krazyly wokol Severusa. Podniosl glowe i zobaczyl, ze mezczyzna trzyma w reku ksiazke. Harry wytezyl wzrok, zeby odczytac tytul:
Mistrz Eliksirow opuscil nieco ksiazke i Harry nie zdazyl przeczytac reszty. Jego serce zabilo mocniej. Przypomnial sobie tomy, ktore wyniosl z Dzialu Ksiag Zakazanych, a ktore co do jednej okazaly sie zupelnie bezuzyteczne. Ale Severus... on powinien wiedziec, co jest warte przeczytania. Moze moglby nawet mu pomoc... Harry mial tyle pytan. Do kogo mialby z tym pojsc? Do Tonks? Od razu zaczelaby drazyc temat, dlaczego Harry interesuje sie Czarna Magia. Wiedzial, ze Snape juz raz odmowil, ale moze gdyby umiejetnie poprowadzil rozmowe... moze dowiedzialby sie czegokolwiek, co by mu pomoglo.
- To ksiazka o Czarnej Magii? - zapytal, przerywajac tym samym panujaca w pomieszczeniu cisze. Severus spojrzal znad lektury.
- Jak sie tego domysliles, Potter? - parsknal. Harry wiedzial, ze wystawia cierpliwosc Severusa na coraz ciezsza probe, ale
- Ja slyszalem... to znaczy Moody opowiadal nam na czwartym roku o Zakleciach Niewybaczalnych. Mowil, ze aby je rzucic, trzeba naprawde tego chciec. I ze nikt z nas nie bylby w stanie tego zrobic. Czy to sie tyczy tylko Zaklec Niewybaczalnych, czy tak samo jest ze wszystkimi klatwami, nawet tymi najzwyklejszymi?
Harry zobaczyl zainteresowanie na twarzy mezczyzny. Tak jakby w koncu trafil na temat, ktory byl wart jego uwagi. Severus przez chwile patrzyl na niego z namyslem, a nastepnie odlozyl ksiazke, splotl dlonie i odparl:
- Czarna Magia rzadzi sie takimi samymi prawami, jak kazdy inny rodzaj magii. Zeby rzucic jakiekolwiek zaklecie, nawet tak proste jak
- Czyli to prawda... - Harry zdawal sie byc pograzony w myslach. - Zeby rzucic klatwe, trzeba miec dusze przezarta zlem?
Severus zmarszczyl brwi.
- Dlaczego tak uwazasz?
Harry zarumienil sie.
- Ja... przeczytalem to gdzies.
Przez chwile mezczyzna lustrowal go uwaznym spojrzeniem.
- Skoro i tak nie potrafisz sie powstrzymac przez kradzieza ksiazek z zakazanego dzialu...
- To nie byla kradziez! - wpadl mu w slowo Harry.
- ...to przynajmniej postaraj sie brac takie, ktore maja jakakolwiek naukowa wartosc, a nie brednie nawiedzonych czarnoksieznikow, ktorzy zyli setki lat temu i nie odrozniali swojego odbicia w lustrze od wroga. Jest bardzo wiele rzetelnie napisanych podrecznikow Czarnej Magii.
- Na przyklad jakie? - zapytal szybko Harry.
Severus spojrzal na niego z kpina.
- Probujesz byc przebiegly, Potter?
Harry zagryzl warge. Nie bylo w ogole sensu probowac podejsc Severusa.
- No to skad mam wiedziec, ktore ksiazki sa dobre?
- Poniewaz zajecia z Obrony Przed Czarna Magia prowadzi rozowowlosa ignorantka i niezdara, ktora z Aurora ma tyle, ile McGonagall z wili. A na lekcjach, zamiast prawdziwej Czarnej Magii, uczy was tylko, jak bronic sie przed druzgotkami czy mantykorami.
- To nieprawda! - oburzyl sie Harry. - Tonks jest tysiac razy lepsza od Umbridge. Moze nie tak dobra, jak Moody czy Lupin, ale uwazam, ze jest naprawde swietna nauczycielka. Ostatnio opowiadala nam o najniebezpieczniejszych klatwach, ktorych moze uzywac Voldemort, a ktore nie zostaly zaliczone do Zaklec Niewybaczalnych. Uczymy sie tez mnostwa zaklec obronnych.
Severus parsknal cicho, a nastepnie pochylil sie w fotelu, mruzac niebezpiecznie oczy.
- Zaklecia obronne? Nie rozsmieszaj mnie, Potter. Zamiast przygotowywac was do wojny, uczy jak odpierac ataki i chowac sie za plecami innych. Nie pokonasz Czarnego Pana rzucajac na niego
