Ale teraz to sie zmienilo. Teraz mial Harry'ego.
- Jak myslicie? - kontynuowal Ron, usmiechajac sie zlosliwie. - Czy ten oslizly dupek kiedykolwiek dostal od kogos chociaz jeden prezent? - Harry skrzywil sie. Staral sie, ale nie potrafil sluchac bluzg pod adresem Severusa z kamienna mina. Z kazdym slowem czul coraz wieksza zlosc na przyjaciela i nie potrafil tego powstrzymac. - Hahaha, pewnie nie. Kto chcialby dawac mu prezenty? Jedyne, na co zasluzyl, to torebka lajnobomb. Moze poprosze Freda i George'a, zeby mu jedna wyslali? Taka z mechanizmem spustowym, ktora wystrzela przy otwarciu. Hahaha. Wyobrazacie to sobie?
- Nie zrobisz tego - wycedzil wsciekle Harry, czujac, ze jeszcze chwila i mu przylozy. Przyjaciele spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Na szczescie Gryfon potrafil jeszcze na tyle trzezwo myslec, by natychmiast zrozumiec, co powiedzial i blyskawicznie sie poprawic. - To znaczy... domyslilby sie, ze to od nich, nie jest przeciez durniem. I kiedy wrocilbys po przerwie swiatecznej do Hogwartu, mialbys przechlapane. Zrownalby cie z ziemia. Daje ci po prostu dobra rade, Ron - dodal, chociaz jedyne, co chcial mu dac, to cios w twarz.
Lubil Rona, lubil jego towarzystwo. Ale czasami tak bardzo go irytowal, iz z trudem powstrzymywal sie od tego, by nie wstac i po prostu nie odejsc gdziekolwiek, byle dalej od niego i jego idiotycznych tekstow. Albo nie odpowiedziec mu czegos, czego potem moglby zalowac. Szczegolnie, kiedy przyjaciel wpadal w tryb 'Snape to obrzydliwy, smrodliwy bydlak'.
Ron skrzywil sie i westchnal ciezko.
- Chyba masz racje, Harry... Ech, a mogloby byc tak zabawnie...
Hermiona pokrecila z politowaniem glowa i zwrocila sie do Harry'ego:
- Idziesz z nami na impreze organizowana przez Tonks, prawda?
Harry pokiwal glowa, wbijajac wzrok w stol. Nadal czul plonacy w swoim wnetrzu gniew. Na Rona, za to, co mowil o Snapie. Na Hermione, za to, ze mu nie przerwala. Na Weasleyow, za to, ze jak co roku musieli zaprosic go na Gwiazdke. I na siebie, za to, ze nie mial pojecia, jak sie z tego wykrecic. Nie mogl im tak po prostu powiedziec, ze nie chce spedzic z nimi swiat, bo zameczyliby go pytaniami 'dlaczego', a on nie mogl im przeciez wyjawic prawdy.
Wiec co mial zrobic?
Bedzie musial cos wymyslic. I to bardzo szybko!
Moze celowo zlamie sobie noge?
Nie, Pomfrey od razy by go wyleczyla...
Och, mysl, mysl!
- Harry! - uslyszal glos Hermiony. - Jakas sowa do ciebie.
Gryfon oderwal sie od swoich mysli i spojrzal na przypatrujaca mu sie plomykowke, ktora najwyrazniej wyladowala w sniadaniu Rona, ktory wyzywal ja wlasnie od 'wrednych ptaszysk' i probowal wypedzic ze swojej rozgrzebanej jajecznicy. Harry z trudem ukryl usmiech. Od razu ja polubil.
- Co to takiego? - zapytala Hermiona, kiedy chlopak wyjal z jej dzioba niewielka karteczke i rozwinal ja.
Harry, przyjdz po sniadaniu do mojego gabinetu. Chcialbym z toba porozmawiac. Haslo: 'lukrowane laseczki'.
Albus Dumbledore
- To od Dumbledore'a. Chce sie ze mna dzisiaj spotkac - odparl, marszczac brwi i zastanawiajac sie, czego moze chciec od niego dyrektor.
Rozejrzal sie po Wielkiej Sali. Dumbledore'a nie bylo na sniadaniu. Severusa rowniez, ale w jego przypadku bylo to nagminne. Pewnie znowu byl zajety praca w laboratorium i nie mial czasu nawet na to, aby
