zmysly posylalo az pod sufit.
W jego nozdrza wdzieral sie ostry, slodko-gorzki zapach mezczyzny, uszy slyszaly jego ciezki oddech, skora czula szorstkosc jego szaty i zar oddechu, a oczy nie widzialy nic, poza otaczajaca go czernia. Snape byl nad nim, byl w nim, byl wszedzie. Wypelnial go tak bardzo, iz mial wrazenie, ze nie zostalo w nim juz ani odrobiny miejsca na cokolwiek innego. Na Voldemorta, na wojne, na nauke, na przyjaciol, na przeszlosc i przyszlosc. To wszystko mogloby nie istniec. Tak dlugo, jak Severus byl tutaj, byl w nim, byl przy nim... nic wiecej sie nie liczylo.
Usmiechnal sie, jeszcze mocniej zaciskajac dlon na szacie mezczyzny. Severus, widzac jego usmiech, odsunal sie nieco, aby objac wzrokiem cala jego twarz. Oblizal wargi i zwolnil, przechodzac w ostre, glebokie, rozciagniete w czasie pchniecia, pomiedzy ktorymi z jego ust zaczely wyrywac sie wypowiadane ciezkim, zdyszanym glosem slowa:
- Nie. Ma. Nikogo. Innego.
Zoladek Harry'ego skrecil sie, a oczy rozszerzyly. Jego penis zadrzal, slyszac te slowa, a napiecie w jego wnetrzu podnioslo sie do stanu alarmowego. Wiedzial, ze jeszcze troche, jeszcze chwile i...
Poczul wsuwajaca sie pod jego kark dlon Severusa. Mezczyzna uniosl mu glowe, przyciagajac ja do swej twarzy. Pochylil sie jeszcze nizej i zatrzymal usta milimetry od jego ucha. Smukle palce wplotly sie w jego wlosy i zacisnely na nich mocno. Rece Harry'ego uniosly sie w gore i owinely wokol szyi mezczyzny w uscisku tak silnym, iz nic nie byloby go w stanie od niego oderwac. Cialo Harry'ego przeszyl niekontrolowany dreszcz, kiedy poczul ten niemozliwie goracy oddech i wdzierajacy sie do jego umyslu, zachrypniety szept:
- Jestes...
Glebokie, odbierajace zmysly pchniecie.
- ...tylko...
Rozgrzane wargi, muskajace platek ucha.
- ...ty...
Wbijajace sie w cialo paznokcie.
- ...Potter.
Szept urwal sie i przeszedl z ochryply jek, kiedy Severus doszedl w nim, a jego cialo spielo sie i naparlo na Harry'ego tak mocno, iz niemal wgniotlo go w blat. Zaciskajaca sie na jego posladku dlon wbila sie drapieznie w cialo, jak gdyby chciala go rozedrzec na kawalki.
Ale Harry niemal tego nie odczuwal, poniewaz sam opadal teraz w otchlan rozlewajacej sie w jego wnetrzu przyjemnosci orgazmu. Wszystko w nim plonelo, a pod powiekami widzial rozsypujace sie miliony goracych iskier, ktore wedrowaly po skorze, podrazniajac kazdy jej skrawek. Wcisnal twarz w szyje Severusa, duszac w niej swoj zachrypniety krzyk i zakleszczyl go w tak silnym uscisku, iz przez moment obaj nie mogli oddychac.
Pragnal wtopic sie w niego. Byc tak blisko, aby czuc bicie jego serca tuz przy swoim. I nigdy, absolutnie nigdy go nie puscic.
Nie wiedzial, ile czasu minelo. Mial wrazenie, ze odplynal gdzies daleko. Widzial jedynie ciemnosc i slyszal wdzierajace sie w otulajaca go ciepla cisze urywane, coraz glosniejsze oddechy. Swoj i Severusa.
Mezczyzna lezal na nim i dyszal. A Harry czul jego ciezar, czul unoszaca sie i opadajaca klatke piersiowa, slyszal przy uchu ciezki oddech. I usmiechal sie do siebie.
Rozluznil nieco uscisk. Severus poruszyl sie i wyprostowal, opierajac sie na lokciach. Harry wstrzymal oddech, widzac wbijajace sie w niego, zamglone spojrzenie. Twarz Severusa byla tak blisko... Czul na skorze jego przyspieszony, powoli wracajacy do normy oddech.
