Jakas fiolka lezala rozbita na podlodze, a jej zawartosc lsnila zielonkawo na kamiennych plytach. Polki na scianach uginaly sie od slojow z nieokreslona zawartoscia, roznokolorowych butelek i ksiazek w czarnych okladkach. Jednak zadna z tych rzeczy nie przyciagnela takiej uwagi Gryfona, jak stojaca w kacie pomieszczenia kamienna misa.
Wszedl do srodka i w tym samym momencie poczul sie tak, jakby przekroczyl magiczna bariere. Otaczala go magia, podobna do tej, jaka wyczuwal na Grimmauld Place. To miejsce bylo magicznie zapieczetowane, dlatego nie mogl zobaczyc go na mapie. Wyciagnal ja z kieszeni i dostrzegl, ze kropka z jego imieniem zniknela.
Teraz juz wszystko bylo jasne!
Nie schowal mapy, poniewaz chcial sprawdzac, kiedy wroci Snape, a nastepnie zabral sie do ogladania pomieszczenia. Podszedl do stojacej w kacie misy i az zachlysnal sie z wrazenia widzac, ze to... 'Druga myslodsiewnia?' - pomyslal, calkowicie zaintrygowany tym odkryciem. Jednak im dluzej wpatrywal sie w plywajace w niej mysli, tym bardziej mial wrazenie, ze cos jest z nimi nie w porzadku. Powoli podszedl jeszcze blizej i wtedy zrozumial. Mysli nie byly srebrnobialymi, wirujacymi wstegami. Te mialy zloty kolor i ksztalt splatanych nici. Byl tak zdumiony tym odkryciem, ze dopiero po chwili dotarlo do niego, ze prawdopodobnie znajduje sie w jakims... tajnym laboratorium Mistrza Eliksirow. I gdyby zostal tu nakryty... mogloby sie to dla niego bardzo zle skonczyc.
Chcial odwrocic sie i wyjsc, ale splatane, zlote mysli przyciagaly jego wzrok i nie potrafil oderwac od nich oczu.
Co Snape ukrywal? Po co mu dwie myslodsiewnie? Co bylo w tej? Domyslil sie, ze ta nie jest zwyczajna. Cichy glosik w jego glowie popychal go ku misie i nakazywal zajrzec do niej. Ale przeciez Snape moze za chwile wrocic i jezeli go tu nakryje...
Nie! Musi dowiedziec sie, dlaczego zostal tak potraktowany! Moze znajdzie tu odpowiedz...
Nie! Nie moze tego zrobic. Dobrze pamietal, do czego jego ciekawosc doprowadzila ostatnim razem. Teraz moglo byc jeszcze gorzej. Moglby stracic wszystko...
Z trudem oderwal wzrok i spojrzal na lezaca na stole ksiege. Jej stronice pokrywaly nieznane mu runy. Moze Hermiona potrafilaby je odczytac, ale dla niego wygladaly tylko jak bardzo dziwne znaczki. Przez chwile zalowal, ze nigdy nie uczyl sie tego przedmiotu.
Jego wzrok padl na roztrzaskana fiolke. To musialo sie stac niedawno...
Uderzylo go nagle zrozumienie. To pewnie dlatego Snape byl taki wsciekly. Harry musial mu przeszkodzic w tym, nad czym tu pracowal. Upuscil skladnik i wszystko moglo pojsc na marne. Moze przez to bedzie musial zaczac od poczatku? To jedyne, logiczne wyjasnienie...
Ale co to moglo byc? Moze jakies rzadkie lekarstwo? Albo silny eliksir, ktory trudno uwarzyc? Przeciez gdyby Harry przeszkodzil mu w przygotowaniu jakiegos zwyklego eliksiru, to Snape nie zareagowalby takim gwaltownym wybuchem. Wystarczyloby, zeby powiedzial, ze jest zajety i Harry by sobie poszedl. Nie musial wcale tak reagowac. Chyba ze... chyba ze nie chcial, zeby ktokolwiek sie o tym dowiedzial. Nawet Harry.
Cialem chlopca wstrzasnal dreszcz. Musi stad natychmiast wyjsc! I nie moze nigdy wspomniec o tym miejscu. To musi byc cos naprawde waznego, skoro Mistrz Eliksirow tak tego chronil.
Harry blyskawicznie znalazl sie na zewnatrz. Pociagnal ksiazke i biblioteczka wsunela sie na swoje miejsce. Probujac uspokoic nerwowo bijace serce, stanal w tym samym miejscu, w ktorym zostawil go Snape i czekal. Mysli klebily sie w jego glowie, ale juz nic madrego mu do niej nie przychodzilo. Nie potrafil zrozumiec, czym jest druga myslodsiewnia i co tajemniczego Snape robi w tym laboratorium.
Moze cos dla Voldemorta? Moze nie chcial tego robic i dlatego byl taki zly?
