gabinetu dyrektora.
- Potter! - Glos McGonagall zatrzymal go na miejscu.
- Tak, pani profesor? - Odwrocil sie do niej.
- Nie zapomniales o czyms?
Harry zmarszczyl brwi. Chroniczne zmeczenie wcale nie pomagalo szybciej kojarzyc.
- Glutki-ciagutki - powiedziala nauczycielka. Harry wytrzeszczyl oczy.
- Co?
McGonagall przewrocila oczami.
- Haslo, panie Potter. A teraz pospiesz sie - dodala. - I idz dzisiaj wczesniej spac.
Harry pokiwal glowa i ruszyl korytarzem.
Cholera! Skoro ona zauwazyla, to Snape pewnie tez sie juz zorientowal.
Szlag!
I czego chce od niego Dumbledore? Czy podczas wyprawy przydarzylo sie cos nieoczekiwanego? Czy odkryl cos, o czym natychmiast musi powiedziec Harry'emu? Powodow moglo byc tysiace. Zreszta, Harry bardzo chetnie dowiedzialby sie, jak przebiegaja walki.
Kiedy wszedl do gabinetu, dyrektor siedzial w swoim fotelu. Wygladal na o wiele bardziej zmeczonego, niz przed wyjazdem. Cienie pod dziwnie wyblaklymi oczami powiekszyly sie, a twarz pokrywala siec glebokich zmarszczek.
- Witaj, Harry - powiedzial. Jego glos byl zdarty i chropowaty, jakby stracil caly swoj wigor. - Usiadz.
Chlopak wykonal polecenie i czekal z niecierpliwoscia. Dumbledore oparl sie na krzesle i wbil w niego powazne spojrzenie.
- Jak sie trzymasz, Harry?
Chlopak wytrzeszczyl oczy.
- Ee... calkiem dobrze, profesorze.
- Nie wygladasz najlepiej.
'Podobnie jak pan' - pomyslal, ale nie powiedzial tego glosno.
- Mialem ostatnio duzo nauki.
Dyrektor pokiwal w zamysleniu glowa.
- Jak zapewne zauwazyles, moj wyjazd nieco sie przedluzyl. Mam nadzieje, ze nie wydarzylo sie nic... nietypowego podczas mojej nieobecnosci. Nic, o czym powinienes mi powiedziec, Harry? - Mezczyzna spojrzal na niego ponad swoimi okularami-polowkami.
Gryfon potrzasnal glowa.
- Nie, wszystko w porzadku, profesorze. Nie wydarzylo sie nic... nietypowego.
- Jestes pewien, Harry? Nikt cie nie sledzil? Nikt nie zadawal pytan odnosnie mojego wyjazdu? Nikt nie zaczal sie toba nagle interesowac?
Harry zagryzl warge, kiedy w jego umysle odbily sie echem slowa Hermiony i ponownie potrzasnal glowa.
- Nie. Dlaczego pan pyta?
- Hmm... - Dyrektor spojrzal w plonacy i trzaskajacy cicho w rogu pomieszczenia kominek. Wygladal, jakby pograzyl sie w swoich myslach. - Pamietasz, kiedy podzielilem sie z toba swoimi obawami na temat krazacego po Hogwarcie szpiega? - Harry skinal glowa. - A wiec teraz jestem tego niemal pewien. - Gryfon rozszerzyl oczy. - Pewnie jestes ciekaw, gdzie podziewalem sie przez caly ten czas, ale widzisz, chlopcze... nie moge zdradzic tego nikomu, poniewaz nadal nie wiem skad... - Przez twarz dyrektora przebiegl cien smutku i cierpienia.
- Profesorze?
Dumbledore odwrocil glowe i spojrzal na Harry'ego wyblaklymi, rozmytymi oczami.
- ... skad Voldemort wie o niemal kazdym naszym ruchu. Znowu byl jeden krok przed nami i przez to... - dyrektor zamknal na chwile oczy i westchnal. - ...przez to stracilismy jednego z naszych najcenniejszych i najbardziej doswiadczonych... przyjaciol.
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie gwaltownie, a jego serce podskoczylo do gardla.
- Kto zginal?
Dumbledore westchnal jeszcze raz. Wydawal sie jeszcze bardziej zmeczony, niz dotychczas.
- Alastor Moody.
- Och... - Harry na razie nie byl w stanie wykrztusic z siebie nic wiecej. Ta wiadomosc zaszokowala go. Moody byl przeciez najlepszy. Jak to mozliwe, ze zginal? Kazdy, ale nie on.
- A Emelina Vance i Hestia Jones zostaly ciezko ranne. W tej chwili przebywaja u Swietego Munga. Udalo nam sie zlapac dwoch Smierciozercow, ale zanim zdazylismy sie czegokolwiek od nich dowiedziec, popelnili samobojstwo.
- Och - powtorzyl Harry, ale uznal, ze to troche za malo, dlatego po chwili dodal: - Czy moglbym cos zrobic, profesorze? Moze bylbym w stanie pomoc w...
- Nie, Harry. Twoje miejsce jest teraz w Hogwarcie. To zbyt niebezpieczne. Musisz skonczyc nauke i wyszkolic sie w wielu dziedzinach, zanim...
- Ale przeciez juz walczylem - odparl chlopak, marszczac brwi. Mial wrazenie, ze Dumbledore traktuje go jak dziecko. - Od pierwszej klasy, kiedy...
- Nie - przerwal mu ostro dyrektor. - Przezyles tylko dlatego, ze miales duzo szczescia. Jestes dla nas zbyt cenny. Musisz sie jeszcze wiele nauczyc, zanim bedziesz mogl stanac do walki.
- Ale nie moge bezczynnie siedziec, kiedy ginie tyle osob! - Harry podniosl glos, zdenerwowany podejsciem Dumbledore'a.
