Nie, to idiotyczny pomysl.
Nagle uslyszal odlegly trzask i kroki. Spojrzal z przestrachem na drzwi i wstrzymal oddech. W chwili, kiedy w wejsciu pojawila sie ciemna sylwetka, Harry szybko spuscil wzrok i wbil go w porozrzucane na podlodze ksiazki.
Snape zamknal drzwi. Harry uslyszal kroki. Wyczul, ze Mistrz Eliksirow zatrzymal sie i spoglada na niego. Przelknal sline i zaryzykowal szybkie spojrzenie. Pierwsze, co rzucilo mu sie w oczy, to surowa, sciagnieta twarz mezczyzny, jednak nie dostrzegl w niej juz gniewu. Troche sie uspokoil widzac, ze Snape,, przynajmniej chwilowo, nie zamierza ciskac w niego klatwami. Ponownie spuscil wzrok, pragnac uciec przed tym przeszywajacym spojrzeniem, pod ktorym zawsze czul sie tak, jakby byl rozbierany do naga i poddawany ocenie.
Po chwili uslyszal, jak Snape wypowiada zaklecie i wszystkie ksiazki uniosly sie z pologi i poszybowaly z powrotem na swoje miejsca.
Harry nie poruszyl sie jednak. Stal tylko w przytlaczajacej ciszy i przyciskal do piersi zraniona reke.
- Co z twoja reka, Potter? - dobiegl go niski, spokojny glos nauczyciela. Zupelnie inny niz ten karzacy, ostry ton, ktorym uderzal w niego jeszcze nie tak dawno temu. Nie bylo w nim gniewu. Najwidoczniej wzburzone emocje juz go opuscily. Ale wypowiedzianych w zlosci slow nie dalo sie cofnac. Ani, tym bardzie, zapomniec o nich. Zalegly pomiedzy nimi, niczym piach w turbinach, powodujac otarcia, zgrzyty i w konsekwencji doprowadzajac do zniszczenia skomplikowanych ukladow. I pomimo ze nadal istnial cien szansy na spokojne usuniecie awarii, nalezalo postepowac niezwykle ostroznie. Kazdy falszywy ruch mogl pogrzebac te szanse...
Harry wzruszyl ramionami, nie podnoszac wzroku.
- Nic, co mogloby cie obchodzic - wycedzil, zanim zdazyl sie powstrzymac. Jednak Snape nie rozzloscil sie. Harry uslyszal, jak podchodzi do jednej z polek i przestawia stojace na niej butelki. Po chwili odglosy ucichly.
- Podejdz do mnie, Potter. - Glos mezczyzny zabrzmial chyba nieco... lagodniej. Przynajmniej tak mu sie wydawalo. Podniosl glowe i zobaczyl, ze Snape trzyma w dloni maly sloiczek. Nie poruszyl sie jednak. Nie potrafil sie do niego zblizyc. Nie po tym wszystkim.
Cofnal sie nieznacznie, kiedy mezczyzna ruszyl w jego strone, ale szybko wzial sie w garsc. Nie moze mu okazac, ze sie boi...
Snape zatrzymal sie przed nim i wyciagnal ku niemu dlon.
- Podaj mi reke, Potter - powiedzial.
Harry wstrzymal oddech. Patrzyl na smukla, blada dlon mezczyzny z mieszanina leku i ulgi. Snape najwidoczniej nie zamierzal mu zrobic krzywdy. Powoli podal mu pulsujaca bolesnie, drzaca reke, jednak nie potrafil spojrzec mu w oczy. Snape podciagnal rekaw jego koszuli. Nadgarstek Harry'ego byl siny, a na przedramieniu widniala dluga, biala rysa zdartej skory. Mistrz Eliksirow nabral w palce troche przezroczystej substancji i zaczal wcierac ja w posiniaczone miejsca. Harry skrzywil sie, a z ust wyrwal mu sie jek. Mezczyzna przerwal na chwile. Wzrok Gryfona mimowolnie powedrowal w gore i zobaczyl cos, czego jeszcze nigdy nie widzial. Twarz Severusa byla lagodna, zmarszczki wygladzily sie, a oczy... w oczach dostrzegl...
Zamrugal kilka razy z niedowierzaniem. Jednak w tym samym momencie mezczyzna wyczul jego wzrok i czarne oczy na powrot staly sie chlodne, a brwi zmarszczyly sie.
Ale wrazenie pozostalo. Wrazenie, ze Snape...
'Nie, musialo mi sie wydawac' - pomyslal Harry, kiedy kolejne uklucie bolu poslalo jego mysli w zupelnie innym kierunku. Rownoczesnie zaczal jednak odczuwac cos jeszcze - delikatne, chlodne pieczenie, ktore odpedzalo bol i orzezwialo jego zmysly. Zobaczyl na swojej rece
