– Prosi o pozwolenie na rozmowe – odezwal sie Bialy Grzmot.
– Przeciez juz sie zgodzilam. Czyzby przybyl upewnic sie? – spytala Jessie.
– Teraz pyta oficjalnie.
Z trudem powstrzymala usmiech,
– A ja sie oficjalnie zgadzam.
– Prosil mnie rowniez, abym tlumaczyl – oznajmil Bialy Grzmot z powazna mina.
– Po co? Zna angielski.
– Nie lubi go uzywac, kiedy nie jest to absolutnie konieczne – wyjasnil Bialy Grzmot.
– To po co sie w ogole uczyl tego jezyka? – spytala Jessie ze zloscia.
– Chcesz, abym go zapytal?
– Sama potrafie to zrobic – odparla krotko.
– Nie rozmawiaj z nim bez posrednikow – ostrzegl Bialy Grzmot. – Nie patrz na niego tak smialo, nie zdradzaj swoich mysli.
– Mowisz zupelnie tak samo jak twoja matka.
– Nie zartuj, kobieto. – Bialy Grzmot zmarszczyl brwi. – On zachowuje powage. Pomijajac nawet jego zamiary, Maly Jastrzab na ogol rozmawia przez osoby trzecie. – Uniosl pytajaco brew. – Rozumiesz teraz?
Jessie zmarszczyla czolo. Co wlasciwie Bialy Grzmot probowal jej powiedziec? Nigdy nie zachowywal sie rownie tajemniczo.
– No to moze zacznijmy – zaproponowala, patrzac z obawa na Siuksa.
Mezczyzni rozpoczeli dyspute; dziewczyna poczula lek, gdy stalo sie jasne, ze to ostra wymiana zdan. Gdyby jeszcze wiedziala, o co chodzi…
Odetchnela z ulga, dopiero wtedy, gdy umilkli.
– No i co? – spytala, gdyz zaden z nich nawet nie probowal sie znow odezwac.
– Jest wlasnie tak, jak sadzilem – rzekl krotko Bialy Grzmot. – On chce, abys byla jego kobieta.
Jessie stracila mowe. Tlumaczyla sobie w duchu, ze nie powinna sie dziwic, a jednak byla bardzo zaskoczona.
Spojrzala na Malego Jastrzebia; ich oczy spotkaly sie, a potem Jessie odwrocila wzrok. Tak, on jej pragnal. Nagle zaczelo jej to pochlebiac; propozycja podzialala jak balsam po tym, jak potraktowal ja Chase.
– Kobieta czy zona? – spytala pospiesznie.
– Zona.
– Rozumiem. – Spojrzala z zaduma w gore. Bialy Grzmot bardzo sie zdziwil.
– Zastanawiasz sie, czy przyjac oferte?
– Co za mnie zaproponowal?
– Siedem koni.
– Siedem? – Jessie byla wyraznie pod wrazeniem. -Dlaczego tak duzo? Jest bogaty?
– Po prostu zdecydowany. Jednego konia przeznaczyl dla mnie, gdyz wyrazilem zgode na te rozmowe, a on nie ma tu zadnych przyjaciol. Dwa chce oddac Biegajacemu z Wilkami, poniewaz to jego wigwam zajmujemy. Pozostale cztery sa dla ciebie i tak ma juz pozostac. Zachowasz rowniez, oczywiscie, wlasny dobytek.
– Oraz otrzymam namiot – dodala, wiedzac iz wigwamy stanowia wlasnosc zon.
– Nie, namiot nie. – Bialy Grzmot wyprowadzil ja z bledu. – Dlatego wlasnie mu powiedzialem, ze nie widze szans. Maly Jastrzab ma juz jedna zone.
– Naprawde?
– Tak.
– Rozumiem – odparla sztywno Jessie.
Nie wiedziala, dlaczego wpadla nagle w taka zlosc. Moze dlatego, ze bylo milo czuc sie potrzebna, zapomniec o wszystkich klopotach na ranczo. A okazalo sie to mrzonka.
– Powiedz Malemu Jastrzebiowi, ze czuje sie zaszczycona, ale nie moge przyjac jego propozycji. Powiedz mu, ze biale kobiety nie dziela sie z nikim mezami. Nie bede druga zona.
Juz za chwile przekonala sie z ulga, ze Maly Jastrzab przyjal te rekuze z godnoscia. Zamienil jeszcze kilka slow z Bialym Grzmotem i wyszedl z namiotu.
– Spodziewal sie odmowy – odparl ponuro Bialy Grzmot. – Chyba jednak mu sie zdaje, ze oswoisz sie z ta perspektywa i zmienisz zdanie.
– Ach tak? – Jessie zaczela sie martwic. – Zapewne bedzie sie krecil w poblizu? I wywieral na mnie presje?
– Na pewno sie jeszcze spotkacie – odparl wymijajaco Bialy Grzmot.
Jessie pokrecila glowa. Jeszcze kilka dni temu nie miala zadnych problemow z mezczyznami i czula sie wolna jak ptak. Teraz nie potrafila sobie z nowa sytuacja poradzic.
Rozdzial 15
Mijalo wlasnie popoludnie czwartego dnia poszukiwan. Chase nigdy by nie przypuszczal, ze zajedzie tak daleko. Zatrzymal sie w Forcie Laramie, gdzie spedzil noc, a pozniej skierowano go do wioski Bialego Grzmota. Wiedzial, ze trafi wreszcie tam, gdzie powinien. Nigdzie w poblizu nie znajdowala sie juz bowiem zadna inna osada.
W popoludniowym sloncu wioska wygladala spokojnie. Dzieci bawily sie przed namiotami, kobiety pracowaly, mezczyzni zbili sie w grupki. Konie, przywiazane do pali, staly nieopodal wigwamow, mieso suszylo sie na sloncu, rozlozone skory czekaly na garbowanie. Wioska wydawala sie bogata. Chase przykucnal nad strumieniem i patrzyl. Czy Jessie naprawde mogla sie gdzies tu ukryc?
Odpowiedz na to pytanie uzyskal niemal natychmiast, gdy zjechal w dol strumienia, tam gdzie rozrosniete krzewy i drzewa zaslanialy wioske przed oczyma ciekawskich. Chase zamierzal sie tam ukryc, lecz na widok kobiety kapiacej sie w strumieniu stanal jak wryty. Kobieta byla naga do pasa, a na biodrach nosila indianska przepaske. Prowadzac ostroznie konia, Chase podjechal blizej brzegu. Trzymal sie w takiej odleglosci od wody, by dziewczyna nie mogla go dostrzec.
Patrzac na nia, zapomnial o wiosce i o Indianach. W strumieniu kapala sie Jessie. Nie mial co do tego watpliwosci. Jej rozpuszczone mokre wlosy przylegaly do ciala. Jakze pieknie wygladala ta bogini musnieta pocalunkiem slonca. Jej piersi wydawaly mu sie wieksze niz wtedy, gdy przyslaniala je koszula. Sterczaly wysoko i dumnie nad cieniutka talia i lekko zaokraglonymi biodrami. Chase ulegl czarowi dziewczyny. Dlaczego byla tak wyjatkowa, tak piekna?
Przerwal te rozwazania, slyszac, ze Jessie z kims rozmawia. A potem zobaczyl Indianina, opartego plecami o sekate drzewo. Indianin nie patrzyl na Jessie, ale odwrocil do niej glowe, gdy sie odezwala.
Chase wpadl we wscieklosc. Obcy mezczyzna patrzyl, jak Jessie bierze kapiel! Owladniety gniewem, Summers zapomnial, gdzie sie znajduje. Tymczasem Polujacy na Czarnego Niedzwiedzia, starszy brat Bialego Grzmota, ruszyl wolno w kierunku bialego intruza. Ze swego miejsca nie widzial ani Jessie, ani Bialego Grzmota. Wydawalo mu sie jedynie, iz jakis obcy obserwuje wioske. Polujacy na Czarnego Niedzwiedzia podszedl bardzo ostroznie do Chase'a.
Jessie wyrzucila Malego Jastrzebia z pamieci w chwili, gdy zimna woda strumienia zaczela obmywac jej cialo. Dawniej czesto kapala sie razem z Bialym Grzmotem, ale potem, gdy jej cialo zaczelo sie zaokraglac, Szeroka Rzeka polozyla temu kres. Bialy Grzmot towarzyszyl jej jednak ze wzgledow bezpieczenstwa.
Znalazl sie nad woda z powodu Polujacego na Czarnego Niedzwiedzia, jedynego Indianina w wiosce, ktory nie tolerowal odwiedzin dziewczyny. Bracia dwukrotnie sie o nia posprzeczali. A Polujacy kilkakrotnie zaczajal sie na Jessie, aby ja przestraszyc.