dobrze, dopoki on zyje.
Harry nienawidzil w tej chwili Voldemorta bardziej, niz przez wszystkie te lata. Ten potwor odbieral mu wszystko, co bylo dla niego drogie. Najpierw rodzicow, pozniej Syriusza, a teraz... teraz odbieral mu Snape'a.
Zawsze, kiedy wydawalo sie, ze zaczyna byc lepiej, nagle pojawial sie ten mroczny cien i niszczyl wszystko, przecinal te cieniutka nic wiezi, zdmuchiwal zarzacy sie plomyk, deptal spokoj i radosc.
Harry wciaz pamietal, jak Snape wyrzucil go z komnaty, poniewaz dostal wezwanie od Voldemorta. A teraz to... Nie byloby tego, gdyby nie ten morderca! Nikt by nie ginal, ludzie nie zyliby w ciaglym strachu, a on i Snape mogliby byc razem...
Musi cos z tym zrobic! Za dlugo siedzial z zalozonymi rekami. Nie pozwoli, aby Voldemort niszczyl jego marzenia!
Dosyc tego!
- Zabije go - powiedzial nagle, wpatrujac sie w ogien oczyma plonacymi rownie intensywnie, jak drewno w kominku. Severus gwaltownie odwrocil glowe w jego strone, spogladajac na Harry'ego z zaskoczeniem. - Zabije Voldemorta - dodal Gryfon, powoli przenoszac zaciety wzrok na mezczyzne.
Snape rzucil Harry'emu bardzo dlugie, zamyslone spojrzenie. Patrzyl na niego tak, jakby chcial przedrzec sie przez jego cialo i odczytac wszystko wprost z jego duszy. Harry mial wrazenie, jakby byl poddawany ocenie, a wzrok Snape'a wypalal mu skore, pragnac zglebic jego mysli. Zaczal wiercic sie niespokojnie, czujac sie bardzo nieswojo pod wplywem tego spojrzenia. Po pewnym czasie Severus zaczerpnal tchu i zapytal:
- A jak zamierzasz to zrobic?
Nad tym Harry nie zdazyl sie zastanowic.
- Jeszcze nie wiem - odparl cicho i widzac szyderczy usmiech, ktory pojawil sie na twarzy Mistrza Eliksirow, dodal szybko - Ale znajde jakis sposob. Voldemort zaplaci za wszystko, chocby miala to byc ostatnia rzecz, jaka zrobie!
Zacietosc w jego glosie sprawila, ze Severus przestal patrzec na niego z kpina i zmarszczyl brwi.
- Czy mam to rozumiec jako twoja gotowosc do poswiecenia zycia, aby zabic Czarnego Pana?
Harry zacisnal usta i spuscil wzrok.
- Wiem, ze niewiele umiem, a on jest niezwykle potezny. Ale sprobuje i jezeli zgine... - spojrzal prosto w czarne jak bezgwiezdne niebo oczy Severusa - ...to przynajmniej zabiore go ze soba.
Zobaczyl, ze twarz Snape'a gwaltownie poszarzala, a jego brwi uniosly sie. Przez chwile w jego oczach Harry dostrzegl... strach. I cos na ksztalt... zaklopotania. Kiedy Gryfon zamrugal, wszystko zniknelo w ulamku sekundy. Snape wygladal, jakby przez jego glowe przewijaly sie jakies mysli. Patrzyl prosto przed siebie nieobecnym wzrokiem, jakby Harry nagle stal sie niewidzialny. Po kilku chwilach nagle potrzasnal glowa.
W oczach Gryfona wygladalo to tak, jakby mezczyzna sam sobie odpowiadal przeczaco na jakies pytanie. Ale moze bylo to zwykle odpedzenie nurtujacych mysli? Harry sam juz nie wiedzial, ale nie chcial teraz o tym myslec. Jego samego nurtowalo w tej chwili cos zupelnie innego. Westchnal i powiedzial smutnym, przygaszonym glosem:
- Nie chce umierac, ale wiem, ze walka z Voldemortem to moj obowiazek. I musze go wypelnic. Jezeli ja go nie pokonam, to nikt tego nie zrobi. I nie liczy sie nawet to, jak bardzo wolalbym byc z toba... - nie patrzyl na Severusa. Nie byl w stanie. - ...ale nie mam innego wyjscia.
Po jakims czasie cisze przerwalo prychniecie. Harry spojrzal z zaskoczeniem na Snape'a, ktorego twarz wyrazala jedynie surowa kpine.
- Oczywiscie. Uwielbiasz
