niemozliwie piekne.
Harry zamrugal kilka razy, jakby probowal sam siebie przekonac, ze to, co widzi, nie jest iluzja.
- W takim razie musisz bardzo uwazac, Potter - rzekl w koncu Severus. - Jezeli tak bardzo bedziesz lubil swojego nauczyciela, to mozesz w koncu... oblac.
Harry poczul, ze sie rumieni.
- Podejme to ryzyko - odparl cicho, patrzac Severusowi prosto w oczy. Wydawalo sie, ze na ulamek sekundy wszystko sie zatrzymalo. Harry nie wiedzial, ktory z nich pierwszy odwrocil wzrok. Zdawal sobie tylko sprawe z tego, ze jego usta ponownie przejely kontrole i zaczely mowic bez udzialu jego woli, tak jakby za wszelka cene chcialy zapelnic cisze i pozbyc sie tego dziwnego napiecia.
- Zreszta rownie dobrze moglbym oblac kazdy inny przedmiot. Nie jestem tak dobry jak Hermiona. Nie pochlaniam wiedzy tak szybko i mam problemy z koncentracja, ale kiedy naprawde chce, to potrafie. Tak jak w moim ostatnim wypracowaniu z Eliksirow... do ktorego sie przylozylem i poswiecilem mu duzo czasu. Ale oczywiscie musialem sie pomylic i wszystko spieprzyc. Nic nie umiem zrobic dobrze. - Westchnal. - Moze nastepnym razem... - urwal, widzac jak Snape podnosi sie ze swojego miejsca i podchodzi do szafki. Wyjal z niej kawalek pergaminu i polozyl go na stoliku, siadajac ponownie w fotelu. Harry spojrzal na pergamin, a jego oczy rozszerzyly sie gwaltownie. Przed nim lezalo... jego wypracowanie. Wypracowanie, ktore powinno teraz gnic gdzies na dnie kosza. Wszystkie zagiecia zostaly wygladzone, a na samym dole widniala ocena:
Dopiero po chwili zorientowal sie, ze ma szeroko otwarte usta. Spojrzal na Snape'a z niedowierzaniem. Twarz mezczyzny byla nieporuszona.
- A jednak sprawdziles... - Na jego usta wyplynal radosny usmiech. - Och, Severusie... Naprawde uwazasz, ze jest takie dobre? Bardzo sie staralem.
Snape skrzywil sie, wyraznie zirytowany.
- Jezeli ten glupi usmiech nie zniknie zaraz z twojej twarzy, to bardzo szybko moge przywrocic ci poprzednia ocene, Potter.
Harry szybko ukryl usmiech, ale nie potrafil zdusic plomienia radosci, ktory tanczyl w jego brzuchu. Gwaltownie podniosl sie z fotela i okrazyl stolik, a nastepnie uklakl przed Severusem, objal go ramionami w pasie i przytulil policzek do jego klatki piersiowej.
- Dziekuje - powiedzial cicho, usmiechajac sie do siebie. Slyszal dziwnie plytki oddech mezczyzny i bicie jego serca. Czul chlod jego ciala. Tak bardzo za tym tesknil... Jego szata byla przesiaknieta zapachem jakiegos gorzkiego ziola. Pewnie niedawno warzyl eliksir. Ale to nic nowego, on zawsze warzyl jakis eliksir... Scisnal go mocniej, przesuwajac twarz i wtulajac ja w czarna, szorstka tkanine. Ogarnela go ciemnosc. Cicha i przyjemna. A takze - mimo wszystko - ciepla...
Przez jakis czas panowala cisza. Po chwili jednak, poprzez cieple oddechy i miekkie bicie serca, przebil sie chlodny glos Severusa:
- Dalem ci zadanie, Potter. Zapomniales juz?
Harry mruknal niepocieszony. Uniosl rozgrzana twarz i spojrzal wprost w przygladajace mu sie z gory lagodnie zmruzone oczy.
- A wiesz, ze... ze niedlugo mam mecz? To oznacza, ze
Severus uniosl brew.
- W takim razie bede zmuszony odwolac do tego czasu nasze szlabany, panie Potter.
- Bardzo smieszne - wymamrotal. - Przeciez zawsze mozemy ze soba porozmawiac.
Snape poslal mu kpiace spojrzenie, ale Harry je zignorowal.
- Przyjdziesz na mecz, zeby mnie zobaczyc? - zapytal z nadzieja.
- Bede w tym czasie absolutnie zajety.
- Szkoda - burknal Harry, coraz bardziej zrezygnowany. Ale w tym samym momencie przyszla mu do glowy pewna mysl. - A moze to i lepiej, bo gdybys przyszedl, to nie moglbym sie skupic na zlapaniu znicza i pewnie bysmy przegrali.
Snape spojrzal na niego z namyslem.
- Wiec mozliwe, ze jeszcze sie zastanowie.
Harry ukryl usmiech, ponownie przyciskajac twarz do szorstkiej szaty.
- Czy mozesz juz wrocic na miejsce, Potter i zajac sie w koncu tym, co powinienes robic? - uslyszal nad glowa szorstki glos Severusa. Harry skrzywil sie. To jasne, ze wolal byc blisko niego i go przytulac, a nie siedziec i przepisywac trzysta razy jakies zdanie. Ale jeszcze troche... jeszcze chociaz troche. Podniosl sie z kolan i wyprostowal. Przez chwile stal tylko i patrzyl na mezczyzne, ale potem cos przejelo nad nim kontrole i kazalo mu pochylic sie, oplesc ramionami szyje Snape'a i delikatnie pocalowac go w policzek.
Wciagnal gleboko w pluca ten charakterystyczny zapach ziol i pizma, po czym westchnal i odsunal sie. Nie spojrzal na twarz mezczyzny, kiedy odwrocil sie, by powrocic na swoje miejsce. Wyczuwal jedynie na sobie jego intensywny wzrok.
Wzial do reki pioro i spojrzal na lezacy przed soba pergamin. Nie potrafil zmusic sie do napisania chociazby jednego slowa. Jego mysli wciaz
