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату