jak zabawka. Wlasnie w chwili, gdy lodz byla najbardziej bezradna, wielka fala rozbila sie o poklad. Maszt pochylil sie w strone oceanu.
Tym razem wiatr nie przestal wiac.
Marznacy deszcz bil z ukosa, oslepiajac go. „Happenstance”, zamiast sie wyprostowac, pochylila sie jeszcze bardziej… Zagle byly ciezkie od wody. Znowu stracil rownowage… Poklad znalazl sie pod takim katem, ze tym razem Garrett nie zdolal wstac. Jesli teraz uderzy nastepna fala…
Garrett jej nie zobaczyl.
Niczym zadajacy cios kat, fala uderzyla z potworna sila o lodz, przewracajac ja na bok, wpychajac maszt i zagle pod wode. „Happenstance” byla stracona. Garrett trzymal sie steru, wiedzac, ze jesli go wypusci z rak, znajdzie sie w oceanie.
Lodz szybko nabierala wody, jak olbrzymie tonace zwierze.
Musial sie ratowac. Mial sprzet ratunkowy, w tym tratwe. To byla jego jedyna szansa. Cal po calu przedzieral sie do kabiny, przytrzymujac sie wszystkiego po drodze, walczac z oslepiajacym deszczem, walczac o zycie.
Blyskawica i grom, prawie jednoczesnie.
Wreszcie dotarl do kabiny i szarpnal za klamke. Bez skutku. Zrozpaczony, ustawil szeroko stopy dla lepszego chwytu i szarpnal mocniej. Rozlegl sie trzask i do srodka wlala sie woda. Zrozumial, ze popelnil straszliwy blad.
Woda szybko wypelnila kabine. Garrett zobaczyl, ze tratwa ratunkowa, umocowana na scianie kabiny, znalazla sie pod woda. Uswiadomil sobie, ze juz nie moze zapobiec pochlonieciu lodzi przez rozszalaly ocean.
Ogarniety panika, odwrocil sie do drzwi kabiny, ale zatrzymala go wpadajaca do srodka woda. „Happenstance” tonela. Po kilku sekundach kadlub byl do polowy zanurzony w oceanie.
Kamizelki ratunkowe…
Znajdowaly sie pod siedzeniami na rufie.
Rozejrzal sie i stwierdzil, ze byly jeszcze nad powierzchnia wody.
Walczac jak szalony, dotarl do relingu przy burcie. Gdy chwycil sie i podciagnal, woda siegnela mu do piersi, a nogi kopaly ocean. Zaklal w duchu. Wiedzial, ze powinien byl wczesniej zalozyc kamizelke.
Trzy czwarte lodzi znajdowalo sie juz pod woda. Szla na dno w zastraszajacym tempie.
Przedzieral sie do siedzen, trzymajac relingu, resztkami sil pokonujac napor wody i wlasna slabosc. Byl po szyje zanurzony w wodzie i wreszcie dotarlo do niego, ze sytuacja jest beznadziejna.
Nie moglo mu sie udac.
Woda siegnela podbrodka, kiedy wreszcie przestal walczyc. Spojrzal do gory. Byl wyczerpany, ale nie mogl uwierzyc, ze wszystko sie skonczy w ten sposob.
Puscil reling i odplynal kawalek od lodzi. Ciazyly mu kurtka i buty. Mlocil nogami wode, unoszac sie na falach, i patrzyl, jak „Happenstance” powoli ginie w falach. Potem, gdy zimno i wyczerpanie zaczely stepiac jego zmysly, odwrocil sie i probowal plynac w strone brzegu.
Teresa siedziala z Jebem przy stole. Przerywajac i zaczynajac od poczatku, relacjonowal jej wszystko, o czym wiedzial.
Pozniej przypomniala sobie, ze poczatkowo sluchala go z ciekawoscia. Nie watpila, ze Garrett ocalal. Byl doswiadczonym zeglarzem, doskonalym plywakiem. Byl zbyt ostrozny, zbyt pelen zycia, by pokonal go ocean i wiatr. Jesli komus mialo sie udac, to tylko jemu.
– Nie rozumiem. Po co wyplywal, skoro wiedzial, ze nadchodzi sztorm?
– Nie wiem – odparl cicho Jeb, nie patrzac jej w oczy.
Teresa zmarszczyla brwi. Wszystko wydawalo jej sie takie nierzeczywiste.
– Czy powiedzial cos, zanim wyplynal?
Jeb pokrecil przeczaco glowa. Unikal wzroku Teresy, jakby cos przed nia ukrywal. Teresa rozejrzala sie po kuchni – byla posprzatana. Przez otwarte drzwi widziala porzadnie zaslane lozko, a przy nim na stoliku dwa bukiety kwiatow.
– Nie rozumiem. Nic mu sie nie stalo, prawda?
– Tereso – powiedzial Jeb przez lzy – znalezli go wczoraj rano.
– Jest w szpitalu?
– Nie – zaprzeczyl cicho.
– To gdzie jest? – spytala, nie chcac pogodzic sie z prawda.
Jeb nie odpowiedzial.
Nagle zabraklo jej tchu. Zaczela drzec na calym ciele. Garrett, co ci sie stalo? Dlaczego cie tu nie ma? Jeb pochylil glowe. Nie widziala jego lez, ale uslyszala tlumiony szloch.
– Tereso… – urwal.
– Gdzie on jest?! – zawolala, zrywajac sie na rowne nogi.
Uslyszala odglos przewracajacego sie na podloge krzesla.
Jeb patrzyl na nia w milczeniu. Otarl lzy wierzchem dloni.
– Wczoraj znalezli jego cialo.
Poczula gwaltowny bol w piersi.
– Odszedl, Tereso.
Na plazy, na ktorej wszystko sie zaczelo, Teresa wspominala wydarzenia sprzed roku.
Pochowali Garretta obok Catherine, na malym cmentarzu, niedaleko jego domu. W czasie pogrzebu Jeb i Teresa stali obok siebie, otoczeni ludzmi, z ktorymi Garrett dzielil zycie. Koledzy ze szkoly, byli uczniowie z kursow nurkowania, pracownicy ze sklepu. Byla to skromna uroczystosc. Chociaz zaczal padac deszcz, gdy pastor skonczyl mowic, zebrani jeszcze dlugo zostali po jej zakonczeniu.
Stypa zgromadzila w domu Garretta przyjaciol i znajomych. Jeden po drugim podchodzili, skladali kondolencje, wspominali. Kiedy wyszli ostatni, Teresa i Jeb zostali sami. Jeb wyjal z szafy pudlo i poprosil ja, zeby usiadla przy nim.
W pudle byly setki fotografii. Przez kilka godzin Teresa ogladala zdjecia chlopca, a potem mlodzienca. Brakujace kawalki zycia Garretta, ktore mogla sobie tylko wyobrazic. Byly tez zdjecia z ostatnich lat, z okresu studiow i po nich, wreczanie dyplomow, odnowiona „Happenstance”, sklep. Zauwazyla, ze usmiech Garretta sie nie zmienial, podobnie jak ubrania. Mimo uplywu lat – wylaczajac uroczyste okazje, mial na sobie dzinsy, szorty, podkoszulki.
Bylo tez wiele zdjec Catherine. Poczatkowo Jeb poczul sie na ich widok nieswojo, ale zauwazyl, ze ich ogladanie nie sprawia Teresie przykrosci. Nalezaly po prostu do innego okresu zycia jego syna.
Pod koniec Teresa zobaczyla tego Garretta, w ktorym sie zakochala. Jedno zdjecie zwrocilo jej uwage. Jeb wyjasnil jej, ze zrobiono je w maju, na kilka tygodni przed wyrzuceniem butelki na plaze w Cape. Garrett stal na ganku i wygladal tak samo jak wtedy, gdy po raz pierwszy przyszla do niego do domu.
Nastepnego dnia ojciec Garretta wreczyl Teresie koperte. Znalazla w niej kilka zdjec i listy, ktore ich polaczyly.
– Pomyslalem, ze chcialabys je zatrzymac.
Dlawily ja lzy, wiec tylko skinela glowa.
Teresa niewiele zapamietala z pierwszych dni po przyjezdzie z pogrzebu. Nie chciala pamietac. Przypominala sobie, ze Deanna czekala na nia na lotnisku. Zobaczywszy ja, zadzwonila do meza, zeby przywiozl jej ubrania, poniewaz zostanie z Teresa jakis czas. Teresa lezala w lozku, nie wstawala nawet wtedy, gdy Kevin wracal ze szkoly do domu.
– Czy moja mama wyzdrowieje? – spytal Kevin.
– Potrzebuje tylko troche czasu – odpowiedziala mu Deanna. – Wiem, ze ci ciezko, ale wszystko bedzie dobrze.
Sny Teresy, nawet gdy je zapamietala, byly pogmatwane i dziwaczne. Nigdy nie pojawial sie w nich Garrett. O niczym nie potrafila myslec. Czasami, gdy sie budzila, wszystko wydawalo sie nierealne. Nasluchiwala krokow Garretta, pewna, ze puste lozko oznacza, ze wyszedl tylko na chwile do kuchni, pije kawe lub czyta gazete. Za chwile do niego pojdzie i powie mu: „Mialam okropny sen…”
Przez ten tydzien probowala zrozumiec, jak to sie moglo stac. Poprosila Jeba, zeby natychmiast ja powiadomil, jesli tylko czegos sie dowie. Dlaczego Garrett tamtego dnia wyplynal na „Happenstance”? Wiedziala, ze jesli sie tego dowie, jej rozpacz i bol choc troche zelzeja. Nie chciala uwierzyc, ze Garrett poplynal, nie