odgrywac bohatera, Potter. A prawda jest taka, ze jestes zwyklym durniem. - Glos Severusa byl ostry i klujacy. Wbijal sie w serce, niczym najostrzejszy sztylet. - Slawa tak ci uderzyla do glowy, ze juz sam nie wiesz, co mowisz.

Harry zjezyl sie. Nie pozwoli Snape'owi tak sie obrazac!

- Jestem Wybrancem! - niemal wykrzyknal, ale widzac mine Severusa, natychmiast zrozumial, ze sie zagalopowal i bardzo pozalowal, ze to powiedzial. To slowo dzialalo na Snape'a jak plachta na byka i jego twarz wyrazala w tej chwili jedynie bezwgledna pogarde.

- Ach, zapomnialem o tym szczegole. Wybraniec - Mistrz Eliksirow zdawal sie wypluc to slowo, jakby kaleczylo go w jezyk. - Pojdziesz na wojne, wykrzyczysz Czarnemu Panu, ze jestes Wybrancem, ziemia sie zatrzesie i wszyscy padna trupem.

Harry skrzywil sie. Zjadliwa kpina, ktora rzucil mu w twarz Mistrz Eliksirow, podzialala na niego, jak wiadro zimnej wody. Mial wrazenie, ze Snape przeszedl samego siebie. Nie zdazyl jednak nic odpowiedziec, poniewaz mezczyzna kontynuowal rownie zlosliwym, pelnym wscieklosci glosem:

- Nie udaloby ci sie nawet zranic Czarnego Pana. Nic nie umiesz. Zabilby cie, zanim zdazylbys wydac z siebie jakikolwiek dzwiek. Obojetne, jak szlachetne pobudki toba kieruja, cokolwiek sprobujesz zrobic, nie masz w starciu z nim zadnych szans.

Po pierwszym szoku, Harry poczul, jak jego serca dotykaja mrozne palce gniewu.

- Bardzo ci dziekuje - odgryzl sie. - Twoja wiara we mnie jest wzruszajaca.

- A twoja idiotyczna gryfonska pewnosc siebie jest godna pozalowania - odparl natychmiast Snape, wbijajac w Harry'ego pociemniale ze zlosci spojrzenie. - Chcesz isc zabic Czarnego Pana, a nie potrafisz rzucic nawet najprostszej klatwy.

- Rzucilem w zeszlym roku Crucio na Bellatrix - warknal Harry.

- Och, i myslisz, ze samo Crucio wystarczy przeciwko Czarnemu Panu i zastepom jego wiernych Smierciozercow? - Glos Mistrza Eliksirow ociekal cynizmem.

- Naucze sie tez innych zaklec - odparowal Gryfon. - Na przyklad... Legilimens Evocis.

Snape wygladal na zaskoczonego. Zamilkl, jakby na chwile stracil watek.

- Skad wiesz o tym zakleciu? - zapytal, marszczac groznie brwi.

- Tonks opowiadala nam o nim na Obronie. Mowila, ze Voldemort go uzywa, wiec dlaczego ja nie moge? Moglbys mnie go nauczyc... - zaproponowal niesmialo.

Snape zmruzyl oczy tak bardzo, iz zdawalo sie, ze zamienily sie w dwie, ziejace wsciekloscia, szparki.

- Wykluczone - ucial ostro.

- Dlaczego nie? - Harry nie dawal za wygrana. - Podobno, jezeli samemu potrafi sie je rzucic, to latwiej sie przed nim obronic. A jak mam to zrobic, jezeli nie bede go znal?

- Nie potrafiles nauczyc sie obrony przed zwykla Legilimencja, a chcialbys poradzic sobie z czyms takim? Nie rozsmieszaj mnie, Potter - parsknal mezczyzna, zwracajac twarz w strone kominka.

Harry zagryzl zeby i zacisnal piesci. Wyczuwal pod skora gotujacy sie gniew, ktory go parzyl i sprawial, ze z trudem nad soba panowal.

- Nie chce, by Voldemort rzucil na mnie to zaklecie. Wolalbym smierc, niz zycie w koszmarze! - wykrzyknal lamiacym sie glosem, gdyz przed oczami stanal mu obraz swych wlasnych, zalanych krwia dloni, a w uszach zabrzmial ochryply smiech.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату