– Skoro juz musisz wiedziec, nie opowiadalam mu wiele. Dostrzegl moje przygnebienie i wyciagnal wlasne wnioski. Po prostu bardzo sie o mnie troszczy.

– Kim on jest dla ciebie, jesli wolno wiedziec?

– Bardzo bliskim przyjacielem. A ty juz za dlugo zwlekasz z wyjasnieniem, co tu wlasciwie robisz.

– Jak bardzo bliskim?

– Niewazne! – warknela Jessie. – Co takiego wydarzylo sie na ranczu, ze musiales przyjechac?

– Nic.

– Nic? – W jej oczach zaplonely niebezpieczne blyski. – Tylko mi nie mow, ze Rachel znowu cie wyslala na przeszpiegi!

– Bardzo sie martwila…

– Niech to diabli! – wybuchnela Jessie. – Czy ona traktuje cie jak pieska, takiego pieszczoszka, co to przybiega na kazde zawolanie? Mogles przez nia zginac!

– Ciszej! – Chase dostrzegl zmarszczone brwi Bialego Grzmota i znow ogarnal go niepokoj.

– Posluchaj. – Jessie znizyla glos. – Nie masz prawa mnie sledzic. Nie potrzebuje stroza, a nawet gdybym go potrzebowala, na pewno nie zostalbys nim ty. Ta wioska jest dla mnie drugim domem, ale dla ciebie stanowi smiertelna pulapke. Masz szczescie. Polujacy mogl cie przeciez zabic, nie czekajac na wyjasnienia. Lepiej by bylo, aby szczescie nadal ci sprzyjalo, bo wrocisz na ranczo sam, a ja ci nie pomoge. Znow zmarnowales mase czasu.

Powiedziala, ze on wroci na ranczo. Przynajmniej tyle. Ale nie mogl na tym polegac. Wpatrywal sie w Bialego Grzmota, siedzacego przy ogniu. Kiedy Jessie znizyla glos, Indianin odwrocil glowe i Chase zobaczyl jego profil. Przypomnial sobie scene nad potokiem i znow wpadl we wscieklosc.

– Kiedy mnie uwolnia?

– Bialy Grzmot zaraz rozetnie ci wiezy – odparla.

– Zanim go zawolasz, odpowiedz mi na pewne pytanie, dobrze?

Jessie powinna byla zachowac ostroznosc, ale nie doslyszala lodowatej nuty w jego glosie.

– Jakie, Summers?

– Czy to ja ponosze odpowiedzialnosc za to, ze stalas sie dziwka, czy tez zawsze mialas takie sklonnosci? Bardzo chcialbym wiedziec, czy powinienem czuc sie winny z tego powodu.

– Oszalales? – wyjakala.

– Przeciez na tym wlasnie polega wasza bliska przyjazn, prawda? – spytal z okrucienstwem. – Czy tez po prostu lubisz sie przed nim popisywac?

– O co ci chodzi? – szepnela.

– Widzialem was przy strumieniu – warknal Chase. – Nie obserwowalem obozu, kiedy znalazl mnie tamten Indianin. Obserwowalem ciebie. Nie ja jeden zreszta! -prychnal. – Ciekaw jestem, czy wy juz…

Siarczysty policzek nie pozwolil mu dokonczyc pytania.

– Ty draniu! – krzyknela Jessie. – Jak smiesz insynuowac cos podobnego? On jest dla mnie jak brat.

Trzesla sie ze zlosci. Bialy Grzmot stanal za jej plecami i obrocil ja twarza do siebie. Jessie nie patrzyla mu jednak w oczy.

– Slyszales, co on powiedzial? – spytala zalosnie.

– Tak. Wstydzisz sie?

Nie musiala odpowiadac. Bialy Grzmot pociagnal ja na bok.

– Chcesz, zebym go zabil? – spytal.

Chase slyszal pytanie, ale do jego uszu nie dotarla odpowiedz Jessie. Patrzyl za nimi, dopoki nie znikneli wsrod namiotow, a potem przymknal oczy. Ku swemu wielkiemu zdziwieniu, zachowal spokoj. Wcale sie nie bal. Przeciez w przeciwnym wypadku nie odwazylby sie rozgniewac kobiety, od ktorej zalezalo jego zycie. Sam juz nic o sobie nie wiedzial.

Rozdzial 17

Nadal panowala ciemnosc, gdy Jessie przyklekla przy Chasie. Przyniosla jedzenie i pare innych rzeczy, a wsrod nich noz, by przeciac wiezy. Summers spal, lecz nie budzila go. Patrzyla tylko na niego uwaznie. Skad mu sie wziela ta umiejetnosc doprowadzania jej do lez? Do tej pory udawalo sie to jedynie Thomasowi. Bialy Grzmot uznal, ze Chase wcale nie mial na mysli tego, co mowil. Bronil wyraznie jenca, choc przedtem twierdzil, ze moze go zabic, jesli Jessie wyrazi takie zyczenie. Ta nagla zmiana bardzo ja zdziwila, pozniej jednak dziewczyna rozwazyla slowa Indianina i w duchu przyznala mu racje.

Bialy Grzmot zrobil jeszcze pare innych uwag, ale Jessie zupelnie nie brala ich pod uwage. Twierdzil na przyklad, ze po tym, co zaszlo, oskarzenia Chase'a wynikaja zapewne z zazdrosci. Jessie jednak wiedziala swoje. Summers nie chcial sie z nia wiazac. Oswiadczyl to jasno.

– Jak dlugo tu jestes?

Napotkala jego oczy i szybko odwrocila wzrok.

– Dopiero przyszlam.

Przeciela mu wiezy wokol nadgarstkow. Chase poruszyl rekami bardzo ostroznie, lecz i tak jeknal z bolu, gdy krew zaczela mu naplywac do dloni. Probowal nimi potrzasac, ale to nic nie pomoglo.

Jessie stanela z boku i zatknela noz za rzemien mokasyna.

– Przynioslam ci jedzenie i inne rzeczy.

Zobaczyl na ziemi swe siodlo, bron i kilka drobiazgow. Popatrzyl zezem na Jessie.

– Dzieki. Naprawde watpilem, czy mi pomozesz.

– Pomoge…?

– Wydostac sie stad. Po tym, co…

– Powinnam byla ci pozwolic na dluzsza niepewnosc. -Przeciela ostatni sznur. – Dlug wdziecznosci u dziwki to dopiero byloby cos!

– Ach, Jessie! – jeknal. – Naprawde nie mialem tego na mysli.

– Rozumiem – odparla ponuro. – Bialy Grzmot tlumaczyl mi juz, ze wiele przeszedles. Mezczyzna albo potrafi spojrzec smierci w twarz z godnoscia, albo nie. Ty nie potrafisz. Wcale mnie to zreszta nie dziwi.

Potwierdzil skwapliwie te teorie. Odpowiadala mu bardziej niz prawda.

– No coz, niczego ostatnio nie umiem dobrze zalatwic, prawda?

– Rzeczywiscie.

Wstal i rozprostowal miesnie, co sprawilo mu ogromna przyjemnosc.

– Dziekuje, ze mnie uwolnilas. Nikt inny jakos sie do tego nie kwapil.

– Ktos by sie w koncu zjawil. – Zbyla podziekowania, ktore byly jej zupelnie nie na reke. – Przestales byc wiezniem, odkad sie zorientowali, ze jestes tutaj wylacznie z mojego powodu.

– Nie odnioslem takiego wrazenia.

– Jesli spotkaly cie przykrosci, to dobrze ci tak -powiedziala sarkastycznie. – Nikt cie tu nie zapraszal.

– To prawda -przyznal. -Z przyjemnoscia tez wyjade. Mozemy ruszac?

– Ty w kazdej chwili. Proponowalabym jednak, abys zaczekal do rana. Wtedy Indianie wyrusza na polowanie i pod ich eskorta opuscisz ich terytorium. Przy nich wlos ci z glowy nie spadnie. Inaczej… no…

Popatrzyl na nia z namyslem.

– Z toba tez bylbym bezpieczny, prawda?

– Tak, ale ja sie nigdzie nie wybieram.

– Owszem. Wracasz do domu. Nie przywloklem sie tutaj na darmo.

Вы читаете Dziki wiatr
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату