zagrazajacych zyciu... zwiazkow, ktore dostaja sie do krwi czlowieka.
Snape uniosl jedna brew.
- Skoro tak mowisz...
Harry zawahal sie. Czyzby cos pomylil?
Spojrzal na swoje kolana, probujac odczytac cos z zacisnietej w dloni kartki.
- Druga sznurowka? - zapytal Snape drwiacym glosem.
Cholera! Nie mogl sie przeciez zorientowac!
- Skoro granulocyty nie wchodza w gre, to mozna by sprobowac z... - zaczal mezczyzna i zawiesil glos.
- Eee... - Harry poczul, ze z przejecia wszystko zaczyna wyparowywac mu z umyslu. - Z... eee...
Szybko spojrzal w dol na kartke. Kiedy podniosl glowe, zobaczyl, ze Snape zaslania usta dlonia. Wygladal, jakby probowal ukryc usmiech.
- Gwideon Lange twierdzi, ze...
- Nie obchodzi mnie, co twierdzi ten pseudo-czarownik - przerwal mu Severus. - Chcialbym sie dowiedziec, co ty o tym sadzisz.
- Ja... to znaczy... - Harry mial wrazenie, ze stoi nad przepascia, a kazdy kolejny krok poprowadzi go tylko w jedna strone.
W dol.
- Mysle, ze... trzeba sprobowac polaczyc razem bezoar, limfocyty wydobyte z krwi buhorozcow i krew trytonow, ktora zlagodzilaby jej wybuchowe wlasciwosci, a dopiero, jezeli uda sie je razem zmieszac, probowac dalej.
Snape uniosl brwi. Wydawal sie byc... zaskoczony.
- To... sluszne spostrzezenie, panie Potter.
Harry mial wrazenie, ze slyszy w uszach dzwiek grajacych fanfar.
- Moze jednak nie jestes taki glupi, na jakiego wygladasz - dodal Severus.
Chlopak skrzywil sie. Co to mialo niby byc? Komplement czy kolejna zlosliwosc?
- Tak - fuknal. - Nasmiewaj sie. Ja sie tak staram, a ty sobie ze mnie drwisz - warknal, patrzac Severusowi prosto w oczy. Mezczyzna w odpowiedzi... usmiechnal sie.
Harry zamrugal, zdziwiony.
- Brawo, panie Potter. Kolejne sluszne spostrzezenie. Jeszcze troche i moze wyjdziesz na ludzi. Wystarczy ci, jezeli powiem, ze jestem... - pochylil sie do przodu i patrzac Harry'emu prosto w oczy, dokonczyl - ...bardzo mile zaskoczony?
Gryfon usmiechnal sie. Mial wrazenie, ze jego serce otulila ciepla mgielka.
- Mowilem ci, ze mozesz porozmawiac ze mna o wszystkim - powiedzial.
Severus odchylil sie w fotelu.
- W takim razie chetnie poznam twoje zdanie na temat sposobow przedluzania dzialania eliksiru niewidzialnosci.
'Och, nie' - jeknal Harry w duchu, ale jego usmiech pozostal na miejscu.
- Jasne, nie ma sprawy - wydukal. - Musze sie tylko... przygotowac.
- Bede czekal z niecierpliwoscia - odparl mezczyzna usmiechajac sie lekko. - A co do twojego szlabanu...
- Tak, wiem - przerwal mu chlopak. - Dokoncze te lazienki jutro. Ostatnio bylem troche... zajety.
- Nie bedziesz juz czyscil lazienek - oznajmil Severus. - Uznaje ten szlaban za zakonczony.
- Naprawde? - Harry nie mogl sie powstrzymac, by nie usmiechnac sie radosnie.
- Chodzi mi o twoj poniedzialkowy szlaban - dodal mezczyzna. - W zwiazku z tym, ze nie doszedl on do skutku, odrobisz go w piatek.
Harry otworzyl usta.
- Ale w sobote mam mecz...
- Oczekuje cie punktualnie o siodmej, Potter - przerwal mu mezczyzna.
Harry zamknal usta.
A niech go...
***
- Skoncentrujcie sie! Zamknijcie oczy i wyobrazcie sobie, ze stoicie po kostki w puchu, ze kazdy wasz krok bedzie jak stapniecie pajaka... bezszelestne i calkowicie nieslyszalne.
Harry katem oka zobaczyl, jak stojacy obok niego Ron skrzywil sie na wzmianke o pajaku.
- A moze byc na przyklad... mrowka? - zapytal niepewnie.
Prowadzaca zajecia Tonks usmiechnela sie.
- Moze byc, Ron... to znaczy panie Weasley - poprawila sie szybko. - A teraz uniescie rozdzki i powtarzajcie za mna:
-
- Nalezy machnac rozdzka i skierowac ja ku stopom, obracajac jednoczesnie nadgarstek o czterdziesci piec stopni. O tak. - Tonks zaprezentowala ruch, a uczniowie starali sie go powtorzyc z mniejszym lub wiekszym powodzeniem.
- Przepraszam bardzo. - Reka Hermiony wystrzelila w gore. - Ale w jaki sposob moze nam to pomoc w walce?
- To, czy uda nam sie podejsc niezauwazonym do przeciwnika moze miec kolosalne znaczenie dla przebiegu pojedynku - wyjasnila Tonks. - Zaklecia powodujace znikanie sa jednymi z najtrudniejszych do opanowania, a watpie, aby kazdy z was mial w zapasie peleryne niewidke. - Harry wyczul na sobie jej spojrzenie i spuscil wzrok. - Ale zaden srodek
