- Rozmyslilem sie! Nie bede o nic prosil tego oslizglego drania!
Po czym minal ich i ruszyl przed siebie z taka szybkoscia, ze przyjaciele ledwie dotrzymywali mu kroku.
Och, niech tylko nadejdzie wieczor...
***
Harry nie poszedl na kolacje. Siedzial w dormitorium i wpatrywal sie w mape. Nott i Snape poszli po lekcji do gabinetu mezczyzny i przez caly czas tam siedzieli. Przez caly cholerny czas! I oni takze nie poszli na kolacje. To nie bylo normalne!
Nie, juz dluzej nie wytrzyma! Pojdzie tam! Juz teraz! I dowie sie, o co chodzi!
Jego szlaban zaczynal sie o dziewietnastej, tuz po kolacji, ale przeciez moze zjawic sie troche wczesniej.
Szybko wcisnal mape do kieszeni, zalozyl buty i zdecydowanym krokiem ruszyl do lochow.
Zanim tam dotarl, przez jego glowe przewinelo sie kilka planow dzialania. Od wpadniecia tam z rozdzka i przeklniecia ich obu (o ile drzwi nie beda zamkniete, a jezeli beda, to znaczy, ze cos tam robia...), poprzez sforsowanie wejscia, poslanie Snape'owi wiadomosci, ze wie o wszystkim, az do... podsluchiwania pod drzwiami, w nadziei, ze moze czegos sie dowie. I na to sie ostatecznie zdecydowal. Na razie.
Przylozyl ucho do drewnianej powierzchni, ale nie slyszal niczego poza absolutna cisza. A to oznaczalo, ze Severus z pewnoscia rzucil zaklecie wyciszajace.
A niech go!
Harry kopnal w drzwi. Raz i drugi. Jak przewidywal, nic sie nie wydarzylo. Cofnal sie i siegnal po rozdzke, aby rozwalic je w drobny mak, ale wtedy... otworzyly sie nagle.
Harry zamarl z dlonia w kieszeni. Przed nim stal Nott. Kiedy zobaczyl Harry'ego, zmarszczyl brwi w zaskoczeniu. Ale bardzo szybko na jego usta wyplynal krzywy usmieszek.
- Potter... Co za niespodzianka?
Harry niemal sie zapowietrzyl z wscieklosci, szybko przeszukujac swoj wirujacy umysl w poszukiwaniu jakichs adekwatnych przezwisk, ktorymi moglby obdarzyc Slizgona, ale byl w takim stanie, ze nic kreatywnego nie przychodzilo mu do glowy, poprzestal wiec na:
- Ty oslizgly, pask... - zaczal, ale urwal, kiedy za plecami Slizgona pojawil sie Severus. Jego oczy zmruzyly sie ostrzegawczo, kiedy padly na Harry'ego.
- To wszystko na dzisiaj, panie Nott. Moze pan odejsc. Bedziemy kontynuowali nasze zajecia po swietach - powiedzial, po czym zwrocil sie do Harry'ego: - Prosze wejsc, panie Potter. Nie podejrzewalem, ze az tak teskni pan za swoimi szlabanami, skoro przybyl pan tu wczesniej.
'Ha! Nie spodziewales sie tego, co?' - pomyslal Harry. - 'Zaskoczylem cie! Przerwalem to, co tam robiliscie i teraz jestes wsciekly... Ha!'
- Przyszedlem wczesniej, bo potem jestem umowiony na randke! - warknal Harry i poczul zlosliwa satysfakcje, widzac, ze Snape sciaga brwi w zaskoczeniu.
- Dobranoc, profesorze. - Nott sklonil sie lekko, jakby nieswiadomy iskrzacego w powietrzu napiecia, i minal Harry'ego, rzucajac mu pogardliwy usmieszek. Reka Gryfona mimowolnie powedrowala do rozdzki, ale zatrzymala sie pod wplywem warkniecia Snape'a:
- Potter. Do srodka. Juz.
Harry zmusil sie do cofniecia reki, pomimo tego, ze przed jego oczami pojawialy sie juz cudowne wizje, w ktorych Nott wije sie w spazmach bolu u jego stop, po czym prychnal i przeszedl obok
