Na cialach trzech pierwszych ofiar Dusiciela takze znajdowalismy te blyszczaca maz – na trzecim wiecej niz na drugim, a najmniej na pierwszym. Probki odeslalismy do laboratorium i jak na razie nie dowiedzielismy sie nic oprocz tego, ze byla to jakas substancja nieorganiczna.
Ani troche nie zblizylismy sie do odkrycia, co to takiego, choc mielismy juz dosc dluga liste zwiazkow, ktorymi na pewno nie mogla byc. W ciagu ostatnich kilku tygodni wraz z Vanderem przeprowadzilismy serie testow, rozsmarowujac wszystko na naszych przedramionach – od margaryny po olejek do opalania – by przekonac sie, co reaguje na promien lasera, a co nie. Pod wplywem promieni naszej wspanialej maszyny rozswietlalo sie znacznie mniej substancji, niz kiedykolwiek przypuszczalismy, a i tak nic nie blyszczalo tak wyraznie, jak tajemnicza substancja pozostawiana przez morderce.
Delikatnie podwazylam palcem kabel zacisniety dokola szyi Lori; zobaczylismy czerwona prege, a wlasciwie wrecz wglebienie w miekkim ciele. Granice troche sie zamazaly – proces duszenia byl znacznie wolniejszy, niz poczatkowo przypuszczalam. Zobaczylam delikatne pregi w miejscach, z ktorych kabel kilkakrotnie sie zsuwal. Stryczek byl dostatecznie luzny, by ofiara zyla przez dluzszy czas; dopiero potem zacisnieto go gwaltownie i mocno. Do kabla przyczepily sie dwie czy trzy blyszczace gwiazdki, i to wszystko.
– Sprobuj z kablem na jej kostkach – powiedzialam cicho.
Przesunelismy sie do nog. Znowu te same biale gwiazdki, lecz bardzo malo. Czymkolwiek bylaby ta substancja, nie znajdowala sie ani na wlosach, ani na twarzy czy nogach ofiary. Kilka blyszczacych punkcikow dojrzelismy na przedramionach i piersiach. Konstelacja malenkich gwiazdeczek czepiala sie kabla, ktorym oprawca zwiazal rece Lori Petersen, a sporo ich znalezlismy takze na rozcietej nocnej koszuli.
Odsunelam sie od stolu, zapalilam papierosa i zaczelam rekonstruowac zdarzenia.
Zabojca mial na rekach jakas substancje, ktora zostawial na kazdym fragmencie ciala ofiary, jakiego dotknal. Kiedy juz sciagnal koszule nocna z Lori Petersen, mozliwe, ze zlapal ja za ramie i zostawil odciski palcow nad obojczykiem. Jednego bylam pewna: sadzac po ilosci zostawionej substancji, bylo to pierwsze miejsce na jej ciele, ktorego dotknal.
Bardzo mnie to zastanowilo; niby pasowalo do schematu, ale nie do konca.
Od poczatku bylam zdania, ze zabojca szybko wiazal swe ofiary – byc moze terroryzowal je nozem i krepowal, a dopiero potem sciagal z nich ubranie. Im wiecej ich dotykal, tym mniej substancji zostawalo na jego dloniach. Skad to zageszczenie na obojczyku ofiary? Czy ten fragment ciala byl najbardziej odsloniety? Chyba jednak nie. Koszula nocna Lori Petersen zrobiona byla z bawelny i przypominala dlugi, bardzo duzy podkoszulek z dlugimi rekawami. Nie miala guzikow ani zamka blyskawicznego; wciagalo sie ja przez glowe. Lori byla przykryta od kolan po szyje, jak wiec zabojca mogl dotknac obojczyka, skoro nadal miala ja na sobie? Skad w ogole wzielo sie az tak ogromne zageszczenie swiecacej substancji? Jeszcze nigdy nie widzielismy czegos podobnego.
Wyszlam na korytarz, gdzie stalo kilku umundurowanych policjantow, opierajacych sie o sciane i gawedzacych przyciszonymi glosami. Poprosilam jednego z nich, by wywolal Marino przez radio i poprosil go, by natychmiast sie ze mna skontaktowal.
Chodzilam tam i z powrotem po sali, gdzie przeprowadzano autopsje; stoly z nierdzewnej stali blyszczaly, a narzedzia chirurgiczne lsnily na stolikach i wozkach. Gdzies kapala woda z niedokreconego kranu. W powietrzu unosil sie slodkomdly zapach srodkow dezynfekcyjnych; pachnial przyjemnie tylko wtedy, gdy w powietrzu unosily sie znacznie gorsze zapachy. Czarny aparat telefoniczny stojacy na biurku irytowal mnie swoim milczeniem – Marino wiedzial, ze czekam na jego telefon i doskonale sie tym bawil.
Na prozno mowilam sobie, ze nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem i wracajac myslami do samego poczatku, zastanawiac sie, co poszlo nam nie tak. Od czasu do czasu jednak nie moglam sie przed tym powstrzymac. Co bylo ze mna nie tak? Kiedy po raz pierwszy spotkalam Marino, bylam dla niego uprzejma, podalam mu reke i usmiechnelam sie, lecz jego oczy pozostaly martwe niczym dwa wypolerowane miedziaki.
Minelo dwadziescia minut, zanim zadzwonil.
Powiedzial, ze nadal jest w domu Petersenow i rozmawia z Mattem, ktory jest jego zdaniem „rowno rabniety, istny szczur kanalowy”.
Opowiedzialam o fluoryzujacej substancji i powtorzylam to, co juz tlumaczylam mu w przeszlosci. Mozliwe, ze slady na ciele ofiary zostawione zostaly przez cos, co znajdowalo sie w jej domu, a co morderca za kazdym razem dolacza do swego rytualu – puder, oliwka dla niemowlat, jakis kosmetyk czy srodek do czyszczenia.
Jak na razie udalo sie nam wykluczyc z tego spisu wiele rzeczy, co bylo nie mniej wazne. Jednak, jezeli ta substancja nie pochodzila z domow ofiar, a tak moim zdaniem wlasnie bylo, to morderca przenosil ja na rekach bezwiednie. Bylo to dla nas bardzo wazne, gdyz moglo doprowadzic do jego domu lub miejsca pracy.
– Taak – uslyszalam w sluchawce glos Marino. – Porozgladam sie po szafkach. Ale mam wlasne podejrzenia.
– Jakie?
– Mezulek gra w sztuce, tak? W kazdy piatkowy wieczor ma proby i dlatego tak pozno wraca do domu, tak? Popraw mnie, jesli sie myle, ale aktorzy czesto sie maluja. Maja nawet do tego specjalne farby.
– Ale uzywaja ich tylko podczas przesluchan i prob kostiumowych.
– Aha – odparl. – No, coz… wedle jego slow, tuz przed powrotem do domu i znalezieniem ciala zony, mial wlasnie probe kostiumowa. Zapalila sie mala lampka w mojej glowie. Moj wewnetrzny glosik podpowiada mi…
Przerwalam mu.
– Zdjales Mattowi Petersenowi odciski palcow?
– Oczywiscie.
– To wsadz karte do plastikowej torebki i dostarcz mi ja jak najszybciej.
Nie zrozumial, a ja nie mialam ochoty mu tlumaczyc.
Ostatnia rzecza, jaka Marino powiedzial mi przed odlozeniem sluchawki, bylo:
– Nie wiem, kiedy to nastapi, doktorku. Mam wrazenie, ze bede tu uwiazany przez wieksza czesc dnia. Przykro mi.
Bardzo watpilam, czy zobacze jego albo karte z odciskami palcow Matta Petersena przed poniedzialkiem. Marino mial juz podejrzanego.
Galopowal tym samym szlakiem, ktorym pedzi od razu wiekszosc policjantow: maz moglby byc samym swietym Antonim i przebywac w Anglii, kiedy jego zona zostala zamordowana w Seattle, ale i tak kazdy gliniarz bedzie uwazal go za pierwszego podejrzanego.
Strzelanina w domu, otrucie, bicie czy pchniecie nozem to jedno, ale morderstwo na tle seksualnym to zupelnie inna sprawa. Niewielu mezow mialoby odwage zwiazac, zgwalcic i udusic wlasna zone.
Wine za swoja nerwowosc zrzucilam na zmeczenie.
Postawiono mnie na nogi o wpol do trzeciej nad ranem, a teraz byla juz szosta po poludniu. Policjanci, ktorzy przyszli do kostnicy, juz dawno sobie poszli, Neils Vander pojechal do domu w porze lunchu; Wingo, jeden z technikow autopsyjnych, wyszedl wkrotce po nim i teraz siedzialam sama. W calym budynku nie bylo nikogo oprocz mnie.
Minimalna ochrona biura nigdy nie martwila nikogo poza mna – prosby o dofinansowanie na ten cel za kazdym razem odrzucano. Komisarz rzadowy myslal tylko w kategoriach straty majatku trwalego, a zaden zlodziej nie wejdzie do kostnicy, nawet gdybysmy wywiesili powitalne transparenty i znaki zachecajace go do odwiedzenia naszych skromnych progow. Ciala zmarlych skuteczniej odstraszaja wszelkich nieproszonych gosci niz psy obronne.
Jednak zmarli nigdy mi nie przeszkadzali; to ludzie zyjacy napelniaja mnie obawa.
Po tym, jak kilka miesiecy temu szaleniec wszedl ze strzelba do poczekalni lokalnego lekarza i otworzyl ogien do pacjentow, poszlam do sklepu i kupilam solidny lancuch oraz klodke, ktora dodatkowo zabezpieczalam podwojne szklane drzwi, gdy zostawalam sama w kostnicy.
Nagle, gdy pracowalam przy biurku, ktos potrzasnal frontowymi drzwiami tak gwaltownie, ze kiedy poszlam tam, by zobaczyc, o co chodzi, lancuch z klodka nadal sie kolysal. Czasem ktos z ulicy usiluje wejsc do kostnicy, by skorzystac z naszej toalety, lecz tym razem nikogo nie zobaczylam za drzwiami.
Wrocilam do biura, lecz bylam tak zdenerwowana, ze gdy uslyszalam drzwi windy otwierajace sie na moim pietrze, wyjelam z szuflady dlugie nozyczki i przygotowalam sie do obrony. Okazalo sie, ze to tylko dzienny straznik.
– Czy to pan usilowal sie tu dostac przez szklane drzwi kilka minut temu? – spytalam.