na huragan, ktory go zmiecie i zamieni w pyl, ale zamiast tego uslyszal odlegle pukanie do drzwi. Gwaltowne, donosne i irytujace.
Harry otworzyl oczy. Snape byl czerwony z wscieklosci, a w jego oczach zadza zemsty zamienila sie w zadze mordu. Gryfon zadrzal. Nigdy jeszcze nie widzial go w takim stanie. Przez jedna przerazajaca chwile uderzyla go okropna, straszna mysl, ze ten czlowiek moglby byc zdolny do wszystkiego.
- Czekaj tu na mnie, Potter - warknal mezczyzna, po czym puscil go i poprawil swoje szaty. - I nie waz sie niczego dotykac - dodal, wychodzac pospiesznie z komnaty.
Harry zostal sam. Dopiero teraz zauwazyl, ze caly drzy. Osunal sie na podloge i westchnal przeciagle, probujac uspokoic oddech i szalone bicie serca. I denerwujace lzy, ktore tak natarczywie cisnely mu sie do oczu.
W panujacej w pomieszczeniu ciszy wyraznie uslyszal dochodzace z gabinetu glosy. Jeden z nich byl niezwykle zdenerwowany. Po chwili rozlegl sie trzask zamykanych drzwi i nastapila cisza. Harry zerknal na mape. Zobaczyl Snape'a i dwoch Slizgonow zmierzajacych w strone Pokoju Wspolnego Slytherinu.
Westchnal ciezko i podjal decyzje. Musi wykorzystac okazje. Nie zostanie tu ani minuty dluzej. Snape zaatakowal go nagle, bez zadnego powodu i potraktowal jak... jak... Przelknal sline i potrzasnal glowa, po czym podniosl sie powoli i skierowal w strone drzwi. Nacisnal klamke, ale drzwi ani drgnely. Jego prawa reka pulsowala bolesnie. Przez caly czas przyciskal ja do piersi. Siegnal lewa reka do prawej kieszeni i z trudem wydobyl z niej rozdzke.
-
Snape zamknal go tu! Nie ma prawa go wiezic! Nie dosc, ze tak go potraktowal, to najwyrazniej postanowil dokonczyc dzielo, kiedy wroci. Harry wciaz pamietal jego czerwona z wscieklosci twarz i mord w oczach. Zdal sobie sprawe z tego, ze naprawde sie go boi. Musi sie stad jakos wydostac!
Odwrocil sie od drzwi i obrzucil pokoj spojrzeniem, szukajac czegokolwiek, co mogloby pomoc mu sie uwolnic. Przeciez musi byc stad jakies inne wyjscie. Niemozliwe, zeby w lochach nie bylo zadnych tajemnych przejsc, czy sekretnych drzwi. Co prawda, na Mapie Huncwotow nic takiego nie dostrzegl, ale przeciez... - Harry poczul sie nagle tak, jakby rozjasnilo mu sie w glowie - ...przeciez Snape gdzies znikal. To by sie nawet zgadzalo... Jezeli jest tu jakies sekretne przejscie, to moglo ono powstac duzo pozniej i dlatego nie ma go na mapie. Albo, po prostu, Huncwoci nie odkryli wszystkiego. Bylo wiele mozliwosci.
Zaczal krazyc po pokoju, dokladnie ogladajac sciany i obmyslajac inne strategie na wypadek, gdyby okazalo sie, ze nie odnajdzie tego, czego szukal. W najgorszym wypadku zarzuci na siebie peleryne niewidke i bedzie udawal, ze go tu nie ma. Moze Snape pomysli, ze udalo mu sie jakos stad uciec... Nie, to byl glupi plan. Mistrz Eliksirow byl zbyt inteligentny. Od razu moglby domyslic sie, ze to podstep i jeszcze bardziej ukarac Harry'ego. Zadrzal na sama mysl o tym i zaczal dokladnie ostukiwac sciany i polki. Dotarl do biblioteczki, o ktora rzucil nim Snape. Wiekszosc ksiazek lezala na podlodze. Jednak wsrod tych, ktore pozostaly na polce, Gryfon dostrzegl jedna, rozniaca sie od innych. Byla blyszczaca i pozbawiona jakichkolwiek napisow na grzbiecie. Gdy przesunal glowe, by lepiej jej sie przyjrzec, zauwazyl, ze za ksiazka ciagnie sie gruby, czarny sznur, ktory laczy ja ze sciana. Zaintrygowany zlapal ksiazke i pociagnal do siebie. Rozlegl sie zgrzyt i trzask. Harry odskoczyl, kiedy biblioteczka poruszyla sie i wysunela do przodu, a nastepnie przesunela na bok, ukazujac jego oczom pograzone w ciemnosci przejscie.
'Ha! A jednak!' - pomyslal triumfalnie.
-
