Harry stal pod drzwiami i wahal sie. Co mial teraz zrobic? Wyjsc? Przylaczyc sie do niego? Moze powinien cos powiedziec? Mial calkowita pustke w glowie. Jedynym co zajmowalo jego umysl bylo wspomnienie jezyka Snape'a wedrujacego po skorze i goracego dotyku wokol swojego palca. Na jego usta wyplynal lekki usmiech, ktorego nie potrafil i nawet nie staral sie powstrzymac. Dlaczego mial wrazenie, ze wszystko wokol niego nabralo barw? Cieplych, soczystych, radosnych barw.

Spojrzal na swoj wciaz nieznacznie lsniacy palec i przymknal oczy, wzdychajac lekko.

Dopiero wtedy panujaca w pomieszczeniu cisze przerwal surowy glos Severusa, ktory przecial rozgrzane powietrze:

- No siadaj wreszcie.

Pozwolil, by na jego usta wyplynal jeszcze szerszy usmiech.

***

Harry lezal w lozku i patrzyl na Mape Huncwotow. Obserwowal jeden punkt, ktory od czasu do czasu znikal z mapy, a pozniej ponownie sie na niej pojawial. Na jego ustach igral cieply usmiech, a oczy blyszczaly lagodnie. W pamieci wciaz przewijaly mu sie obrazy. Jezyk Snape'a na jego ramieniu. Wargi Snape'a na skorze. Palec Harry'ego w goracym wnetrzu ust Severusa. Zamglony, nieobecny wzrok mezczyzny.

I to uczucie, ktore wciaz krazylo w jego zylach i rozlewalo sie po skorze.

Szczescie.

Kropka pojawila sie na mapie i Harry usmiechnal sie do siebie.

- Co ty tam warzysz, Severusie? - wyszeptal cicho. Nie wiedzial, jak dlugo tak sie wpatruje, .moze godzine albo dwie, ale byl juz bardzo zmeczony.

Kropka zniknela ponownie. Harry odlozyl mape pod poduszke i wyjal spod niej zielony kamien. Zacisnal go w dloni i wyslal wiadomosc:

Dobranoc, Severusie. Zasypiam z twoja twarza przed oczami.

I byla to prawda.

*

Wokol panowala ciemnosc. Gesta i nieprzenikniona. Niemal lepka.

Harry spojrzal na swoje dlonie. Nie wiedzial, jak to bylo mozliwe, ale dobrze je widzial. Tak, jakby oswietlalo je nieistniejace swiatlo. W otaczajacej go ciszy rozlegl sie odglos krokow. Zdawaly sie rozbrzmiewac wszedzie wokol niego, odbijac echem od niewidzialnym scian i powracac. Rozgladal sie w ciemnosci, ale nie widzial absolutnie niczego.

Kroki zblizaly sie.

Odwrocil sie i dopiero wtedy dostrzegl blada twarz przypominajaca maske Smierciozercy. Zamrugal kilka razy.

Nie, tylko mu sie wydawalo. To byl Severus. Na usta Harry'ego wyplynal pelen ulgi usmiech. Mezczyzna wbijal w niego plonace intensywnoscia spojrzenie i kierowal sie wprost ku niemu. Wygladal niczym nietoperz, ktory wynurzyl sie z ciemnosci aby zaatakowac swa ofiare, lopoczac peleryna niczym skrzydlami.

Harry cofnal sie mimowolnie, ale przeciez nie mial sie czego bac. Usmiechnal sie niepewnie.

- Co my tu ro...? - Chcial zadac pytanie, ale nie zdazyl, poniewaz Snape skoczyl ku niemu i przycisnal go do sciany, ktora nagle wyrosla za jego plecami. Na chwile stracil dech i nie byl w stanie nawet jeknac, kiedy mezczyzna wpil sie ustami w jego szyje. Dopiero kiedy do jego pluc wdarlo sie powietrze, z ust wydobyl sie pomruk pelen zaskoczenia, ale takze przyjemnosci. Przed oczami pojawily mu sie iskry, jak gdyby usta Severusa byly zapalnikiem, ktory rozpalil w Harrym wszystko. Zamknal oczy i odchylil glowe, pozwalajac, by mezczyzna ssal i kasal jego rozgrzana skore, calkowicie poddajac sie coraz intensywniejszym i... bolesniejszym doznaniom.

Zakwilil, czujac nagle pieczenie. Szarpnal glowa, ale rece Severusa trzymaly go mocno, a usta zachlannie ssaly wrazliwe miejsce.

Kolejne smagniecie bolu i wrazenie, jakby cos splywalo po jego skorze.

- Nie - zajeczal, wiercac sie i probujac odepchnac Severusa. Otworzyl oczy i zobaczyl, ze mezczyzna odsuwa sie od jego szyi. Kiedy uniosl twarz i spojrzal na Harry'ego, chlopak poczul, jakby cos ciezkiego opadlo mu do zoladka, cale cialo zdretwialo z przerazenia, a pluca nagle odmowily wspolpracy.

To nie byl Severus! To byl... Voldemort! Z krwia Harry'ego wokol ust, splywajaca po brodzie i lsniaca na wyszczerzonych w usmiechu zebach.

- Co sie stalo, chlopcze? - wysyczal, mruzac czerwone oczy. - Przeciez lubisz bol.

Nie, to nie mogla byc prawda! Harry gwaltownie zacisnal powieki i zaczal krecic glowa. Z pewnoscia, kiedy je otworzy, zobaczy Severusa. Musi zobaczyc!

Poczul, ze caly drzy. Ogarnelo go przerazenie tak wielkie, iz mial trudnosci z oddychaniem. Zaczal sie dusic.

Kiedy otworzyl oczy, zasnuwala je mlecznobiala mgielka, rozmazujac upiorny widok. Voldemort nie zniknal. Nadal przyciskal go do sciany i usmiechal sie triumfalnie.

Harry rozejrzal sie, szukajac ratunku.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату