- Wiem, isc do jakiegos nauczyciela i wszystko mu opowiedziec - przerwal jej ze znuzeniem. Dziewczyna zarumienila sie. - Nie, Hermiono, nie dam mu tej satysfakcji. Nie zlamie mnie. Sam dam sobie z nim rade. Nie jestem nieudacznikiem. - Musial przyznac, ze potrafil coraz lepiej grac.
- Harry ma racje - wtracil sie Ron, popierajac przyjaciela. - Snape to po prostu wielki palant. Jezeli zaczniemy biegac ze skargami, to poczuje, ze wygral. A predzej udlawie sie puddingiem, niz mu na to pozwole!
- Obaj jestescie oblakani! - fuknela dziewczyna i zerwala sie z miejsca. - Ide sie pouczyc - oswiadczyla dumnie i odeszla.
Ron spojrzal na Harry'ego i pokrecil glowa.
- Przeciez jest piatek. Czy ona musi sie uczyc nawet w piatek?
Chlopak wzruszyl ramionami, rozgladajac sie po Pokoju Wspolnym. Juz od jakiegos czasu probowal wypatrzyc Ginny, ale jak na zlosc, nigdzie jej nie bylo. A za chwile miala byc kolacja. Potrzebowal jej, aby miec jakies alibi, kiedy bedzie siedzial u Snape'a.
Severus chcial, aby Harry dzisiaj do niego przyszedl. Ostatnio spotykali sie tylko na szlabanach. Ale tym razem Severus sam zaprosil go do swych komnat. Ta mysl sprawila, ze chlopak poczul dziwne cieplo w zoladku.
Jest!
Harry zerwal sie z kanapy, widzac schodzaca po schodach Ginny. Nie zwazajac na zdziwione spojrzenie Rona, podszedl do niej i nieco zdenerwowanym glosem poprosil o chwile rozmowy na osobnosci. Kilka towarzyszacych jej przyjaciolek wymienilo pomiedzy soba jednoznaczne spojrzenia i ruszylo przodem.
- O co chodzi, Harry? - zapytala dziewczyna, kiedy zatrzymali sie w ustronnym miejscu.
Harry czul na karku podejrzliwy wzrok Rona, ale nie mial wyboru.
- Chcialbym prosic cie o przysluge - szepnal.
- Co sie stalo z twoim glosem? - zapytala zaskoczona.
- Ee... To dluga historia - odparl, machajac lekcewazaco reka. Szybko wytlumaczyl jej, o co chodzi, a ona z checia zgodzila sie mu pomoc.
Ron przez caly wieczor obserwowal go podejrzliwie, ale na szczescie nie zadawal pytan. Przynajmniej na razie.
Podczas kolacji Harry nie przelknal niemal niczego. Gardlo okropnie go palilo i mial wrazenie, jakby zostalo poharatane mieczami. Kiedy wraz z przyjaciolmi dotarl do Pokoju Wspolnego, natychmiast skierowal kroki do dormitorium. Chwile pogrzebal w kufrze i wyciagnal z niego te same czarne spodnie, ktore zalozyl na urodziny Snape'a, i cieply, snieznobialy golf, ktory rowniez kupil w Hogsmeade podczas ostatniej wizyty. W koncu Snape zaprosil go do siebie. Nie mogl pojsc jak obszarpaniec.
Szybko przebral sie, wcisnal do kieszeni peleryne i zbiegl na dol do czekajacej juz na niego Ginny.
- Harry, wygladasz... - zaczela.
- ...tak inaczej - dokonczyla Hermiona, pojawiajac sie obok niej. - Jeszcze nigdy nie widzialam cie takiego...
- ...olsniewajacego - zakonczyla rudowlosa, usmiechajac sie z zachwytem.
- Ee... - wydukal, czujac, ze sie rumieni.
- Idziecie gdzies razem? - Ron wylonil sie nagle za ich plecami, mruzac podejrzliwie
