sie go zdobyc. - Jego oczy blyszczaly, kiedy opowiadal, zapatrzony w ogien, ktorego nie widzial. Mial wrazenie, ze jest na boisku, wiatr chlosta jego twarz, a w dloni trzepocze mala, zlota pilka. - I wiesz... to wszystko jest niczym w porownaniu z tym, co czuje... kiedy jestem z toba - dokonczyl. Nie wiedzial, dlaczego to powiedzial. Ale musial. Jak gdyby slowa splywaly prosto do ust bez udzialu woli. - I czasami, kiedy dlugo sie nie widzimy... czuje sie tak, jakby ten Znicz sie ode mnie oddalal, uciekal mi... a ja nie moge go dogonic. Chociaz bardzo chce. I tak bardzo wtedy tesknie... - zajaknal sie, uswiadomiwszy sobie, ze zaczyna belkotac. To nie byly zbyt bezpieczne tematy. Musial znalezc cos bardziej neutralnego. Odchrzaknal i nie potrafiac zmusic sie, by spojrzec teraz na Severusa, kontynuowal. - Ty sie pewnie czujesz tak samo, kiedy warzysz jakis wyjatkowo trudny eliksir? I kiedy po wielu wysilkach w koncu ci sie udaje... tez czujesz taka rozsadzajaca cie od srodka radosc... prawda? - dokonczyl cicho i dopiero teraz spojrzal na mezczyzne.
- To raczej satysfakcja, niz radosc - odparl Severus. - Poniewaz warzenie eliksiru to nie poscig. Tutaj liczy sie kazdy ruch, kazda kropla. Najwazniejsze jest skupienie, dokladnosc. Oczekiwanie na odpowiedni moment. Przypomina bardziej... polowanie. Wszystko musi sie dziac w odpowiedniej chwili i w odpowiedniej proporcji. Poniewaz wiesz, ze kazdy niewlasciwy ruch moze sie skonczyc katastrofa. To bardzo dluga i wymagajaca niezwyklej cierpliwosci sztuka. Latanie na miotle za zlota pileczka nie wymaga niczego poza zrecznoscia.
- Nieprawda - oburzyl sie Harry. - Do tego tez potrzeba niezwyklej cierpliwosci. Zreszta, nie w tym rzecz. Wazne jest uczucie, ktore nadchodzi, kiedy jest juz po wszystkim. To niemozliwe, zeby po kilku miesiacach takiej pracy, gdzie kazda pomylka moze sie skonczyc bardzo zle, gdy w koncu udaje ci sie uwarzyc poprawny eliksir... nie odczuwac zadnej radosci.
Severus patrzyl na niego dosyc dlugo, zanim odpowiedzial:
- To wszystko zalezy od rodzaju i przeznaczenia eliksiru. Kiedy koncze warzyc kolejne lekarstwo dla Pomfrey, trudno odczuwac cos poza nuzaca satysfakcja.
- A jak dlugo wlasciwie warzy sie te najtrudniejsze eliksiry?
- Bardzo dlugo, Potter. Jestem pewien, ze w tym czasie zdolalbys zlapac swoja zlota pileczke kilka tysiecy razy.
Harry rozszerzyl oczy.
- Naprawde? Az tak dlugo? Dluzej niz Eliksir Wielosokowy?
- O wiele dluzej.
Harry zamyslil sie. Przypomnial mu sie wywar, ktory zobaczyl w tajnym laboratorium Snape'a. Ciekawe, czy to jeden z takich...?
- A... - zajaknal sie. - A czy warzysz teraz jakis trudny eliksir?
Wyraz oczu Severusa zmienil sie. Nagle pojawil sie w nich niesamowity blask.
- Owszem - odparl cicho.
Harry'ego przeszyl chlod. Mial wrazenie, jakby do salonu wpadl zimny wiatr, a przeciez to bylo niemozliwe. Byl zaskoczony reakcja, jaka jego pytanie wywolalo na twarzy mezczyzny.
- A... czy dlugo bedziesz go jeszcze warzyl?
Blask w oczach Severusa na chwile przygasl, a jego oblicze przecial cien. Odwrocil glowe w strone kominka. Wygladalo, jakby zastanawial sie nad odpowiedzia. W koncu, po kilku chwilach napietej ciszy, odparl:
- Tyle, ile potrzeba.
Harry zmarszczyl brwi. To byla dziwna odpowiedz... Mial ochote jeszcze o cos zapytac, ale z twarzy Mistrza Eliksirow wyczytal, ze ten temat dobiegl konca. Nagle zrobilo sie nieprzyjemnie chlodno. Nie wiedzial, skad takie wrazenie, ale bardzo nie chcial dalej sie tak czuc. Odetchnal gleboko i usilowal przywolac na twarz beztroski usmiech. Goraczkowo poszukiwal czegos bardziej neutralnego i bezpiecznego.
- Czy poza mna rozmawiasz czasami z kims innym? No wiesz, o takich blahych rzeczach. O samopoczuciu, o tym, co ci sie przytrafilo danego dnia, o tym, 'jakimi idiotami sa ci pierwszoroczniacy i kto ich w ogole przyjal do tej szkoly'?
Severus poslal mu dlugie, nieodgadnione spojrzenie.
- Ja nikogo nie lubie, Potter. Mnie tez nikt nie lubi, wiec niby o czym i z kim mialbym rozmawiac? Zreszta uwazam, ze w tej szkole nie tylko pierwszoroczniacy sa idiotami.
- Ja cie lubie - odparl szybko Harry. - Dlatego mozesz ze mna rozmawiac o wszystkim - usmiechnal sie.
- Doprawdy? O zastosowaniu leukocytow z krwi buchorozcow w produkcji eksperymentalnych eliksirow odtruwajacych takze?
Usta Harry'ego zareagowaly samoczynnie i juz mialy zamiar ulozyc sie w pytanie 'Co?', ale w ostatniej chwili udalo mu sie je powstrzymac i zamiast tego odparl:
- Jasne. Jak tylko dasz mi troche czasu na przeczytanie kilku ksiazek na temat leukocytow, krwi buchorozcow i eliksirow odtruwajacych. - Przegral walke z ustami, ktore rozciagnely sie w usmiechu.
Brwi Mistrza Eliksirow uniosly sie lekko. Wygladal, jakby chcial cos powiedziec, ale zamknal usta i tylko pokrecil glowa.
