dusza i cialem. Byl jej. Czy to mozliwe, zeby sie znowu wymknal? A jesli, tak, to kiedy wreszcie przestanie uciekac?
Rozejrzala sie dokola. Wczoraj przez jakis czas miala wrazenie, ze jest w sypialni Rothgara. Teraz stwierdzila, ze byl to jeden z pokoi goscinnych. Oczywiscie Bey nie zabralby jej do siebie, by nie narazac jej reputacji.
Wstala naga i podeszla do okna. Rozchylila lekko zaslony i wyjrzala na zewnatrz. Znowu zobaczyla ogrod, ktory tak bardzo polubila w czasie poprzedniego krotkiego pobytu w Malloren House. Co prawda ogrod krolewski byl wspanialszy, ale nie mogla sie tam czuc swobodnie.
Z trudem powstrzymala chec otwarcia okna. Na pewno nie moze robic tego nago. Ale czy w ogole powinna sie pokazywac? Mozliwe, ze Bey chce zataic jej obecnosc w domu.
Odwrocila sie, zeby sprawdzic, czy ma cos do ubrania. Na krzesle spoczywal jej szlafrok. Wlozyla go, nalala cieplej wody do miski i obmyla twarz.
Ciepla woda! To znaczylo, ze Rothgar byl tu niedawno!
Dlaczego nie obudzila sie wlasnie wtedy?! Do diabla! Do diabla! Do diabla!
Zaczela sie nerwowo przechadzac po pokoju, nie bardzo wiedzac, co zrobic. Zdrowy rozsadek wskazywal, ze musi czekac na Beya. Tylko jak dlugo? I czy nie powinna wrocic do Buckingham Palace? Jak zareaguje krolowa na to, co sie stalo? A co powie krol? I czy moze zrezygnuja z pomyslu wydawania jej za maz? Te pytania wciaz klebily sie w jej glowie.
– Dobry Boze! – wykrzyknela nagle i stanela jak wryta. Dopiero teraz przypomniala sobie, ze to poniedzialek.
To wlasnie dzisiaj mialy sie rozstrzygnac jej losy. Co zrobi, jesli krol w dalszym ciagu bedzie nalegal na malzenstwo? Czy powinna skorzystac z oferty markiza, liczac na to, ze wszystko sie z czasem ulozy?
Niestety, wiedziala, ze nic sie nie ulozy. Zmuszony do malzenstwa Rothgar dalby jej wolnosc, ale odebralby siebie!
Czy to nie paradoks?!
Nagle opuscila ja cala energia i usiadla na lozku. Jej wzrok padl na posciel i zasmiala sie widzac na niej plame krwi. Przynajmniej Rothgar nie ma sie czego obawiac. Ale jesli ktos to zobaczy, byc moze uzna, ze tu wlasnie stracila dziewictwo.
Uslyszala pukanie do drzwi i poderwala sie z lozka. Na szczescie byla to tylko Clara z dzbanem goracej wody.
– Tak sie ciesze, ze nic ci sie nie stalo, pani! – wybuch-nela sluzaca. – Strasznie sie niepokoilam, ale bylam cicho, tak, jak kazalas, pani.
A wiec Clara nie wszczela alarmu. To dobrze. Wziela dzban z rak chwiejacej sie pokojowki i postawila kolo miski.
– Swietnie. Powiedz, co dzialo sie w palacu?
– Nie spalam cala noc, pani – Clara zaczela wyjasnienia. -A potem, nad ranem, przyszla pani Swellenborg z wiadomoscia, ze cie porwano, pani, i ze mam przyjechac tutaj z twoimi ubraniami.
Diana skinela glowa.
– Markiz mnie uwolnil.
Clara patrzyla na nia tak, jakby widziala ja po raz pierwszy.
– Czy… to twoj stroj, milady? – wydusila w koncu.
– Nie, to meski szlafrok, glupia. Cala suknie mialam pocieta nozem. Dostalam go od markiza.
Przeszla do lustra, zeby przyjrzec sie swojemu odbiciu i oniemiala z wrazenia. Szlafrok byl straszliwie wygnieciony po nocy, musiala go zostawic gdzies na lozku, a poza tym wlosy miala w nieladzie, usta obrzmiale i w ogole wygladala jak ulicznica.
– No tak, musze sie umyc i przebrac – mruknela do siebie. – Uczeszesz mnie, Claro?
– Oczywiscie, pani. Jaka suknie ci przygotowac?
Najlepiej worek pokutny i popiol, pomyslala, przypomniawszy sobie bezecenstwa, jakie wczoraj wyczyniali z Beyem. Glosno jednak powiedziala:
– Wszystko mi jedno, Claro. Wybierz tylko cos skromnego – powiedziala, zdejmujac szlafrok. Zalowala, ze nie moze go jeszcze przytulic, gdyz pachnial drzewem sandalowym i seksem. – Przynies tez darte plotno, bo zaczelo sie moje miesieczne krwawienie.
Kiedy Clara wyszla, hrabina nagle posmutniala. Wiec nie bedzie miec dziecka. Jeszcze nie tym razem. Musi zwyciezyc i wyjsc za maz za Rothgara. Przeciez po to tu przyjechala. Potem mozna bedzie pomyslec o innych sprawach.
Postanowila zebrac sily. Wylala chlodna juz wode z miski i nalala do niej goracej. Starala sie umyc jak najdokladniej, gdyz powrocily do niej wspomnienia o lordzie Randolphie. Po chwili pojawila sie Clara z plotnem i pasem, ktory mial je trzymac. Sluzaca wybrala szaro-niebieska suknie, ktora mozna bylo nawet uznac za bardzo skromna. Nastepnie po ablu-cjach i ubraniu pani, zaczela czesac jej kasztanowe wlosy.
Nagle Diana przypomniala sobie o balu maskowym.
Czy odbedzie sie dzis wieczorem? I czy krolowa nie uzna jej za persona non grata, na dworze?
– Kiedy cie tu przyslano? – spytala po jakims czasie, chcac wybadac pokojowke.
– Zaraz po wschodzie slonca. Nie wiem, czy wiesz, pani, ale znajdujemy sie w dawnym pokoju markizy – dodala, najwyrazniej zbulwersowana tym faktem. – Oczywiscie nikt tu od dawna nie mieszkal.
Diana raz jeszcze rozejrzala sie wokol siebie. No tak, pokoj wydal jej sie za duzy, jak na goscinny. Poza tym od razu odniosla wrazenie, jakby byl nie zamieszkany, ale uznala, ze to zludzenie.
– To zupelnie zrozumiale – Diana silila sie na lekki ton. -Jesli pamietasz, markiz spal na zamku w moim dawnym pokoju.
Clara zaczela wiazac i ukladac jej wlosy.
– Tak, tylko, ze im tutaj nie brakuje pomieszczen – szepnela. Zapewne wszystkie te „rewelacje' pochodzily od sluzby,
Diana pomyslala, ze wcale nie potrzebuje informacji Gary. To dwor krolewski uczulil ja na tego rodzaju drobiazgi. Wczesniej nie zwracala na nie uwagi. Wstala z krzesla i rozejrzala sie dookola z jeszcze wiekszym zaciekawieniem.
A wiec ten apartament nalezal do drugiej zony markiza, tej usmiechnietej kobiety, ktora widziala na portrecie. Ciekawe, czy poswiecila ona dostatecznie duzo uwagi Bey-owi. Pewnie szybko urodzila Bryghta i musiala zajmowac sie wlasnym dzieckiem.
Szkoda, pomyslala Diana.
Podeszla do sciany, na ktorej wisialy liczne obrazy. Czesc z nich przedstawiala czlonkow rodziny. Jej uwage przykul zwlaszcza jeden, na ktorym starszy chlopiec pochylal sie nad mlodszym. Mlodszy mial buzie cherubinka, ale starszy obserwowal otoczenie, jakby sie czegos bal. Bey i Bryght. Ciekawe, jak zachowywal sie wzgledem mlodszego brata? Jesli nosil w sobie poczucie winy, na pewno opiekowal sie maluchem. Byc moze nie odstepowal go na krok. Mogl tez unikac Bryghta, co byloby tez naturalna reakcja.
W koncu stanela przed lustrem. Suknia wydala sie jej jak najbardziej odpowiednia na dzisiejsza uroczystosc. Ma przeciez zagrac ofiare. W tym szaro-niebieskim stroju z prazkowanym, szczelnie zaslaniajacym biust stanikiem bedzie jej znacznie latwiej.
– Dobry wybor, Claro – pochwalila sluzaca.
– Dziekuje, milady. Czy… czy przyjma nas, pani, na dworze? – Clara miala zapewne te same obawy, co ona.
Diana wzruszyla ramionami.
– Nie mam pojecia – odrzekla. – Ale chyba najwyzszy czas sie dowiedziec. Widzialas moze markiza?
– Zdaje sie, pani, ze pojechal do krola. Ale jest tutaj lady Walgrave, ktora chcialaby zjesc z toba, pani, sniadanie.
Diana omal nie klasnela w rece z radosci. Dopiero po chwili przypomniala sobie, co Rothgar mowil o opiniach siostry i mina jej troche zrzedla. Poczula napiecie, zupelnie do tej pory nieobecne w jej stosunkach z Elf.
– Przekaz, ze z przyjemnoscia – rzekla Diana. – Za chwile bede gotowa.
Niestety, nie wiedziala najwazniejszego: czy Elf jest jej sojuszniczka, czy nie. Moze dzieki niej uda jej sie w koncu przebic do Beya.
Rothgar zostal wpuszczony do krolewskiego gabinetu i stanal cicho przy drzwiach. Jerzy III dal glowa znak, ze