Mezczyzna pochylil glowe i spojrzal na niego ponad okularami.

- Harry... Wszyscy, ktorzy walcza na tej wojnie, nie robia tego jedynie po to, aby pokonac Voldemorta i jego poplecznikow. Walcza takze o to, aby chronic ciebie. Jestes nasza... ze sie tak wyraze... bronia ostateczna. Niektorzy... oddaja zycie, abys mogl nia zostac, dlatego powinienes uszanowac ich poswiecenie i uczyc sie jak najpilniej.

Harry zacisnal zeby. Nie podobal mu sie ten ton. Nie podobaly mu sie te slowa. Dlaczego wszyscy decydowali za niego? Dlaczego nie mogl tego zrobic na swoj sposob? Dlaczego musial ciagle tylko siedziec bezczynnie i patrzec, jak...

- Nie zgadzam sie - wycedzil. - Nie zgadzam sie na to. Chce walczyc. Juz teraz. Skoro takie wazne jest, abym sie wyszkolil, to dlaczego nikt nie chce uczyc mnie tego, co jest naprawde wazne? Ucze sie o bezsensownych roslinach, o wojnach czarodziejow, o gwiazdach i o tym, jak wrozyc z herbacianych fusow. Dlaczego nikt nie moze nauczyc mnie czegos pozytecznego? Czegos, co naprawde pomoze mi wygrac? A przynajmniej nie dac sie zabic.

Dumbledore patrzyl na niego bez slowa. Harry czul, ze jego serce bije bardzo szybko, a rece drza.

- Co masz na mysli, Harry? - zapytal lagodnie mezczyzna.

- Czarna Magie! - krzyknal, zaciskajac dlonie w piesci. - Mam na mysli Czarna Magie. Zaklecia, ktore unieszkodliwia Smierciozercow, a nie tylko ich oglusza. Klatwy, na ktore nie ma przeciwzaklec. Jezeli mam pokonac Voldemorta, to musze walczyc tak, jak on! Musze... - urwal nagle, kiedy uswiadomil sobie, co chce wlasnie powiedziec. Jego serce przeszyl gwaltowny bol. Usiadl na krzesle i wbil wzrok w podloge.

'...rzucac Niewybaczalne...'

Po kilku chwilach ciszy, wypelnionych jedynie jego przyspieszonym oddechem i cichym trzaskaniem ognia, Harry uslyszal skrzypienie krzesla Dumbledore'a. Zobaczyl, ze dyrektor wstaje i podchodzi do kominka. Zalozyl rece z tylu i zapatrzyl sie w wiszacy nad nim portret.

- Nie potepiam cie za takie mysli, Harry - odezwal sie po chwili. - Ja takze, kiedy bylem w twoim wieku... myslalem, ze to jedyna droga, jedyny sposob. Ze pokonac przeciwnika mozna tylko jego wlasna bronia. Jakze sie mylilem... Uswiadomila mi to twoja matka. - Harry poczul uklucie w sercu. Zagryzl warge. - Uswiadomila mi, ze najwieksza bronia, jaka posiadamy... jest milosc. I ze ona, jako jedyna potrafi przeciwstawic sie najwiekszemu zlu. Ze tylko ona potrafi nas ocalic. Poniewaz jest to bron, ktorej nasz przeciwnik nie posiada i nigdy nie zdobedzie. - Dumbledore odwrocil sie w strone siedzacego na krzesle Harry'ego i poslal mu smutny usmiech. - Prosze cie, abys dokladnie przemyslal moje slowa. A kiedy uznasz, ze juz wiesz, ktora droga chcialbys podazyc... nie bede cie powstrzymywal. To bedzie twoj wybor. Zezwole ci na to, czego najbardziej pragniesz. - Harry poczul chlod, ktory zeslizgnal sie po jego skorze. Zadrzal i pokiwal glowa. - A teraz idz juz. Nie chce cie zatrzymywac. Masz lekcje.

Gryfon ponownie pokiwal glowa. Czul sie dziwnie... Jakby zostalo powiedziane o wiele wiecej, niz wymowily usta. Jakby w tych slowach zostalo cos ukryte.

Wstal i ruszyl w kierunku drzwi.

- Jeszcze jedno. - Glos dyrektora zatrzymal go na miejscu. Odwrocil sie. - Uwazaj na siebie, chlopcze.

- Dobrze - odparl cicho Harry. - Do widzenia, profesorze.

Dumbledore skinal glowa i odwrocil sie ponownie w strone kominka. Harry, wychodzac, zerknal na portret, ktoremu przygladal sie dyrektor. Na obrazie widnial mlody, jasnowlosy mlodzieniec o szerokim usmiechu. Zdecydowanie wyroznial sie sposrod wszystkich siwowlosych i siwobrodych dyrektorow Hogwartu, ktorych portrety pokrywaly wszystkie sciany gabinetu. Harry nie mial pojecia, kim mogl byc ow chlopak i nie zastanawial sie teraz nad tym. W uszach dzwieczaly mu slowa Dumbledore'a. Czul zamet w glowie. Nie potrafil jasno myslec. Zatrzymal sie i potrzasnal glowa, czujac zawroty. Oparl sie o sciane, zamknal oczy i westchnal.

Dwie drogi... to nie byl latwy wybor.

Ale czyz... nie dokonal wyboru juz dawno temu?

***

Harry przysypial niemal na kazdej lekcji. Test z Historii Magii zawalil calkowicie, a podczas reszty zajec skrupulatnie zapisywal kazde slowo Binnsa. Wszystko po to, aby nie zasnac i aby nie atakowaly go bolesne mysli. Po raz pierwszy w zyciu mial z lekcji wiecej notatek niz Hermiona.

Eliksiry zblizaly sie nieublaganie. Juz dawno nie obawial sie tej lekcji az tak bardzo, jak teraz. Glowa bolala go coraz mocniej. Oczy kleily mu sie, a miesnie wydawaly sie tak ociezale i nieelastyczne, jakby byly zrobione z zelaza. A na dodatek przez caly czas przesladowaly go wspomnienia snu, obrazy i niechciane mysli. Wiedzial, ze w takim stanie niczego porzadnego dzisiaj nie uwarzy. Pozostalo mu jedynie uwazanie na to, aby kociolek nie wybuchnal mu w twarz i zeby Severus niczego nie dostrzegl, chociaz watpil, ze to ostatnie mu sie uda.

Poczatek zajec byl calkiem obiecujacy. Harry staral sie zachowywac tak jak zwykle, kiedy Snape wpadl do

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату