Spojrzal ciekawie na nozyczki w mojej dloni i zaprzeczyl. Jestem pewna, ze uwazal to za wyjatkowo glupie pytanie: przeciez wiedzial, ze drzwi frontowe sa zamkniete na lancuch, a poza tym dysponowal kompletem kluczy do wszystkich innych drzwi w budynku. Nie mial najmniejszego powodu, aby wchodzic tu od frontu.

Wrocilam do biurka, by zaczac dyktowac raport z autopsji Lori Petersen, lecz jakos nie moglam sie do tego zabrac. Z jakiegos powodu nie chcialam wypowiedziec tych slow. Dotarlo do mnie, ze nikt, nawet moja sekretarka Rose, nie powinien ich uslyszec; nikt nie powinien wiedziec o blyszczacej substancji, spermie, odciskach palcow czy glebokich obrazeniach na szyi Lori – byly to dowody tortur i okrucienstwa. Morderca byl degeneratem i stawal sie coraz okrutniejszy.

Gwalt i zabojstwo juz mu nie wystarczaly. Dopiero gdy zdjelam kable z ciala Lori Petersen i zrobilam male naciecia na podejrzanie zaczerwienionych obszarach skory oraz poszukalam obrazen kosci, zrozumialam, przez co przeszla ta kobieta, zanim umarla.

Obicia byly swieze, wiec ledwie widoczne na powierzchni, ale naciecie odslonilo popekane naczynka krwionosne tuz pod skora, co moglo powstac tylko wskutek uderzenia oblym obiektem, takim jak na przyklad kolano czy stopa.

Miala zlamane trzy zebra po lewej stronie i cztery palce. W ustach znalazlam sporo wlokien, zwlaszcza na jezyku, co swiadczylo o tym, ze zostala zakneblowana.

Oczyma duszy zobaczylam skrzypce lezace przy stojaku w salonie oraz ksiazki i czasopisma medyczne w sypialni. Jej rece. Byly najcenniejszym instrumentem zmarlej, czyms, dzieki czemu mogla uzdrawiac i grac na skrzypcach. Musial lamac jej palce, jeden po drugim, juz po tym, jak ja zwiazal.

Dyktafon powoli buczal, obracajac tasme rejestrujaca cisze. Wylaczylam go i okrecilam sie na fotelu, do komputera. Monitor rozblysnal niebieskim ekranem, wlaczylam edytor tekstu i sama zaczelam wpisywac raport.

Nie patrzylam na notatki, ktore zrobilam podczas autopsji; wiedzialam o niej wszystko. Wszystko pamietalam. Zwrot „w normie” caly czas platal mi sie po glowie. Lori Petersen byla zdrowa; jej serce, pluca, watroba – nic nie nosilo sladu choroby. „W normie”. Umarla w doskonalym zdrowiu. Wpisywalam dane do komputera, linijka za linijka, strona za strona, az zdalam sobie sprawe, ze za moimi plecami stoi Fred, nocny straznik.

– Nadal pani tu siedzi? – spytal, po czym dodal z wahaniem: – Na dole sa ludzie z domu pogrzebowego, ale nie moga znalezc ciala. Przyjechali az z Mecklenburga. Nie wiem, gdzie jest Wingo…

– Poszedl do domu wiele godzin temu – odparlam. – O jakie cialo im chodzi?

– O kogos o nazwisku Roberts; przejechal go pociag.

Zastanowilam sie przez moment. Wlacznie z Lori Petersen mielismy dzis szesc spraw; jak przez mgle przypomnialam sobie samobojce spod pociagu.

– Jest w lodowce.

– Mowia, ze nie moga go znalezc.

Zdjelam okulary i potarlam oczy.

– A ty sprawdzales?

Na twarzy Freda pojawil sie barani usmiech; wycofal sie z mego pokoju, potrzasajac glowa.

– Przeciez pani wie, doktor Scarpetta, ze ja tam nigdy nie wchodze. Nie ma mowy! Za zadne skarby swiata.

Rozdzial trzeci

Zaparkowalam na podjezdzie przed domem; kamien spadl mi z serca na widok stojacego tam nadal pontiaca Berthy. Frontowe drzwi otworzyly sie, zanim zdazylam wygrzebac klucze z torebki.

– Jak pogoda? – spytalam prosto z mostu.

Stalysmy z Bertha naprzeciw siebie w przestronnym holu; doskonale wiedziala, o co mi chodzi. Te rozmowe prowadzilysmy kazdego wieczora, odkad Lucy przyjechala do miasta.

– Bardzo zle, doktor Kay. To dziecko caly dzien siedzialo w pani gabinecie i bawilo sie przy komputerze. Cos niesamowitego! Gdy tylko przynosilam jej kanapki albo pytalam, co robi, zaczynala unosic sie i krzyczec. Ale ja wiem… – W jej ciemnych oczach pojawilo sie wspolczucie. – Ona jest zdenerwowana, bo pani znowu musiala pracowac. – Mimo zmeczenia poczulam wyrzuty sumienia. – Widzialam wieczorne gazety, doktor Kay. Boze, zmiluj sie nad nami. – Powoli wciagala plaszcz przeciwdeszczowy. – Wiem, dlaczego caly dzien musiala pani siedziec w pracy. Boze, Boze. Mam nadzieje, ze policja zlapie tego szalenca. Przeciez to czyste dranstwo, co on robi.

Bertha wiedziala, czym sie zajmuje, lecz nigdy nie zadawala mi pytan. Nawet, jezeli ktoras ze spraw dotyczyla kogos mieszkajacego w jej sasiedztwie, nie pytala.

– Wieczorne gazety leza tam. – Wyciagnela reke w strone salonu, po czym wziela swa ksiazke z polki przy drzwiach. – Wepchnelam je pod poduszki kanapy, zeby Lucy ich nie znalazla. Nie wiedzialam, czy chce pani, zeby ona czytala te okropnosci, czy nie. – Poklepala mnie po ramieniu i wyszla.

Patrzylam, jak idzie do samochodu i powoli wyjezdza na ulice. Niech ja Bog blogoslawi. Juz od dawna nie przepraszalam jej za zachowanie swojej rodziny. Bertha ze stoickim spokojem znosila krytycyzm i nieprzyjemne uwagi mojej siostrzenicy, siostry oraz matki. Wiedziala o wszystkim; nie wspolczula mi ani mnie nie krytykowala, ale czasem podejrzewalam, ze jest jej mnie zal, co tylko pogarszalo sprawe. Zamknawszy drzwi frontowe, poszlam do kuchni.

Bylo to moje ulubione pomieszczenie w calym domu, o wysokim suficie, nowoczesnie urzadzone, choc bez przesady, gdyz wiekszosc rzeczy, takich jak robienie makaronu czy ciasta, wole robic recznie. Posrodku czesci przeznaczonej do gotowania znajdowal sie klonowy pieniek do rabania miesa, akurat idealnej wysokosci dla kogos, kto ma niewiele wiecej ponad piec stop. W czesci jadalnej, pod panoramicznym oknem wychodzacym na zalesiony trawnik z tylu domu oraz karmnik dla ptakow, stal duzy stol. Jedynymi barwniejszymi plamkami w kuchni urzadzonej w jasnym drewnie byly kompozycje z zoltych i czerwonych roz pochodzacych z mego ukochanego ogrodka.

Lucy tu nie bylo. Talerze po jej kolacji staly rowno na suszarce do naczyn, wiec zalozylam, ze moja siostrzenica wrocila do gabinetu.

Podeszlam do lodowki i nalalam sobie kieliszek chablis. Oparlam sie o blat kuchenny, przymknelam oczy i przez chwile rozkoszowalam sie chlodnym trunkiem. Nie mialam pojecia, co zrobic z Lucy.

Zeszlego lata odwiedzila mnie tu po raz pierwszy, odkad opuscilam posade koronera w okregu Dade i wyprowadzilam sie na dobre z miasta, w ktorym sie wychowalam i do ktorego powrocilam po rozwodzie. Lucy byla moja jedyna siostrzenica. Miala zaledwie dziesiec lat, lecz w szkole przerabiala program z matematyki i fizyki na poziomie licealnym. Byla malym geniuszem i postrachem wszystkiego, co zyje, niemozliwa do zniesienia, tajemnicza spadkobierczynia kultury lacinskiej, ktorej ojciec zmarl, gdy byla bardzo malutka. Nie miala na calym swiecie nikogo, oprocz mej siostry, Dorothy, zbyt pochlonietej pisaniem ksiazek dla dzieci, by martwic sie czy zajmowac swa corka. Lucy uwielbiala mnie ponad wszelkie wyobrazenie, a jej przywiazanie wymagalo ode mnie wiecej wysilku i energii, niz w tym momencie moglam z siebie wykrzesac. Jadac do domu, rozwazalam zmiane planow i wczesniejsze odeslanie jej do Miami, lecz nie moglam sie na to zdecydowac.

Wpadlaby rozpacz. Nie zrozumialaby. Byloby to ostatnie z dlugiej serii odrzucen, ktorych doswiadczala przez cale zycie, jeszcze jedno przypomnienie, ze byla niechciana i niepotrzebna. Caly rok czekala na te wizyte; podobnie jak i ja.

Popijajac wolno wino, czekalam, az w ciszy domu znikna zmartwienia i uspokoja sie zszarpane nerwy.

Mieszkalam w nowej dzielnicy na zachodnim skraju miasta, gdzie ogromne domy stoja na zadrzewionych, jednoakrowych dzialkach, a ulicami jezdza glownie dzieci na rowerach. Sasiedztwo bylo tak spokojne, a wlamania czy kradzieze tak rzadkie, ze nie moglam sobie przypomniec, kiedy ostatni raz widzialam tu samochod policyjny. Za cisze i bezpieczenstwo bylam gotowa zaplacic kazda cene. Swiadomosc, ze gdy jem samotnie sniadanie, jedynym przejawem brutalnosci tego swiata jest klotnia wiewiorki z rudzikiem o ziarenka w karmniku, dodawala mi odwagi.

Odetchnelam gleboko i znowu pociagnelam lyk wina. Niedawno zaczelam obawiac sie tych chwil w ciemnosciach, gdy czlowiek czeka na sen, a przed jego oczyma pojawiaja sie rozne obrazy. Nie moglam pozbyc sie sprzed oczu wizerunku Lori Petersen; tama pekla i wyobraznia zaczela podsuwac mi coraz gorsze, coraz straszniejsze wizje.

Вы читаете Post Mortem
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату