Historie Magii. - A widziales, jak Hermiona sie ostatnio objada? Cos z nia nie tak. Zjadla dzisiaj dziesiec kanapek! Rozumiesz? Dziesiec! Przeciez to... Hej, Harry! Co sie z toba dzieje? Sluchasz mnie w ogole?

- Taaa... Hermiona zjadla dziesiec gumochlonow - wymamrotal Harry, myslami bedac bardzo, bardzo daleko. A dokladnie - w komnatach Snape'a.

Probowal wszystkiego, nawet wyobrazania sobie Filcha tanczacego walca z Pania Norris przy akompaniamencie chrapania Kla, ale nic nie pomagalo. Przesladowaly go wspomnienia. I sen, ktory mial w nocy. Cholera, akurat przedwczoraj skonczyl mu sie Eliksir Bezsennych Snow! I chcial wczoraj poprosic Snape'a o kolejna butelke, ale w zaistnialych okolicznosciach... coz, mozna powiedziec, ze calkowicie pochlonely go inne sprawy i nie mial czasu, by chociaz o tym pomyslec. Sen byl tylko rozmazanym kolazem nasuwajacych sie na siebie obrazow, ale dostatecznie wyraznym, by do tej pory dreczyly go mysli, ktore nawiedzily go zaraz po przebudzeniu. Pamietal, ze we snie Snape go... pieprzyl. Dokladnie tak samo, jak wczoraj. Mial wrazenie, jakby ogladal w myslodsiewni swoje wspomnienie. Ale na samym koncu, kiedy Harry opadl na kolana... Severus nie spuscil mu sie na twarz. Pochylil sie i... zaczal go calowac. Harry do tej pory pamietal cierpki smak warg, ktore delikatnie napieraly na jego usta. Kiedy to sobie przypominal, jego zoladek przewracal sie. A kiedy sie obudzil... byl tak zaszokowany i podniecony, ze niewiele myslac, dokonczyl dziela i przy akompaniamencie bezglosnych jekow, doszedl w swoja reke.

Pozniej lezal dlugo i probowal zapanowac nad metlikiem w glowie. Zastanawial sie, dlaczego mu sie to przysnilo. Moze dlatego, ze Snape nigdy mu tego nie dal? Ale przeciez pamietal swoje wczorajsze podniecenie. Pamietal swoje dzikie pragnienie. Nie akceptowal go, ale staral sie zrozumiec. Probowal z nim walczyc, ale wiedzial, ze jest na przegranej pozycji. Lubil to i nie mogl temu zaprzeczyc. Wiec dlaczego snila mu sie... czulosc? Myslal, ze tego nie potrzebuje... Ale uderzyly go wspomnienia. Walka o kazde przytulenie, o pocalunek, o poczucie bliskosci. Chwiejne kroki, ktore stawial, pomimo porywistego wiatru i wszelkich przeciwnosci. I caly czas do tego dazyl, tak bardzo tego pragnal. Dlaczego tak mu na tym zalezalo, skoro podobno lubil... brutalnosc?

Siegnal glebiej. Przypomnial sobie to upojenie, kiedy pieprzyl sie na Severusie przed napascia. Pamietal swoj wstyd i... podniecenie. Wiec dlaczego wtedy rzucil sie, zeby go pocalowac? To bylo silniejsze od niego.

Tak jak gdyby to wszystko bylo w jakis dziwny sposob polaczone, splatane ze soba. Tak bardzo, iz wydawalo sie jednym i tym samym. Przypominalo oplatajace sie naprzemiennie dwie lodygi bluszczu. Pamietal taki obrazek - okrag, ktory falujaca linia dzielila na dwie czesci - biala i czarna. A w kazdej z nich znajdowal sie malenki otwor w kolorze tej drugiej polowki - niby oko. Wygladaly, jakby tanczyly wokol siebie, oplataly sie, przenikaly. Tworzyly jednosc. Nie pamietal, co oznaczal ten znak, ale tak wlasnie wyobrazal sobie swoje uczucia.

Rozwiazanie lezalo gdzies posrodku. I za kazdym razem, kiedy sie do niego zblizal, ono zdawalo sie umykac. Probowal zrozumiec, ale kazda mysl natychmiast rozbijala sie w chaosie, ktory panowal w jego glowie.

Ron szturchnal go.

- Tak, masz racje - wymamrotal Harry, wynurzajac sie z glebin przemyslen.

- Z czym? - zapytal zdziwiony przyjaciel. - Przeciez nic nie mowilem.

- Co? - Harry zamrugal kilka razy, probujac zorientowac sie w sytuacji.

- Jestes jakis nieobecny, Harry - powiedzial Ron, lustrujac przyjaciela wzrokiem. - Dziwnie sie dzisiaj zachowujesz. W ogole nie sluchasz, co do ciebie mowie. I na dodatek w ogole nie przejmujesz sie tym, ze jestesmy juz spoznieni na lekcje.

- Na lekcje? - zapytal Gryfon, wciaz czujac sie tak, jakby oberwal zakleciem Confundus.

Ron przewrocil oczami.

- Na Historie Magii. A co myslales? Ze idziemy na obiad?

- Nie jestem glodny - wymamrotal Harry, probujac skupic uwage na konwersacji i walczac z wyciagajacymi swe macki myslami.

Ron zatrzymal sie i popatrzyl na niego z namyslem, przekrzywiajac glowe.

- Twoje zachowanie to pewnie sprawka Snape'a - oswiadczyl po chwili.

Harry caly zesztywnial i poczul, ze jego twarz zaczyna plonac. Zatrzymal sie gwaltownie. Przez chwile mial wrazenie, ze caly swiat rozsypal sie w drobny pyl. Przez jego glowe przebieglo tysiac mysli na raz.

Skad on wie? Domyslil sie? Hermiona odzyskala pamiec i powiedziala mu? A moze odkryl...?

- Jestem pewien, ze dosypal ci na szlabanie czegos do napoju. Jakas trucizne albo eliksir oszalamiajacy. Z zemsty za to, co mu powiedziales na lekcji. Wiesz przeciez, jaki jest Snape.

Harry poczul taka ulge, ze ugiely sie pod nim kolana. Usmiechnal sie mimowolnie. Ale szybko

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату