mezczyzny, nie zaszczycajac go nawet jednym spojrzeniem. Czul w sobie tak natarczywa, gryzaca, pozerajaca go od srodka zlosc i rozczarowanie, iz wiedzial, ze jeszcze chwila i z pewnoscia cos rozwali. I ze najprawdopodobniej beda to plecy oddalajacego sie Notta.
Kiedy tylko drzwi sie zamknely, Severus rzucil na nie zaklecie blokujace i wyciszajace, a nastepnie przeszedl przez gabinet i usiadl przy biurku.
Wszystko wewnatrz Harry'ego drzalo z gniewnego napiecia. I wiedzial, ze wystarczy jedno mocniejsze szarpniecie, aby naciagniete do granic wytrzymalosci nerwy puscily i pograzyly go w ataku szalu.
- Siadaj. Jeszcze nie skonczylem. Skoro postanowiles przyjsc wczesniej i do tego bez zapowiedzi, zachowujac sie jak spieniony pies, ktorego ktos przez przypadek spuscil ze smyczy, to chwile sobie poczekasz i dopiero kiedy ochloniesz, wyjasnisz mi swoje zachowanie. I mam nadzieje, ze bedziesz mial dobre wytlumaczenie, dlaczego wygladales tak, jakbys chcial przeklac jednego z moich uczniow, bo nie mam zamiaru...
Te slowa przelaly czare. Przyszedl tu dowiedziec sie prawdy, poniewaz Snape najwyrazniej oszukiwal go od samego poczatku, a on zachowywal sie tak, jakby nie wiedzial, o co chodzi i na dodatek smial miec o to do niego pretensje?!
- TY WSTRETNY DRANIU! - ryknal, czujac jak cala zlosc i frustracja, ktore w sobie dusil, przerwaly w koncu tame i przelewaly sie przez jego usta, pragnac zostac uwolnione. - JAK MOGLES?! JAK MOGLES TO ZROBIC?!
Severus zamilkl i przez chwile patrzyl na niego z zaskoczeniem. W koncu zmarszczyl brwi i wbil w chlopaka surowe spojrzenie.
- Nie odzywaj sie do mnie takim tonem, Potter.
- A wlasnie, ze bede! - Harry w kilku krokach znalazl sie przy biurku. Oparl dlonie na blacie i wbil w Snape'a zalany plonaca wsciekloscia wzrok. - Wiem, co z nim robisz! Nie oszukasz mnie! Wiem o wszystkim! Widzialem, ile czasu z nim spedzasz! Widzialem, jak chodziles z nim w w nocy po Hogwarcie! Widzialem, jak sie do niego usmiechales!! Dlaczego to z nim robisz? Juz ci nie wystarczam? - Jego glos zalamal sie nieznacznie i Harry musial przerwac, by nabrac tchu.
Severus przez chwile patrzyl na niego ze zdumieniem, ale bardzo szybko zmienilo sie ono w... kpiace rozbawienie. Odchylil sie na krzesle, skrzyzowal rece na piersi i zmarszczyl brwi.
- A wiec to tak, Potter. Ubzdurales sobie, ze 'zdradzam cie' z tym Slizgonem, wiec postanowiles wpasc tutaj i urzadzic to zalosne przedstawienie. Wybacz, ze nie bije ci braw, ale mam troche lepkie palce. Nie zdazylem rzucic zaklecia czyszczacego, kiedy postanowiles przerwac nam nasza mala schadzke - powiedzial Severus, usmiechajac sie zlosliwie.
Harry poczul eksplozje nienawisci.
- NIE KPIJ SOBIE ZE MNIE! - wrzasnal, zrzucajac w ataku szalu wszystko, co znajdowalo sie na biurku. Pergamin, atrament, kilka butelek i ksiazek wyladowalo na podlodze. Harry uslyszal rozbijajace sie szklo, ale niemal to do niego nie dotarlo. Jego oczy zalewala plomienna czerwien, przypominajaca lawe. Widzial, jak twarz mezczyzny zmienia sie. Jak pojawia sie na niej pewnego rodzaju... zaszokowanie. Ale Harry spadal juz w otchlan ognistej furii i nic nie bylo w stanie go zatrzymac. Uderzyl dlonmi w biurko i pochylil sie jeszcze nizej, a z jego ust wydobywal sie jedynie syk. - Pieprzyles go, prawda? Pieprzyles go na tym biurku! Wiem o tym! Ty cholerny draniu! Gdzie go dotykales? A zreszta, nie obchodzi mnie to! - Harry zacisnal powieki i przycisnal dlonie do uszu. - Nie chce tego sluchac!
Kiedy tylko pomyslal o nagim, lezacym na biurku Nottcie i pochylajacym sie nad nim Severusie, czul tak bolesny scisk w zoladku, jakby cos mu go wykrecalo i przepalalo, a serce bilo z taka szybkoscia, iz glowe rozrywalo mu jego szalencze pulsowanie. Mial wrazenie, ze zaraz splonie.
Uslyszal odglos odsuwanego krzesla i kilka szybkich krokow. Ostre
