klasy i zaczal krytykowac Gryfonow. To znaczy, staral sie nie zwracac na to uwagi i przytakiwal cichym utyskiwaniom Rona. Nauczyciel dal im prace do wykonania, a nastepnie usiadl przy biurku, aby obserwowac ich postepy. Kiedy jego wzrok zatrzymal sie na Harrym, chlopak wstrzymal oddech, czujac, jak po jego skorze plasaja bolesne iskry, po czym, zagluszajac bijace glosno serce, zabral sie do miazdzenia i siekania pancerzy chrabaszczy. Nie potrafil sie jednak powstrzymac i raz po raz jego wzrok wedrowal ku czarnej sylwetce. Czasami ich spojrzenia krzyzowaly sie, a wtedy Gryfon gwaltownie uciekal wzrokiem i staral sie nie myslec o oddalajacych sie, pograzajacych w ciemnosci, odzianych w czern plecach i usmiechajacym sie okrutnie Voldemorcie.
Przemeczenie i glowa niemal przez caly czas zajeta myslami poskutkowaly tym, iz malo nie braklo, a wrzucilby do swojego wywaru jad kobry, zamiast jadu skorpiona, co poskutkowaloby ogromnym wybuchem. Na szczescie Hermiona w pore zauwazyla, co chce zrobic, i powstrzymala go w ostatniej chwili, a nastepnie probowala besztac go szeptem, co stanowilo nieco komiczny widok.
Harry dosypal nieco poszatkowanej skorki kameleona, ktora byla podstawowym skladnikiem Eliksiru Niewidzialnosci, zamieszal go i odstawil na dziesiec minut, podczas ktorych, podgrzewajac sie na srednim ogniu, mial nabrac intensywnie pomaranczowej barwy. Patrzyl w oleista, bulgoczaca ciecz i czul, jak jego powieki staja sie coraz ciezsze, a glowa zamienia sie w kamien, ktory niezwykle trudno utrzymac na szyi. Obraz przed oczami zaczal sie rozmazywac, kolory rozmywac, swiatlo zamieniac w jasne, mgliste plamy. Oczy same mu sie zamknely.
Nagle poczul zar w kieszeni spodni. Zdezorientowany otworzyl oczy i rozejrzal sie wokol, nie wiedzac, gdzie jest i co sie dzieje. Jego wywar juz dawno stracil intensywnie pomaranczowa barwe i w tej chwili zblizal sie do niebezpiecznie wybuchowej czerwieni. Na powierzchni utworzyl sie ogromny, drzacy babel, ktory lada chwila...
Pochylil sie i szybko zmniejszyl ogien. Babel opadl. Chlopak odetchnal z ulga i rozejrzal sie po sali. Hermiona byla w skladziku, a Ron walczyl z lyzka, ktora zdawala sie utknac w gestej mazi, ktora powinna byc eliksirem.
Pieknie, niemal zasnal nad kociolkiem... Cos go obudzilo. Ale co?
Powrocilo wrazenie ciepla, ktore nadal odczuwal w kieszeni. Serce zabilo mu mocniej. Dyskretnie wyciagnal zielony, jarzacy sie kamien i bez trudu odczytal swiecace jasno slowa:
Szybko schowal kamien do kieszeni i przelykajac sline, spojrzal na Severusa, by skinac mu glowa w niemym podziekowaniu. Mezczyzna patrzyl na niego gleboko zaniepokojony, co wcale sie Harry'emu nie podobalo. Dlatego szybko odwrocil glowe, przeklinajac swoje szybko bijace serce, i wbil wzrok w blat lawki.
'On wie!' - tylko to kolatalo mu w glowie. - 'Domyslil sie, ze cos jest nie tak.'
Musi zachowac spokoj. Musi udawac, ze wszystko jest w porzadku. Moze Snape po prostu sie o niego... martwi?
W tej chwili ponownie poczul narastajace cieplo. Zawahal sie.
Dlaczego tak sie go boi? Przeciez to byl tylko sen. Przeciez Severus jest... jest...
Zamknal oczy i wzial gleboki oddech, po czym siegnal do kieszeni i zerknal na kamien. W jego glebi widnial jaskrawy napis:
Harry poczul, ze serce podchodzi mu do gardla. Zacisnal klejnot w dloni i wyslal szybka odpowiedz:
Odwazyl sie rzucic ukradkowe spojrzenie Mistrzowi Eliksirow, ktory zmruzyl oczy i patrzyl na Harry'ego z niezmiennym zaniepokojeniem. Wygladalo na to, ze wcale mu nie uwierzyl. Nic dziwnego. Gryfon sam by sobie nie uwierzyl. Czul sie roztrzesiony i skolowany. I chyba tak samo wygladal.
Probowal poukladac sobie wszystko, ale jakos mu to nie wychodzilo.
Moze Hermiona miala racje? Moze Snape naprawde jest po stronie Voldemorta? Moze to on jest tym szpiegiem? I zainteresowal sie nim tylko dlatego, aby doprowadzic go do swojego Pana?
Nie, to niemozliwe. Przeciez gdyby tak bylo, moglby zrobic to juz dawno. Albo rzucic na niego Confundus lub Imperius. Nie, tu musialo chodzic o cos innego.
Przeciez Severusowi zalezalo na nim... widzial to w jego oczach, kiedy uprawiali seks. Widzial, jak na niego dzialal...
Ale to przeciez Snape. Sam powiedzial, ze potrafi grac. Ze potrafi zmusic swoj umysl do wszystkiego...
Nie, to nieprawda! To nie mogla byc gra!
Harry przetarl zmeczone powieki i spojrzal na swoj kompletnie nieudany eliksir.
Wszystko bylo do niczego.
Zacisnal piesci i zagryzl warge, walczac z czyms mrocznym i lepkim, co przez caly dzien oplatalo zimna pajeczyna jego serce.
Czy to wszystko bylo... prawda? Czy jedynie okrutna zabawa?
