Oczywiscie, ze pamietamy. Odwiedze cie w swieta, obiecuje. Przeciez zostaje w Hogwarcie. Wiesz o tym, prawda?

- Taa. Przykro mi z tego powodu, Harry.

- Dlaczego przykro? - Harry zmarszczyl brwi i spojrzal ze zdziwieniem na przygnebionego pololbrzyma.

- Wiem, ze wolalbys spedzic swieta z Ronem i Hermiona, zamiast gnic tutaj ze starymi profesorami - mamrotal Hagrid, wpatrujac sie w swoj kufel z takim uporem, jakby to byla jedyna rzecz, ktora jeszcze utrzymywala go pionowo. - Myslisz, ze nie probowalem sie za toba wstawic? Jak tylko sie dowiedzialem, ze zamierzaja zostawic cie tutaj na swieta, popedzilem do dyrektora i powiedzialem mu... Tak mu powiedzialem... ze jestes mlody i ze Artur i Molly to swietni czarodzieje i ze bedzie ci bardzo przykro, jezeli bedziesz musial tu zostac... I Ronowi bedzie przykro, i Hermionie... I mi tez, bo kiedy tobie jest przykro, Harry, to mnie tez nie jest najlepiej... - Harry sprobowal ukryc zazenowanie, upijajac kolejny, bardzo duzy lyk piwa. - Ale dyrektor nie chcial mnie sluchac. Powiedzial, ze calkowicie ufa Snape'owi i jezeli Snape twierdzi, ze musisz zostac, to...

Harry oplul piwem caly stol. Przez chwile krztusil sie, nie mogac zlapac tchu. Udalo mu sie to dopiero, kiedy poczul na plecach uderzenie wielkiej dloni Hagrida. Uderzyl czolem o blat, przez co zakrecilo mu sie w glowie.

- Przepraszam, Harry. Nic ci nie jest?

Harry pokiwal glowa, gwaltownie lapiac oddech i czujac drzace w oczach lzy.

- P-profesor Snape powiedzial dyrektorowi, ze powinienem zostac na swieta w Hogwarcie? - zapytal. Musial uslyszec to ponownie. Bal sie, ze sie przeslyszal.

- Tak - odparl nieco zbity z tropu Hagrid. - Przepraszam, Harry. Nie wiedzialem, ze az tak cie to zdenerwuje. Wiem, ze psor Snape niezbyt cie lubi, ale moim zdaniem to po prostu...

Ale Harry nie sluchal juz dalej. Wpatrywal sie w opryskany piwem stol szeroko otwartymi oczami i nie mogl uwierzyc wlasnym uszom.

Snape! Ten wredny, podstepny, slizgonski Snape! Jak on mogl? Harry prosil go i niemal blagal na kolanach, aby pozwolil mu spedzic ze soba swieta, a to on byl tym, ktory doprowadzil do tego, ze jednak zostanie w Hogwarcie! Zrobil to specjalnie! Tak wszystko ukartowal, aby to Harry prosil go i blagal! I jak zwykle dal mu sie przechytrzyc! Dlaczego wczesniej o tym nie pomyslal? Tylko skonczony kretyn uwierzylby, ze Snape tak latwo pozwoli sie zmanipulowac i nabierze sie ta ten, och, jakze sprytny plan. To on pociagal za sznurki od samego poczatku. Mogl sie tego domyslic. Snape za bardzo oponowal, za bardzo 'nie chcial'. I pamietal, tak, teraz pamietal. I rozumial. Rozumial, dlaczego na wspomnienie, ze Harry sie poddaje i w takim razie idzie powiedziec Dumbledore'owi, ze pojedzie jednak do Weasleyow... dlaczego Snape spojrzal na niego z takim zaskoczeniem. I zobaczyl gniew w jego oczach. Byl zly, bo pomyslal, ze jego plan nie wypalil. Ze Harry'emu nie zalezalo az tak bardzo na spedzeniu z nim swiat i ze sam sie tej mozliwosci pozbawil przez swoje durne zagrywki. Ale kiedy Harry zaczal 'szantazowac' go swoim wielce podstepnym planem, mogl w koncu laskawie zgodzic sie na jego prosby.

Co za... Snape!

Harry uderzyl czolem o blat.

Znowu pozwolil mu sie wykiwac. Niech go szlag! Niech go...

Zaraz!

Zmarszczyl brwi, pozwalajac, by caly gniew splynal z niego, odslaniajac sedno.

Przeciez... przeciez skoro Snape powiedzial Dumbledore'owi, ze Harry powinien zostac w Hogwarcie, to znaczylo, ze... ze... chce spedzic z nim swieta! Ze tez chce spedzic z nim swieta. Swieta. Z nim. Spedzic. Chce.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату