pokryla sie wysypka, biegal po jadalni i wrzeszczal jak opetany. Zamkneli mnie za to na tydzien w komorce. Mysleli, ze sie przejme... - zawiesil na chwile glos, zatracajac sie we wspomnieniu. - Ale ja dostrzegalem dobre strony calej sytuacji. Przynajmniej nie musialem ogladac jego paskudnej geby az do konca wakacji. A kiedy mnie juz wypuscili, Dudley musial byc bardzo rozczarowany, widzac mnie w dobrym nastroju. Zaloze sie o wszystkie galeony, ze pewnie mial nadzieje zobaczyc mnie przerazonego i skruszonego. Ale ja tylko stalem tam i smialem sie z niego. - Zachichotal na wspomnienie kuzyna, biegajacego po domu i wykrzykujacego, ze Harry oszalal.
Severus patrzyl na niego bez slowa.
- Fascynujace - powiedzial wreszcie z przekasem. - Kto by pomyslal, ze Chlopiec, Ktory Przezyl lubi dreczyc niewinnych kuzynow.
- Dudley z cala pewnoscia nie jest niewinny. To on razem ze swoimi glupimi kolegami uwielbia dreczyc innych. A kiedy tylko wchodzilem mu w droge, od razu lecial na skarge do rodzicow, dlatego wiekszosc czasu spedzalem zamkniety w pokoju albo komorce, w zaleznosci od ich nastroju - powiedzial beztrosko Harry.
Mezczyzna przygladal mu sie z zaciekawieniem.
- Dlaczego cie tam zamykali?
- Zawsze uwazalem, ze w ten sposob udawali, ze nie istnieje. - Na jego usta wyplynal blady usmiech, ktory jednakze nie siegnal oczu.
Pomiedzy brwiami Severusa pojawila sie zmarszczka, a oczy zwezily sie. W powietrzu zawislo krepujace milczenie. Harry zalowal, ze to powiedzial. Chcial czym predzej przerwac te denerwujaca cisze. Otworzyl usta, ale Snape uprzedzil go. Odchrzaknal i oznajmil:
- Jezeli juz skonczyles opowiadac mi zadziwiajace koleje swojego zycia, to bierz sie do pracy.
Harry skrzywil sie.
- Myslalem, ze moze jestes chociaz troche ciekawy... no wiesz... tego, jaki bylem. Nie chcesz sie o mnie niczego dowiedziec? Ja bardzo chcialbym wiedziec, jaki byles w mlodosci, co lubiles robic, jak sie uczyles.
Severus spojrzal na niego przeciagle.
- Bylem podly, lubilem dreczyc innych uczniow, uczylem sie doskonale. Jeszcze jakies pytania, Potter?
Harry westchnal. Skoro Snape nie chce mu wyjawic niczego o sobie, to poslucha, co Harry ma do powiedzenia. W koncu, jak to okreslila Luna, sa para... Musza sie lepiej poznac. Ignorujac zniecierpliwione spojrzenie mezczyzny, spojrzal w ogien i odezwal sie:
- Ja lubie grac w szachy albo eksplodujacego durnia. Uwielbiam piwo kremowe. O wiele bardziej, niz... - Probowal przypomniec sobie nazwe alkoholu, ktorym ostatnio poczestowal go Severus. - ...niz Martini. Moglbys czasami przygotowac dla mnie piwo kremowe. Najlepiej z cynamonem. Zauwazylem, ze ty wolisz nieco... mocniejsze alkohole, prawda? Na przyklad to takie bursztynowe...
- Whisky - podpowiedzial Severus, tak jakby nie mogl juz sluchac niepoprawnego paplania Gryfona. - To sie nazywa whisky.
- Naprawde? Musze tego kiedys sprobowac. Ciekawe, jak smakuje.
- Wykluczone. Masz na to za slaba glowe. Zreszta watpie, aby ci zasmakowalo.
- A to zielone?
Severus zmarszczyl brwi, tak jakby zastanawial sie, o co 'zielone' moze tym razem chodzic.
- Absynt?
- Ladna nazwa. - Harry wyszczerzyl sie. - Zaloze sie, ze musi tez dobrze smakowac.
- Absynt to mieszanka kilku ziol, w tym mocno halucynogennego piolunu. Watpie, czy bylbys w stanie wypic chociaz lyk.
- Ale ty to pijesz! - obruszyl sie Harry. - Wiec nie moze byc takie zle.
- Nie pije tego. To tylko... zreszta, dlaczego mam ci sie tlumaczyc, Potter? Nie pozwole ci tego nawet dotknac.
- A pozwolisz mi dotknac... czegos innego? - zapytal Harry, a jego oczy zablysly z podniecenia.
Severus przewrocil oczami, ale Harry nie mogl nie zauwazyc lekkiego usmiechu, ktory staral sie ukryc.
- Co jeszcze? - zastanowil sie. - Aha, lubie tez grac w Quidditcha. Szkoda, ze ostatnio prawie w ogole nie chodzisz na mecze. Tak prawde mowiac, to nigdy nie widzialem, zebys latal na miotle...
- I nie mysl, ze kiedykolwiek zobaczysz - mruknal Severus, marszczac brwi.
- Szkoda... Bo to naprawde fantastyczne. Nawet sobie nie wyobrazasz, jakie to uczucie, kiedy nurkuje za Zniczem. Czuje sie wtedy taki... wolny, tak jakbym mogl zrobic wszystko. I jestem pewien,
