mogl tego zrobic. Mial wrazenie, ze steruje nim jakas obca sila, ktorej nie potrafi zwalczyc.
Okno oddalilo sie. Naplynely glosy. Jego wlasny glos. Jego wlasne mysli. Wszedzie. Coraz glosniejsze.
Echa zaczely sie oddalac.
Harry mial w sobie emocje. Czyjes emocje. Zaskoczenie i strach. Czul je tak wyraznie... Wstrzas i poruszenie tak silne, iz niemal namacalne... Ale gdzies obok.
Wtedy poczul cos innego. Zdecydowanie. Cel. Bol.
Cos eksplodowalo w jego glowie. Przed oczami pojawilo sie okno. Widzial siebie. Uciekal przed pajakami tak jak na drugim roku. Gonily go, a on nie mial rozdzki. Biegl i biegl, ale one byly coraz blizej. Zaraz go dopadna! Chcial krzyczec, ale nie byl w stanie. Mial wrazenie, ze umknelo mu cos waznego, o czym przed chwila myslal, ale nie potrafil przypomniec sobie, co to takiego. Istnial tylko strach. I zblizajace sie szybko pajaki. W momencie, kiedy prawie go dopadly, okno oddalilo sie szybko, a ciemnosc wokol niego wypelnila sie swiatlem.
Zamrugal i spojrzal wprost we wbijajace sie w niego czarne oczy.
Plonely.
- Co sie dzi... - zapytal, lecz nie dokonczyl, gdyz Severus gwaltownie odsunal sie od niego i odciagnal go od drzwi.
Harry mial wrazenie, ze chyba cos sie wydarzylo, ale nie bardzo wiedzial, co. Pamietal, ze przyszedl do Snape'a na szlaban i ze chcial wziac od niego Eliksir Bezsennego Snu, poniewaz mial paskudny koszmar z goniacym go stadem pajakow, chociaz nigdy jakos specjalnie sie ich nie bal, ale wszystko inne wydawalo sie zamazane.
Spojrzal na mezczyzne i zobaczyl na jego twarzy niezwykle poruszenie. Usta mial zacisniete w cienka kreske, wszystkie miesnie twarzy napiete, a w oczach szalala burza. Ale zanim Harry zdazyl sie odezwac, by zadac pytanie, zostal wypchniety za drzwi, pociagniety przez gabinet i wyrzucony na korytarz.
Kiedy odzyskal rownowage, spojrzal na Severusa z calkowitym zaskoczeniem, ale jedynym wyjasnieniem, jakie uzyskal, byly wysyczane drzacym glosem slowa:
- Mowilem, ze jestem zajety, Potter. Twoj szlaban sie dzisiaj nie odbedzie.
Drzwi gabinetu zatrzasnely sie z glosnym hukiem.
Harry stal na korytarzu i probowal zrozumiec, co sie przed chwila wydarzylo. Czul jedynie ogromny zamet w glowie, ktora pulsowala mu bolesnie.
Snape kolejny raz wyrzucil go bez zadnego powodu. Wystarczylo powiedziec, ze jest zajety i Harry by sobie poszedl. Chcial tylko dostac eliksir na te koszmary. Goniace go pajaki nie zaliczaly sie raczej do najprzyjemniejszych snow.
Wyjal z kieszeni butelke z eliksirem i spojrzal na niego z namyslem.
Czul sie naprawde zmeczony. Chyba po prostu pojdzie spac
* 'Papercut' by Linkin Park
--- rozdzial 28 ---
28. Closer
- Harry!
Chlopak odwrocil sie w wypelnionym uczniami korytarzu i przeczesal go wzrokiem w poszukiwaniu wolajacej go osoby. Tonks przecisnela sie przez tlum i usmiechnela do niego.
- Nie moglam cie dogonic. Sluchaj... wpadlam na pewien pomysl. Oczywiscie nie wiem, czy dyrektor wyrazi na to zgode... ale macie ostatnio tak malo rozrywek, wiec pomyslalam... Wiesz, ze niedlugo beda swieta?
Harry przytaknal, nie rozumiejac na razie niczego wiecej z calej jej wypowiedzi.
- No wiec pomyslalam, ze fajnie byloby sobie urzadzic taka mala impreze swiateczna, zanim wszyscy rozjada sie do domow. W niewielkim gronie spotkac sie na piwku... Oczywiscie kremowym. - Mrugnela do niego porozumiewawczo. - Porozmawiac, moze nawet potanczyc. Gdzies w Hogsmeade, bo tutaj jest troche za ciezka i zbyt powazna atmosfera... i nie wyobrazam sobie dobrej zabawy pod okiem Filcha i profesor McGonagall. - Zachichotala, wiec Harry uprzejmie odpowiedzial jej usmiechem. - Co ty na to? To na razie tylko pomysl, ale moze cos z tego wyjdzie.
- Ale czy w obecnej sytuacji pozwola nam pojsc do Hogsmeade? - zapytal. - No wiesz... jest wojna i w ogole.
- Nie obrazaj mnie, Harry - fuknela kobieta. - Jestem aurorem.
