rozumiesz, chlopcze. - Dyrektor wygladal tak, jakby odczul wyrazna ulge. - Oczywiscie, jezeli zechcesz, to mozesz poprosic przyjaciol, aby dotrzymali ci towarzystwa. Rozwazam takze mozliwosc, aby panstwo Weasley mogli przyjechac do Hogwartu, gdyby wyrazili taka chec, ale...
- Nie trzeba! - Harry niemal zerwal sie z krzesla. - To znaczy... Nie chce psuc im swiat. Na pewno beda mieli bardzo duzo na glowie. Nie chce, zeby przeze mnie musieli jechac taki szmat drogi. A znam ich na tyle dobrze, ze wiem, iz pewnie sprobuja, ale niech im pan na to nie pozwoli. Prosze. Nie znioslbym mysli, ze moglbym popsuc im swieta. Hermiona i Ron pewnie tez beda chcieli ze mna zostac, ale prosze ich przekonac do wyjazdu. Pana z pewnoscia posluchaja, nawet jezeli mnie nie beda chcieli. Chcialbym, aby spedzili swieta z rodzina, dopoki jeszcze nie rozpetala sie prawdziwa wojna i wciaz maja taka mozliwosc! - wypalil Harry i wzial gleboki oddech, gdyz braklo mu tchu.
Dumbledore usmiechnal sie do niego.
- Zawsze myslisz o innych, Harry.
Chlopak spuscil wzrok i wbil go w kant biurka.
Och, dlaczego czul sie tak podle? Ale musial zostac z Severusem. Tylko z Severusem. Inni mogliby wszystko popsuc.
- W takim razie nie bede cie juz zatrzymywal. I wybacz, ze musiales dokonac tak trudnego wyboru, ale to dla twojego dobra, Harry. Chyba to rozumiesz?
Chlopak pokiwal glowa, nie podnoszac wzroku. Dumbledore mogl byc zmeczony i przybity, ale z pewnoscia nie byl glupi i gdyby tylko spojrzal w oczy Harry'ego, moglby domyslic sie wszystkiego.
- Och, i jeszcze jedno. Profesor Tonks opowiadala mi o tym przyjeciu, ktore chciala zorganizowac w Hogsmeade. Jak rozumiem, ty takze masz zamiar sie na nie wybrac, Harry? - Gryfon ponownie skinal glowa. - Postaram sie, aby zapewniono wam najlepsza ochrone. Hogsmeade zawsze bylo bardzo bezpiecznym miejscem, ale w tych okolicznosciach najlepszym wyjsciem bedzie rozciagniecie silnej bariery ochronnej wokol miejsca waszej zabawy. Ja, a takze profesorowie McGonagall, Flitwick, Snape i Tonks, zajmiemy sie tym, a wiec bedziecie mogli swobodnie sie bawic, nie martwiac sie o swoje bezpieczenstwo. - Harry skinal glowa. - A wiec, do zobaczenia, Harry. I udanych swiat. - Dumbledore usmiechnal sie blado.
- Do widzenia, profesorze. - Gryfon zerwal sie, sklonil szybko i czmychnal z gabinetu, nie odwracajac sie ani razu.
***
Harry przez caly dzien nie widzial Severusa. Mozliwe, ze bylo to spowodowane tym, iz kazdego w Hogwarcie dopadla przedswiateczna goraczka. Wszedzie spotykal zastepy uczniow i nauczycieli przystrajajacych zamek, unoszace sie az pod sufit choinki, girlandy jemiol, zwisajace pod lukami w przejsciach pomiedzy korytarzami, ciagnace sie pod sklepieniami kilometry lancuchow. Razem z Hermiona, Ronem, Neville’em i Ginny ubral choinke w Pokoju Wspolnym i przyozdobil dormitorium.
Tak wiec kiedy wieczorem rzucil sie na lozko, byl padniety. Ale nie przeszkodzilo mu to niemal natychmiast siegnac pod poduszke i wyciagnac spod niej mape Huncwotow, aby zaspokoic swoja ciekawosc i zobaczyc, co tez porabia Severus. Znalazl go w jego gabinecie.
Ale mezczyzna nie byl sam. Obok niego zobaczyl kropke z nazwiskiem Teodora Notta. Snape rzadko przydzielal szlabany uczniom swojego domu, wiec Slizgon musial chyba naprawde na to zasluzyc.
Harry odlozyl mape i zmusil sie, aby pojsc na kolacje. Severusa nie bylo na niej, ale spodziewal sie tego. Spojrzal na stol Slizgonow i przesunal po nim wzrokiem.
Co dziwniejsze, Notta takze...
Poczul kielkujace w nim uczucie niepokoju, ktorego na razie nie potrafil sprecyzowac, dlatego tylko westchnal i wbil wzrok w swoj talerz. Czul sie nieco zawiedziony, ze nie mogl zobaczyc Snape'a. Tak,
